Magazyn mgr.farm

AdA jako skutek chciwości sieci aptek – część 2

1 lutego 2018 11:14

Już ponad pół roku minęło od wejścia w życie AdA. Nie jest to aż tak długi okres, by kompleksowo podsumowywać efekty działania tej niezbędnej regulacji prawnej, ale pewne efekty już są dobrze widoczne. AdA jest niezwykle bolesna dla sieci aptek i niefarmaceutycznych właścicieli. Oni jej nienawidzą!

Aparat Państwa miał i ma świadomość, że wszelkie oświadczenia chciwych graczy o tym, jakoby ich celem było obniżanie cen leków w trosce o biednych pacjentów, są stekiem bzdur. (fot. Shutterstock)
Ten felieton jest kontynuacją wcześniejszego wpisu pt.:
AdA jako skutek chciwości sieci aptek – część 1
4) Ograniczenia cenowe (producent => hurt => detal)

Wysokość zniżki jest nierozerwalnie powiązana m.in. z ceną detaliczną leku. Truizmem jest, że 50 % lub 30 % ze 100, to wartościowo mniej, niż z 200. Co do zasady, jeszcze większa jest kwota dopłaty płatnika do leków ryczałtowych i bezpłatnych. Czyli obniżając wysokość ceny detalicznej, obniża się wysokość dopłaty państwowego płatnika (NFZ) do leku wydanego ze zniżką. Tak właśnie skonstruowana jest ustawa refundacyjna, która od początku 2012 r. wymusza na aptekarzach proponowanie tańszych odpowiedników.

Oczywistym jest, że obniżka ceny producenta i, w ślad za nią, poprzedniej ceny hurtowej, również wpływa na obniżkę ceny detalicznej. Znając siłę producentów np. ws. deficytów (ograniczanie dostępności leków, których polska cena jest znacząca niższa od ceny tego samego leku w innych krajach UE), raczej nie należy od nich oczekiwać skokowych obniżek. Owszem, zdarzają się, ale paradoksalnie budzi to emocje i modyfikacje w zupełnie innym miejscu. Otóż m.in. na skutek istnienia tzw. grup limitowych, niższa urzędowa cena odpowiednika w tabletkach, powoduje znaczące obniżenie limitu ceny zawiesiny dla dzieci. (Por. Valganciclovirum 0,05/ml, but. 12,0; kwota do zapłaty ze zniżką: 817,48 PLN.)

Pacjenci i ich rodziny dopominają się raczej wzrostu zniżki, a więc zwiększenia dopłaty płatnika, zamiast obniżki ceny zawiesiny. Jednakże mówią o potrzebie obniżki ceny, gdyż w języku potocznym „cena” jest synonimem „odpłatności”, czyli kwoty do zapłaty.

Dla portfela pacjenta kluczowy jest mechanizm wynikający z refustawy: obniżka producenckiej ceny zawiesiny, spowodowałaby spadek limitu dla tabletek i vice versa, a więc wzrost opłaty za nie. Cóż, kołderka płatnika jest za krótka…

Refustawę wprowadzała ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, a po niej za niedoróbki legislacyjne oczami świecił Bartosz Arłukowicz. Ten ostatni obecnie na prawo i lewo podnosi, że za jego czasów mali pacjenci mieli ww. lek [valganciclovirum] za 3,2 PLN. „Zapomina” dodać, że wraz ze swą poprzedniczką są współodpowiedzialni za stworzenie i wprowadzenie do refustawy mechanizmów, które opisałem powyżej, i które spowodowały tak wysoką odpłatność (= niską zniżkę) dla omawianego preparatu.

