Od 1 listopada 2017 roku zaczęła w Polsce obowiązywać nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o refundacji leków ułatwiająca medyczne zastosowanie konopi indyjskich zawierających psychoaktywną substancję THC (tetrahydrokanabinol). Nowe prawo obowiązuje, jednak problemy nadal są: z dostępnością surowca (produkcją surowca farmaceutycznego z importowanych konopi, np. w postaci odpowiednio spreparowanego suszu, wyciągu czy żywicy, mogą zająć się firmy, które po spełnieniu odpowiednich wymogów dostaną na to zezwolenia – jednak, jak podawał w styczniu portal dziennikwschodni.pl, na razie nie ma chętnych do produkcji tego surowca) oraz z przygotowaniem farmaceutów do wykonywania takich leków (nie jest nawet możliwe przygotowanie wytycznych dla aptek, dotyczących wykonywania leków z konopi, bo bez rejestracji jakiegokolwiek surowca, nic nie wiadomo o jego standaryzacji i dawkowaniu).
Sondy, przeprowadzane w aptekach, obnażyły także kolejny brak – brak wiedzy farmaceutów na temat nowelizacji przepisów. Z wiedzy dotyczącej marihuany nikt publicznie farmaceutów nie przepytywał, a przecież w programie farmakologii na studiach znajdziemy tylko lakoniczną wzmiankę na temat konopi…
W celu poszerzenia wiedzy na temat medycznej marihuany (i konopi w ogóle) pomocna może być popularnonaukowa książka „A w konopiach strach” – wywiad rzeka, którego dziennikarce Marii Mazurek udzielił prof. Jerzy Vetulani (wydana przez PWN; podczas lektury warto mieć na uwadze, że wywiad ukazał się w 2016 rok, przed nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii i do tego statusu prawnego odnoszą się rozmówcy Marii Mazurek).
Na pewno interesujące, z punktu widzenia farmaceutów, są rozdziały na temat biochemii mózgu – mechanizmu działania neuroprzekaźników i mechanizm uzależnienia behawioralnego. Duża miejsca prof. Vetulani poświęca definicji marihuany jako surowca (dla mnie nowością było to, że dziś naukowcy są w miarę zgodni co do tego, że [i]Cannabis sativa[/i] i [i]Cannabis indica[/i] to jedna odmiana tego samego gatunku) i różnic w zawartości THC w zależności od rodzaju surowca (haszysz, czyli żywica konopna zawiera 20% THC, europejska marihuana – 6-9% THC, olej z haszyszu – do 60% THC).
Ciekawa i istotna jest część wywiadu na temat układu endokannabinoidowego, który reguluje wiele różnych funkcji i procesów: sen, apetyt, ból, nastrój, pamięć, układ immunologiczny, a najwięcej receptorów endokannabinoidowych jest w hipokampie, móżdżku, korze, jądrze migdałowatym i podwzgórzu – THC działa na te wszystkie części hamująco, ale ostateczny skutek, z racji odmiennych funkcji tych ośrodków, jest różny…
Poruszająca jest rozmowa Marii Mazurek i prof. Vetulaniego z prof. Markiem Bachańskim, który w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie stosował medyczną marihuanę w leczeniu padaczek lekoopornych u dzieci (mowa o przypadkach dzieci z rodzajem padaczki, które mają po kilkadziesiąt, kilkaset napadów dziennie).
Tak jak zaznaczyłam, książka ma charakter popularnonaukowy, więc poza informacjami naukowymi zawiera typowe dla prof. Vetulaniego dygresje, barwne historyjki w tle, czasem luźne dywagacje na różne tematy. Można z tej rozmowy dowiedzieć się, dlaczego prof. Vetulani bronił Dody, która zarzucała autorom świętych ksiąg picie wina i palenie ziół. Można dzięki wywiadowi poznać argumenty wyznawców teorii, według której biblijna manna na pustyni była grzybem halucynogennym Psilocybe cubensis. Można w książce przeczytać ciekawy akapit o kaczce z nerwicą natręctw i schizofrenii u szczurów. Spory rozdział „A w konopiach… ” dotyczy genezy społecznego lęku przed konopiami oraz najróżniejszego zastosowania rośliny w historii medycyny (np. starożytni medycy chińscy stosowali konopie na obrzęki i bóle ucha, Rzymianie do obniżania libido i zmniejszenia liczby plemników, XIX-wieczni psychiatrzy jako lek na migreny, bezsenność i brak apetytu; w okresie „złotej ery” konopi, na początku XX wieku, były one powszechnie stosowane pod postacią nalewek, płynów, tabletek, syropów czy papierosów dla astmatyków…).
„A w konopiach strach” to ciekawa, lekko napisana książka, warta przeczytania, mimo, że główny wątek w niektórych partiach tonie w gąszczu dygresji (na usprawiedliwienie trzeba dodać, że wtrącenia i odejścia od tematu są mistrzowskie – bo czynione przecież przez prof. Jerzego Vetulaniego).










