Apteka nie jest miejscem na manifestowanie swoich przekonań religijnych. A już na pewno nie powinny one wpływać na dostęp pacjentów do leków. Apteka powinna być apolityczna i areligijna. Nawet jeśli chodzi o leki, które nie leczą a zapobiegają ciąży (choć spotykam się z opiniami, że i ciąża bywa chorobą – szczególnie w kontekście zwolnienia chorobowego z pracy). Jak zatem łatwo się domyślić, jestem przeciwnikiem ewentualnej klauzuli sumienia dla farmaceutów, techników farmaceutycznych czy kasjerów w markecie. No bo w końcu skoro klauzulę sumienia mieliby by mieć farmaceuci, to dlaczego nie pozostali wymienieni? Co czyni nas lepszymi od nich? Wyższe wykształcenie? Kodeks Etyki Zawodowej? Ani jedno, ani drugie nie daje nam prawa do narzucania innym swoich przekonań lub ograniczania ich praw w imię naszego komfortu sumienia. Skoro wszyscy, to wszyscy.
Zupełnie osobną sprawą w tym kontekście jest to co dzieje się wokół ellaOne. Pełen wachlarz opinii i argumentów. Ci z lewej chcą zniesienia jakichkolwiek ograniczeń w sprzedaży tego preparatu. Najlepiej, żeby był dostępny w sklepach, albo żeby był rozdawany za darmo w szkołach (jak to się dzieje we Francji). Z kolei Ci z prawej chcą nie tylko ograniczenia sprzedaży tej pigułki na receptę. Są i tacy, którzy domagają się jej całkowitego zakazu sprzedaży w naszym kraju. Posługują się argumentami o działaniu wczesnoporonnym, albo wręcz poronnym…
I tutaj zaczyna się najciekawsza sprawa. W tych dyskusjach niewiele jest argumentów merytorycznych. Minister Zdrowia mówi o bezpieczeństwie kobiet zażywających ten preparat. Tymczasem nie wymienia ani jednego niebezpieczeństwa wynikającego z jego stosowania. Owszem – natrafiłem na argumenty prawicowych ekstremistów, którzy przytaczali opinie naukowców i badań nad ellaOne. Tyle, że druga strona barykady również przytacza swoje wyniki badań i opinie naukowców. I komu tu wierzyć? Ma działanie wczesnoporonne czy nie ma? Utrudnia zagnieżdżenie czy tylko hamuje zapłodnienie?
A ja się pytam, jakie to ma znaczenie? Dla kogo to ma znaczenie? Dla kobiety, która przychodzi do apteki po taki preparat? Dla farmaceuty, który go wydaje? Dla hurtownika, który go dostarcza? Czy dla ortodoksyjnego środowiska religijnych fanatyków? Na rynku są dziesiątki innych leków, które szkodzą kobietom w ciąży i małym dzieciom. Nie wspominając już o papierosach czy alkoholu – może na nie też wprowadzimy przydziały i recepty?
Służba zdrowia powinna być całkowicie świecka. Niema w niej miejsca na postrzeganie pacjenta przez pryzmat religijnych dogmatów czy przykazów. W aptekach, szpitalach, przychodnia nie powinno być krzyży czy żadnych innych symboli religijnych. Lekarze i pielęgniarki nie powinny mieć prawa do odmowy wykonania procedury czy wypisania leku, tylko przez wzgląd na swoje przekonania. Jeśli ktoś ma z tym problem, niech zmieni specjalizację lub pracę. Czy diabetyk pracujący w piekarni, odmawia dodawania cukru do pieczywa i słodyczy? Dlaczego zatem lekarz może odmówić przepisania pacjentce pigułki awaryjnej? Przecież to nie on ją zażywa!
Zdenerwowały mnie słowa Ministra Zdrowia, który przyznał niedawno, że nie przepisałby pigułki „dzień po” zgwałconej kobiecie. Moim zdaniem to powinno wystarczyć, aby takiego Ministra zdymisjonować. Tymczasem wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego. Tak nie powinno być. Skoro mężczyznom daje się dostęp bez recepty do pigułek na erekcję, to dlaczego kobietom odmawia się pigułek antykoncepcyjnych? Jaka w tym logika? No ale cóż… Tam gdzie rządzi religia, tak logia idzie w odstawkę.