Refustawę, pomimo jej wielu niedoróbek (eufemizm), uważałem i uważam za niezwykle istotny akt prawny, który rozpoczął niezwykle powolną drogę do normalności w polskim obrocie lekiem. Już w uzasadnieniu do jej projektu (z 2010-09-08) napisano m.in.:

„(…) Pacjent nieświadomy mechanizmów stosowanej ‚gry’ łatwo ulega manipulacji opartej na przeświadczeniu o atrakcyjności oferty nie zdając sobie sprawy, iż to nie on jest rzeczywistym beneficjentem tych działań, jest tylko narzędziem. Jeżeli obrót na rynku prowadzony byłby zgodnie z zasadami uczciwej konkurencji, środki przeznaczane na wątpliwej jakości działania promocyjne powinny zostać przeznaczone na obniżkę cen leków, na której skorzystaliby wszyscy pacjenci. Umożliwiłoby to finansowanie innych leków i procedur medycznych w ramach świadczeń gwarantowanych. Obecna (2010 r.) sytuacja jest niekorzystna także z punktu widzenia stabilności i przejrzystości systemu oraz pełnionych przez organy, instytucje i organizacje funkcji w tym systemie. Wyznaczone podmiotom uczestniczącym w rynku role nie obejmują kreowania – w imię wzrostu zysków – polityki lekowej państwa, co stanowi kompetencje organów publicznych”.

Czyli aparat Państwa miał i ma świadomość, że wszelkie oświadczenia chciwych graczy o tym, jakoby ich celem było obniżanie cen leków w trosce o biednych pacjentów, są stekiem bzdur. Ich faktycznym celem było, jest i będzie zdominowanie w Polsce na wzór norweski strategicznie ważnego rynku leków. (czytaj więcej: ”MZ musi się zdecydować jaki model aptekarstwa chce wprowadzić w Polsce”). W ślad za tym nieuchronny będzie stały i znaczny wzrost państwowych wydatków na ich refundację. Namiastkę tego obserwowaliśmy przed refustawą, która skokowo zatrzymała sporą część niepotrzebnych wydatków państwowego płatnika.

5) Zakaz reklamy aptek

Dbałość o zdrowie obywateli Rzeczypospolitej, z jednej strony oznacza racjonalne gospodarowanie środkami przeznaczanymi na refundację leków. Z drugiej strony, co niezwykle logiczne, oznacza zakaz reklamowania aptek. Reklama ta w istocie jest zachęcaniem do zwiększonego spożycia różnych leków. Generuje to wzrost refundacji oraz wywołuje niekorzystne skutki polekowe, co w swoistej spirali znów nakręca wzrost refundacji. „Leki za grosz/za złotówkę” lub dopłaty do recept (sic!), wręczane pacjentom przez „aptekarzy” w czasach przed refustawą, pokazują, że także lekarze (trzecia strona transakcji kupna – sprzedaży leków) nie byli ogranicznikiem spożycia produktów leczniczych. Wprost przeciwnie. Wystawiali recepty bez zahamowań. Przypuszczalnie dlatego mają teraz nielubiany obowiązek wpisywania na receptach odpłatności wynikającej z ChPL.

W każdym razie zwiększono ich odpowiedzialność finansową za leki wydawane ze zniżką. Za nieuzasadnioną medycznie zwiększoną sprzedaż i późniejszą utylizację niewykorzystanych leków zakupionych w aptekach „w promocji za 1 grosz” (po dowolnie zdefiniowanej reklamie) zapłaciliśmy wszyscy, jako podatnicy i płatnicy składek zdrowotnych.

Właśnie dlatego nie reklamuje się aptek, gdyż tym samym reklamowano by zwiększone spożycie leków, a w ślad za tym zwiększano publiczne wydatki na ich refundację, także wskutek zatruć polekowych.

Truizmem jest stwierdzenie, że nie reklamuje się wojen po to, by firmy zbrojeniowe osiągnęły większe zyski, a ich pracownicy mogli dobrze zarabiać. Nie przedłuża się wojen po to, by pracownicy firm zbrojeniowych nie stracili swoich wysoko dochodowych miejsc pracy. Nie reklamuje się (nie zachęca do) chorób, by lekarze i szpitale mogli więcej zarabiać na ich leczeniu. Nie zachęca się do podpaleń, by strażacy…, itp., itd.

6) Ograniczenia marżowe (producent => hurt => detal)

Poprawnie powinniśmy mówić: narzut. Jednakże w refustawie używana jest „marża”, dlatego w dalszej części i ja będę używał tego pojęcia. W obrocie lekiem refundowanym Polska znacząco odeszła od reguł ekonomicznych, gdyż marża została ustalona od „limitu”. Jest on wartością, od której liczona jest zniżka. Czyli na każdym z refundowanych carvediloli 6,25 mg x 30 tabl. o różnych cenach detalicznych, apteka obecnie zarobi tyle samo, a więc zapierające dech w piersiach 50 groszy (w tym 8 % VAT, co również jest urzędowym zmniejszeniem dochodowości aptek). Marża jest oderwana od realnej (rynkowej) wartości towaru, którym w tych rozważaniach jest lek.

