REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 7 lipca 2017, 09:43

Apteka i poezja

Ostatnio dużo mówi się i pisze o pozycji aptekarza, randze zawodu i postrzeganiu nas przez społeczeństwo. Aby więc dodać tej poważnej dyskusji nieco finezji, a uczestników skłonić do refleksji przed napisaniem kolejnego kąśliwego komentarza w Internecie, zdecydowałam się odwołać do znanej prawdy „jak cię widzą, tak o tobie piszą” i przywołać wiersze, w których pojawia się motyw apteki lub aptekarza. Oto krótki subiektywny przegląd polskiej poezji w temacie „aptekarskim”.

Apteka pojawia się w wierszach wielu znanych poetów.

Na początek [b]Agnieszka Osiecka[/b] i uroczy wiersz bez tytułu: „Był raz aptekarz/ i był raz pies,/ mówią, że pies;/ ten zwał się Nord-West./ – Francesco – mówią -/ nazywał się pan/ i sprzedawali w aptece swej tran./ Żyli tak sobie/ w zgodzie, w miłości,/ bo obaj mieli,/ bo obaj mieli ząb mądrości!…/ -Ani kobieta, ni pieniądz zły,/ ani ciśnienia zmiany, ni pchły,/ ni politycznych kryzysów sto,/ ani czar walca/ za podmiejską mgłą,/ nie wniosły w ten dom niezgody kości,/ bo obaj mieli,/ bo obaj mieli ząb mądrości (…)”. Mądry aptekarz, w dodatku miłośnik zwierząt, od razu wzbudził moją sympatię.

REKLAMA

[b]Julian Tuwim[/b] w wierszu [b]„Aptekarz majowy”[/b] pisał o cudownej maści, zrobionej z brzozowego soku. Sposób przygotowania był następujący: zebrany sok brzozowy poddać działaniu promieni słońca i księżyca, zakopać w ziemi i rano otrzymamy „smarowidło złote, maść żywiczną”. Zastosowanie maści jest ciekawe: „Nie na rany/ Ani na tęsknotę./ Nie na gusła stare/ Ani młodość wieczną,/ Nie na uraz, nie na skarby/ Ni mękę serdeczną./ Nie przemoże smutku,/ Nie zagoi rany,/ Tylko tyle, że mieć będzie/ Gorzki smak wiośniany./ Że w niej będzie świt brzozowy,/ Złoty dzień, noc srebrna,/ Że zielona, że majowa/ I że niepotrzebna.” Zarówno opis przygotowania maści, jak i zastosowania (a właściwie jego brak), pełne są uroku i magii, więc tytułowy „aptekarz majowy” jawi się jako postać tajemnicza, ale na pewno pozytywna.

Tajemniczy jest także aptekarz, trzymający „trucizny w butlach, taflą lśniących idealną” z innego wiersza Tuwima, pt. [b]„W nocy”[/b]. Poeta zastosował wdzięczne porównanie – podmiot liryczny jest „obudzony w środku życia, jak aptekarz w środku nocy”. Według słów poety zbudzony gwałtownym pukaniem aptekarz wstaje i udziela potrzebującemu pomocy, więc może symbolizować kogoś, kto trwa w gotowości, do kogo można zwrócić się z prośbą o nagłą pomoc, kto ma zasoby mądrości (i trucizn w szklanych butlach oczywiście, one zawsze działają na wyobraźnię).

Idylliczny obraz apteki pojawia się w wierszu [b]„Apteka Marzenie”[/b], [b]Zbigniewa Książka[/b], śpiewanym przez [b]Grzegorza Turnaua[/b]: „Może byś kiedyś, dobry Boże/ (na względzie mając przyszłe wieki)/ Rajską aptekę znów otworzył/ i dał na życie jakieś leki?/ Syrop na wiosny bez cierpienia/ Plastry fiołkowe na zamęście/ Pastylki, co na aurę złą -/ W aptece przy ulicy Szczęście./ Receptę na drożdżowe ciasto,/ Po którym zawsze słońce świeci/ I jakąś maść na dom za miastem,/ Po której już nie płaczą dzieci/ Gdybyś miał, Boże, wolną chwilę/ (powiedzmy, nudząc się w sobotę)/ To byśmy bardzo poprosili/ o coś na katar i głupotę”. Do tej ostatniej prośby zawsze przyłączam się gorąco.

REKLAMA
REKLAMA

O [b]„Cudownym lekarstwie”[/b] i magicznej atmosferze apteki pisał [b]Jan Brzechwa[/b] (wiersz z S. Michałkowa): „Gdy na jakiś ból narzekasz/ I gdy w domu był już lekarz,/ Do apteki by się szło!/ Patrzysz: wszędzie marmur, szkło,/ A za szkłem równiutko stoi/ Mnóstwo różnych szklanych słoi,/ Puszek z dziesięć czy piętnaście,/ A w nich leki, proszki, maście./ Jest więc olej rycynowy,/ Są pigułki na ból głowy,/ Na pozbycie się łysiny/ – Wszystko, czego chory chce -/ Są tabletki aspiryny,/ No i wszystkie witaminy,/ Witaminy A, B, C!/ Również jest mikstura, która/ Oparzenie leczy w mig,/ I jest maść, gdy swędzi skóra,/ I są krople na `a-psik`./ A na półkach stoją ziółka,/ Jeśli kogo boli brzuch,/ I zastrzyki są w ampułkach,/ Gdy ktoś zatruł się i spuchł. (…)”

Apteka pojawia się w innych wierszach Jana Brzechwy. W [b]„Dwóch gadułach”[/b] panie Madalińska z Gadalińską z miasta Młyńska rozmawiają m.in. o tym że „aptekarz dostał pryszczy” (można sądzić, że aptekarz jest lokalnym celebrytą, podobnie jak sędzina, której nos się błyszczy). Zaś w utworze [b]„Murzyn w Głownie”[/b] pojawienie się Murzyna na rynku w Głownie spowodowało tak wielkie poruszenie, że „nawet aptekę zamknął aptekarz krzycząc na żonę: „Chodź! Czemu zwlekasz?”” Wnioskować można, że zamknięcie apteki było wydarzeniem niecodziennym, rzadkim, więc znowu aptekarz jest tym, który zawsze czuwa w gotowości do niesienia pomocy, choć nie jest wolny od przywar.

Jedynie [b]Maria Pawlikowska-Jasnorzewska[b] nie oceniała najlepiej farmaceutów, przynajmniej pod kątem atrakcyjności matrymonialnej. W wierszu [b]„Ślub”[/b] opisana panna młoda niechętnie godzi się na ślub z aptekarzem: „Zapalili gromnice,/ zawiesili wieńce/ u złotego ołtarza –/ za nogi, za ręce/ powlekli dziewicę/ i aptekarza.” Maria – primo voto Bzowska, secundo voto Pawlikowska, tertio voto Jasnorzewska – najwidoczniej nie widziała się w roli dostojnej pani aptekarzowej, jednak trzeba brać na to poprawkę, że była piękną kobietą i utalentowaną poetką, więc miała prawo trochę pokaprysić.

Na koniec, skoro jesteśmy przy temacie miłości, sprawdzona poetycka recepta [b]Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego[/b]: „Jeśli miłosną masz zawiłość,/ jeśli popełnisz tysiąc gaf,/ to na wątrobę i na miłość/najlepiej wypić parę kaw.”

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA