REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 24 stycznia 2018, 08:44

AdA jako skutek chciwości sieci aptek – część 1

Już ponad pół roku minęło od wejścia w życie AdA. Nie jest to aż tak długi okres, by kompleksowo podsumowywać efekty działania tej niezbędnej regulacji prawnej, ale pewne efekty już są dobrze widoczne. AdA jest niezwykle bolesna dla sieci aptek i niefarmaceutycznych właścicieli. Oni jej nienawidzą!

Niedawno opisywana krytyczna pomyłka w wydaniu leku pokazuje, że ograniczenia uprawnień dla techników farmaceutycznych mają głębokie uzasadnienie. (fot. Shutterstock)

Już samo to byłoby dowodem na słuszność koncepcji, gdzie – a to niespodzianka! – aptekarz decyduje o aptece. N-ty raz należy przypomnieć, że [b]w dowolnej firmie świata [u]faktycznym decydentem zawsze jest właściciel[/u], a nie zatrudniony kierownik[/b], choćby ten ostatni był magistrem lub nawet profesorem farmacji. [i]Kasa, misiu, kasa[/i], ma swoje brutalne prawa i dlatego rządzi właściciel, a nie pracownik. Jeśli właściciel w istocie za nic nie odpowiada, gdyż ustawodawca dał mu kiedyś [i]takie zbójeckie prawo[/i], to pokusa jest nieuchronna. Raczej prędzej, niż później pojawią się [i]podmioty prowadzące[/i], dla których pacjent będzie tylko portfelem na nogach. Chyba tylko małe naiwne dziecko mogłoby uwierzyć, że handlarz złomem lub właściciel sieci lupanarów, będą się kierować etyką i dobrem pacjenta, podczas zarządzania należącą do nich siecią aptek.

REKLAMA

W istocie chodzi o osobistą odpowiedzialność za [u]swoje[/u] czyny. Nie za to, co zrobił pracownik, tylko personalnie właściciel. Zwłaszcza przy rozproszonej strukturze właścicielskiej (spółki), nie da się wskazać palcem jednego odpowiedzialnego za np. karty i programy lojalnościowe, nielegalny reeksport, nierzetelność w procesie księgowania (czytaj więcej: [b][url=https://mgr.farm/content/apteka-traci-zezwolenie-za-falszowanie-leku-xarelto-i-wyludzanie-refundacji]Apteka traci zezwolenie za fałszowanie leku Xarelto i wyłudzanie refundacji[/url][/b]) lub bezreceptową sprzedaż leków Rx (czytaj więcej: [b][url=https://mgr.farm/content/apteka-sprzedawala-leki-bez-wymaganej-recepty-jaka-decyzja-wif]Apteka sprzedawała leki bez wymaganej recepty. Jaka decyzja WIF?[/url][/b]).

Czasami pojawiają się głosy, że bycie farmaceutą nie gwarantuje idealnej apteki. Cóż, właśnie piszę o tym, że odpowiedzialność jest kluczem do jakości pracy, w tym wypadku apteki. Jakaż to dla mnie różnica, czy na przejściu dla pieszych przejedzie mnie pijany handlarz złomem, czy farmaceuta? Efekt ten sam, więc i odpowiedzialność musi być ta sama. Przed AdA handlarz co najwyżej zmienił formę działalności lub nazwę spółki. Ewentualnie kierownika [i]wymienił na nowszy model[/i], a potem hulał dalej, czym pluł w twarz wszystkim rzetelnym. Jeśli ktoś nie rozumie tak oczywistych reguł poprawnych stosunków międzyludzkich, jest takim samym oślizgłym cwaniakiem jak ci, którzy potrafią zrobić serię błędów ortograficznych w słowie „etyka”. Niemożliwe? Nie dla nich… [i]Dobry fachowiec potrafi zepsuć nawet metalową kulkę.[/i]

Nawet pazerni cwaniacy rozumieją jednak prostą regułę, że zyskiem jest różnica pomiędzy ceną hurtową, a detaliczną, oczywiście pomniejszona o koszty i podatki. W ten oto sposób doszliśmy do czegoś, czego nie zrozumieją tylko opłacone trolle lub odurzone misie koala. Chodzi o urzędowe reguły gry, czyli odgórne ograniczenia obrotu lekiem. Funkcjonowanie aptek opiera się na pewnego rodzaju umowie społecznej. Jest ona dość prosta i obejmuje kilka zasad.

