Magazyn mgr.farm

Apteka w galerii handlowej

3 marca 2016 12:09

Praca w galerii handlowej i to bez względu na branżę jest bardzo specyficzna. W swojej karierze farmaceuty prawie 4 lata przepracowałam w aptekach w dużych centrach handlowych. Były to dwie galerie, dwie apteki i dwa różne miasta, ale praca i życie w nich wyglądało tak samo.

shutterstock_111124853.jpg

Apteka tak jak i galeria otwarta była przez 7 dni w tygodniu od 9 do 21, ale jeśli były „nocne wyprzedaże” to wybrańcy musieli siedzieć nawet do północy. Nikt tego siedzenia po nocach nie odczuwał, bo w galeriach czas płynie inaczej: nie ma pór roku i nie ma dnia. W obu aptekach jedyne okna, które były to te na zapleczu, więc pracowaliśmy w pewnego rodzaju izolacji. Zamiast światła dziennego codziennie przez 12 godzin salę oświetlało kilkadziesiąt jarzeniówek, które męczyły wzrok i niekorzystnie wpływały na nasze samopoczucie. Plusem jest to, że odchodzi się już od oświetlania regałów jarzeniówkami, a zastępuje je lampami LED. Te ostatnie mniej męczą wzrok i nie emitują ciepła tak jak jarzeniówki, które powodowały, że kremy na półkach nam się wręcz „gotowały” (temperatura w okolicach lampy dużo powyżej sugerowanych „do 25 stopni”) I tak codziennie przez 12 godzin, więc aż dziwne, że nigdy nie było z tego powodu żadnej reklamacji.

To, do czego nie mogłam się przyzwyczaić to hałas – szum, gwar, wiecznie grająca muzyka przerywana reklamami puszczana z wewnętrznego radia galerii. Po kilku godzinach pracy w takich warunkach człowiek w domu pragnie jednego – ciszy. W jednej z galerii w okolicach świąt Bożego Narodzenia, czyli od listopada do połowy stycznia, od rana do wieczora puszczana była jedna(!) płyta z kolędami i świątecznymi kawałkami. Innym razem w okolicach Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku podczas jednej zmiany przyszło mi wysłuchać 12 razy piosenkę „Koko Euro spoko” zespołu Jarzębina. Jeśli projektant galerii nie użył mózgu i w okolicach apteki zaprojektował „strefę rozrywki” to w pakiecie można zostać biernym uczestnikiem wieczoru z disco polo lub karaoke. Rano w kółko „Koko Euro spoko” a wieczorem „Ona tańczy dla mnie”, bo na moje nieszczęście oba utwory zostały wypromowane mniej więcej w tym samym czasie. To tylko przykład, ale w pewnym momencie od nadmiaru decybeli można było oszaleć i bardzo źle wpływało to na skupienie i koncentrację.

Klienci, a właściwie pacjenci to osobny temat, chociaż aptekach w galerii różnica pomiędzy pacjentem a klientem powoli się zaciera. Dla pacjentów też jesteś bardziej „sprzedawcą w sklepie z tabletkami” niż farmaceutą. Paleta typów pacjentów, jakich można spotkać w galerii jest o wiele bogatsza niż w przypadku małych osiedlowych aptek. Oprócz humoru i charakteru pacjenta (pacjent niecierpliwy, roszczeniowy, arogancki itd.) istotne są jeszcze 3 czynniki: pochodzenie, aktualny status społeczny i zasobność portfela danej osoby.

Wbrew pozorom im większe pieniądze tym większa kultura osobista, Zdarzało się, że do naszej apteki przychodziły dosyć znane osoby ze świata filmu czy polityki i problemu z nimi nigdy nie było. Przeciwieństwem „Bogaczy” są „Przyjezdni” (dorobkiewicze) – pracują za granicą (lub w większym mieście), mają się za kogoś lepszego od ciebie, bo prowadzą „światowe życie”. Ostentacyjnie obnoszą się gotówką i dają odczuć, że jesteś tylko biednym plebsem. Pewna pani miała w zwyczaju każde zdanie zaczynać słowami „Bo w Ameryce…”, a jak nie chcieliśmy przyjąć zwrotu, bo się pani nagle odwidziało, to zmieniło się to na: „Moi prawnicy się z państwem skontaktują, bo w Ameryce…”. Pozostawię to bez komentarza. Największe ilości „Przyjezdnych” pojawiają się przed świętami takimi jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Najniżej łańcucha pokarmowego są „Żebracy” a właściwie to „Żebraczki” – są nimi najczęściej panie po 40 – 50 roku życia. Klasyczny tekst: „Poproszę próbkę tego kremu (a najlepiej 10), bo przecież mam cerę alergiczną i wrażliwą. A mogę jeszcze dla mamy, cioci, babci? A może pani da mi ten tester co tam stoi?” I tak codziennie, bo duża apteka, dużo kosmetyków to też tuż potencjalnych darmowych próbek. Spora grupa osób kupujących w sklepach w galerii oraz w aptece to ludzie z przypadku np. przyjezdni z prowincji, którzy odwiedzają dany punkt na zasadzie „Skoro już jestem, to zajdę i pooglądam”. Niewielki % odwiedzających to z mojego punktu widzenia oszołomy, czyli ludzie, którzy bywają w galerii nawet 2 – 3 razy dziennie prawdopodobnie z nadmiaru wolnego czasu (osoby bezrobotne, na emeryturze).

Praca w aptece w galerii była dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem, ale za żadne skarby nie chciałabym tam wrócić. Po 4 latach pracy nabawiłam się „galeriowstrętu” i nie potrafię zrozumieć tych, którzy w czasie wolnym zamiast pójść na spacer do parku, wybierają spacer po galerii. Teraz pracuję w osiedlowej aptece i zaczynam doceniać ciszę, spokój i przede wszystkim normalne godziny pracy i normalnych pacjentów.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Znachor – recenzja książki Znachor – recenzja książki

Czasami sięgam po książki zupełnie w ciemno, bez oglądania okładki, czytania recenzji, zapoznawania ...

Mój kongres FIP – wrażenia i przemyślenia Mój kongres FIP – wrażenia i przemyślenia

Polecam serdecznie każdemu wybrać się raz w życiu na światowy kongres FIP. Serce rośnie patrząc, jak...

Pacjenci są sprytniejsi Pacjenci są sprytniejsi

Mam szczerą nadzieję, że pochylając się nad problemem zmiany opakowań będzie brany pod uwagę również...