Nigdy nie interesowałem się za bardzo działalnością samorządu aptekarskiego. Pomijając co głośniejsze wyskoki prezesów Naczelnej Rady Aptekarskiej, generalnie nie odczuwałem potrzeby absorbowania swojej uwagi aktywność naszych rzekomych przedstawicieli. Szczególnie, że w większości przypadków pozostawali oni po prostu niezauważalni i nieodczuwalni. Poza znikającymi co miesiąc kilkoma złotówkami z mojego konta, które stanowiły składkę członkowską, Izba dla mnie praktycznie nie istniała.
Prezesa WOIA, Tadeusza Bąbelka, widziałem może raz w życiu podczas jakiegoś szkolenia. Inaugurował je wówczas moralizatorskim wystąpieniem, które miało zapewnić nas, że samorząd dzielnie walczy o nasze interesy. To był moment wchodzenia nowej ustawy refundacyjnej, zakazu reklamy i sztywnych cen urzędowych – było więc się czym pochwalić. W środowisku chodziły dość neutralne opinie na temat prezesa. Ktoś, coś przebąkiwał o jego dziwnych spółkach i należących do niego aptekach. Ktoś inny zarzucał mu przewartościowanie zakupionych przez Izbę nieruchomości. Generalnie jednak nic z tych spekulacji nie wynikało. Prezes Bąbelek pozostawał prezesem i trudno było dostrzec na horyzoncie jakąkolwiek konkurencję dla niego. Dowodem na były zresztą wybory 4 lata temu, gdzie prezesa wybrano niemalże przez aklamację. Nie było kontrkandydatów.
Aż tu nagle pod koniec grudnia zeszłego roku gruchnęła wiadomość o przyłapaniu Bąbelka na przyjmowaniu łapówki. Oczywiście zacząłem wtedy śledzić tę sytuację, czytać poświęcone jej artykuły prasowe i rozmawiać z innymi farmaceutami na ten temat. Pierwsze doniesienie mówiły o prowokacji jednego z właścicieli sieci aptecznych, któremu prezes zaszedł za skórę walcząc z odwróconym łańcuchem dystrybucji. Bąbelek czuł się niewinny i zmanipulowany do tego stopnia, że zezwolił na publikowanie swojego wizerunku. Sąd jednak zabronił mu kontaktów z samorządem i innymi farmaceutami. Wielu członków izby uwierzyło w jego niewinność i moc sprawczą typów spod ciemnej gwiazdy.
Kolejne doniesienia medialne nie były już jednak tak jednoznaczne. Policja twierdziła, że ma nagrania, z których jasno wynika, że Bąbelek był inicjatorem propozycji korupcyjnej. Jeden z dziennikarzy dotarł do tych nagrań i wkrótce zostały opublikowane na łamach prasy. Były druzgoczące. W sieci pomówień został wplątany nawet obecny WIF – Grzegorz Pakulski, który był podobno bardzo dobrym znajomym Bąbelka. Jeszcze wtedy dało się słyszeć głosy farmaceutów, że nie wiemy wszystkiego i prezes jest niewinny, a sąd rozstrzygnie i wyjaśni sprawę. Tych głosów było jednak coraz mniej.
Kilka dni temu Głos Wielkopolski doniósł, że Tadeusz Bąbelek przyznał się do winy i chce iść na ugodę w nadziei na łagodny wymiar kary. Ta informacja chyba wszystkich pozbawiła złudzeń. Cała ta sytuacja niestety negatywnie odbiła się na wizerunku wszystkich farmaceutów. Oto nasz najwyższy przedstawiciel został uwikłany korupcję – stał się negatywną postacią medialnego spektaklu. Farmaceuta. Człowiek, który dla wielu był symbolem uczciwości, bezkompromisowości i wszystkich cnót naszego zawodu. Symbol walki z aptekami sieciowymi i odwróconym łańcuchem dystrybucji. Wszystko to okazało się iluzją. Maską skrywającą twarz człowieka chciwego i zakłamanego. Iluzja jednak prysła. Pękła niczym Bąbelek…