Opisywanych aberracji nie ma w żadnej innej branży. Od aptek i aptekarzy oczekuje się mnóstwa rzeczy. Wysokiej jakości wiedzy i usług (np. bezpłatne „skonsultuj się z farmaceutą”, receptura i wyposażenie apteki), zapewnienia dostępu do wszelkich (w tym drogich) leków, nocnych i świątecznych dyżurów. Tu rady powiatu wprost piszą o braku ustawowego obowiązku – Konstytucja mówi coś przeciwnego – zapłacenia nam za ponadstandardową pracę. Jednocześnie nie pozwala się nam normalnie zarobić na utrzymanie apteki. Z drugiej strony stawia się nam zarzuty, że dla zysku wciskamy bezwartościowe suplementy, zamiast dobrych leków. Ta kwadratura koła jest wzmacniana pewnym wysublimowanym rozwiązaniem wprowadzonym przez ustawodawcę. Jest ono niezwykle korzystne dla płatnika. Również dlatego, że spora część środowiska aptekarskiego nie interesuje się (eufemizm) otoczeniem prawnym naszej pracy. Otóż na skutek refustawy każda, wymuszona lub nie, zamiana na tańszy odpowiednik, przy kolejnym ministerialnym obwieszczeniu ws. cen i limitów, automatycznie wpływa na dalsze obniżenie tych dwóch parametrów, a tym samym zarobku apteki.

W funkcji czasu ten algorytm prowadzi do ciągłego spadku cen, limitów, a w konsekwencji także dochodów aptek. Coś, co cieszy płatnika i pacjentów, obraca się przeciwko nam, ale jednocześnie przeciwko pacjentom, bo spada fizyczna dostępność leków. Deficyty nie wzięły się znikąd, prawda?

Jeśli te reguły nie ulegną zmianie, za jakiś czas praktycznie każda apteka będzie musiała przestać istnieć. Nie przestanie, jeśli będzie miała dodatkowe zyski. Tu powracamy do przyczyn wejścia AdA, a więc patologicznego niedozwolonego reeksportu, „turbodopalacza” (dotowanie dumpingu przez fundusze inwestycyjne będące właścicielami sieci), „oscylatora” (wielokrotne rabatowanie tych samych pakietów z hurtu), przekraczania 1 %, otwierania aptek drzwi w drzwi, itp. Powyższe zjawiska skutecznie niszczyły prawie każdą uczciwie prowadzoną aptekę. Również one były realną blokadą (czytaj więcej: „Dwie opcje aptekarstwa w Polsce – część 1, cześć 2, cześć 3) w otwieraniu aptek przez farmaceutów, zwłaszcza młodych. W tej materii nic się nie zmieniło, gdyż najbardziej dochodowe lokalizacje są w rękach sieci. To one zabetonowały rynek, a młodych magistrów przechwyciły i zmarginalizowały, sprowadziły do roli mało decyzyjnych wyrobników. Jednocześnie opłacając wynajętych trolli usiłują im wmówić, że tama postawiona rozwojowi patologii, czyli AdA, jest przeszkodą zawinioną przez Samorząd Aptekarski

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Czy ja to muszę robić sam? Czy ja to muszę robić sam?

Jestem farmaceutą. Nie jestem prawnikiem. A mimo to wymaga się ode mnie śledzenia zmian w prawie, kt...

Ignorancja ekonomiczna lidera NowoczenejPL – list do Ryszarda Petru Ignorancja ekonomiczna lidera NowoczenejPL – list do Ryszarda Petru

Magister farmacji Mariusz Politowicz wystosował list do lidera NowoczesnejPL Ryszarda Petru, w związ...

ARV, PrEP i mundial, czyli o HIV na czasie ARV, PrEP i mundial, czyli o HIV na czasie

Jak się okazuje, nierzadko życie codzienne nakłada się na życie zawodowe w większym stopniu niż nam ...