[b]1) Ograniczenia transakcyjne[/b]

Jest klient (pacjent), jest sprzedawca (farmaceuta), jest towar (lek), ale nie ma swobody zawierania umów (tu: kupna-sprzedaży). Przeciętny Kowalski bez recepty nie kupi w aptece diazepamu lub fentanylu, choćby prosił lub groził. Nie i już! Tak po prawdzie tę prostą regułę znają nawet dzieci. Tylko ludzie o dziecinnej (nie: dziecięcej) umysłowości mogą chcieć likwidacji tego ograniczenia. Farmaceuci wiedzą, dlaczego tak być musi. Niefarmaceuci w zasadzie też wiedzą, ale w swej bezrefleksyjności abnegatów, zawsze będą chcieli zniesienia tych ograniczeń. Ciekawe, że dla dzieci i młodzieży nie dopominają się zniesienia ograniczeń dla transakcji kupna-sprzedaży alkoholu i wyrobów tytoniowych. Na razie…

Ww. substancje lecznicze (PS i N) są dostępne dla klientów-pacjentów, jednakże ich dysponentem jest osoba trzecia, czyli lekarz. Za pośrednictwem listu do aptekarza, recepty, to on [u]decyduje[/u] ([i]recipe[/i] – [u]weź[/u] – tryb rozkazujący), co i ile aptekarz ma wydać, a pacjent ma otrzymać. Jakiż tu wolny rynek, swoboda zawierania umów handlowych, skoro ktoś trzeci decyduje (jak śmie?) za mnie, farmaceutę, oraz za pacjenta?

REKLAMA
REKLAMA

[b]2) Ograniczenia fachowe, czyli farmaceuci i technicy farmaceutyczni[/b]

Tylko tym dwóm grupom zawodowym zezwolono na obrót lekiem w aptekach. Nikomu innemu, bo przeciętny Kowalski stwarzałby zagrożenie dla bezpieczeństwa chorych. Niedawno opisywana krytyczna pomyłka w wydaniu leku (czytaj więcej: [b][url=https://mgr.farm/content/techniczka-pomylila-leki-dziecko-otarlo-sie-o-smierc]Techniczka pomyliła leki. Dziecko otarło się o śmierć[/url][/b]) pokazuje, że ograniczenia uprawnień dla techników farmaceutycznych mają głębokie uzasadnienie.

[b]3/ Ograniczenia odpłatnościowe[/b]

Z jednego z wielu elementów wspomnianej umowy społecznej, czyli ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, wynika prawo chorego do nabycia leku z przysługującą mu zniżką. Wysokość zniżki określa… resort zdrowia, czyli władza wykonawcza. Kolejna niespodzianka? Ależ skąd! Naturalna rzecz, gdyż dbałość o zdrowie i życie obywateli muszą być w centrum zainteresowania każdej struktury państwowej świata. Jej zakres oraz jakość są pochodną wielu czynników, które teraz częściowo pominę. Chodzi o to, że skoro leki mają swoją określoną wartość, cenę detaliczną, często bardzo wysoką, w interesie społecznym należy choremu umożliwić ich zakup. Choroba nie wybiera wg stanu majątkowego pacjenta, a więc w polskim systemie ubezpieczeniowym zniżka należy się [prawie] każdemu potrzebującemu.

Manewrowanie wielkością zniżki jest jednym z najważniejszych elementów sterowania wydatkami na ochronę zdrowia, czyli refundacją leków. Duża zniżka = beczka bez dna w wykonaniu nabywców = pacjentów. Widziałem to na własne oczy, gdy zacząłem pracować w 1988 r., a więc [i]w słusznie minionych czasach[/i] bankrutującego PRL. Prawie wszyscy mieli leki za darmo. Emeryci i renciści, wojsko, milicja, służba więzienna, służba zdrowia, a nawet marynarze kubańscy (sic!). Skoro leki były gratis, stale ich brakowało.

Z drugiej strony, leki za darmo wydane w poniedziałek, w niedzielę lądowały na śmietniku (o konieczności segregacji śmieci i utylizacji leków nikt nie słyszał, ani nie mówił). W kolejny poniedziałek lekarz przepisywał nową porcję, bo nikt nie pomyślał o ograniczeniach czasu trwania kuracji. O komputerach czytano w książkach lub oglądano w amerykańskich filmach, a nie używano ich do pracy lub kontroli…

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA