Magazyn mgr.farm

Bohaterski czyn magistra farmacji

12 kwietnia 2017 09:38

Jak donosi lokalna gazeta i naoczni świadkowie, w czwartek, około godziny 16:00, magister farmacji Grzegorz Z., pracujący w znanej i lubianej aptece przy skrzyżowaniu koło młyna, sprzedał tabletki antykoncepcyjne. Czyn ten został oficjalnie potępiony w niedzielę podczas mszy świętej przez proboszcza parafii, który ostro skrytykował niecne poczynania aptekarza. Mimo sprzeciwu niektórych ugrupowań, duża część mieszkańców miasteczka okrzyknęła Grzegorza Z. bohaterem i podczas zorganizowanego spontanicznie spotkania na rynku na jego cześć odbyło się gromkie: „Hip, hip, hurra!”.

Ostatnio niestety media pokazują wybiórczo różne aspekty naszej pracy, kreując mylny wizerunek w głowach odbiorców.

Afera dotycząca tzw. „aptek pro-life” powoli ociera się o granice absurdu. Podobnie jak w wymyślonym nagłówku (wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, miejsc i zdarzeń jest przypadkowe) stopniowo ze sprawy dotyczącej bezprawnego ograniczania dostępności leków i stosowania klauzuli sumienia przez niewielką grupę farmaceutów robi się nagonka na wszystkich aptekarzy – niezależnie od tego czy są zwolennikami czy przeciwnikami sprzedaży pewnych preparatów. Chodzi o antykoncepcję naturalnie. Jak wiemy dobrze z poprzednich doświadczeń ograniczanie rozrodu jest ostatnio jednym z bardziej chodliwych i kontrowersyjnych tematów.

Media jak zwykle rozdmuchują co ciekawszy i potencjalnie najbardziej bulwersujący materiał na wszelkie sposoby, w efekcie mieszając nieświadomym ludziom w głowach. Oczy społeczeństwa kierują się teraz na ręce magistrów farmacji. Zawód dotychczas będący w strefie etycznie neutralnej zaczyna być oceniany i krytykowany, a błędy czy przekonania garstki osób stają się powodem generalizacji, w efekcie czego każdy z nas jest postrzegany jako potencjalny „prolajfowiec”.

I zaczynają się fale hejtu na forach internetowych, paniczne pytania o apteki gdzie antykoncepcja jest jeszcze dostępna, bo ponoć już wkrótce ma nie być. W aptekach zaczynają się nieporozumienia i robienie zapasów. Ostatnio spotkałam pacjentkę, która otwarcie spytała mnie na ulicy czy jestem pro-life i czy sprzedałabym jej tabletki – wyciągnęła recepty na 24 opakowania. Innym razem byłam świadkiem, jak pacjent odgrażał się, że jeśli apteka nie zapewni dla niego leku, to on ją pozwie postara się o to, żeby straciła koncesję. Chodziło o Clatrę, lek antyhistaminowy. Ale antyhistaminowy, czy antykoncepcyjny – co to za różnica, jak stwierdził poszkodowany – leku nie ma, i to na pewno przez jakąś klauzulę sumienia. Ta afera, jak każda, zbiera już żniwo głupoty i niezrozumienia.

Od dłuższego czasu obserwuję, że nasz zawód powoli wychodzi z cienia. Albo raczej – jest wyciągany. Ostatnio niestety media pokazują wybiórczo różne aspekty naszej pracy, kreując mylny wizerunek w głowach odbiorców. W lokalnych kręgach propagowane jest „jedyne słuszne” postępowanie (oczywiście każde inne) dotyczące pracy aptekarzy, tego jak powinna wyglądać a jak nie. A słuchacze i widzowie okrzykują farmaceutę bohaterem walczącym o dostęp do leków dla wszystkich albo zbrodniarzem, który powinien siedzieć w kryminale, w zależności od tego kto głośniej i bardziej przekonywająco krzyczy. Afera za chwilę ucichnie. Ale niesmak pozostanie.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Bo leczy nie lek, a nazwa Bo leczy nie lek, a nazwa

„Poproszę Polocard, Acard mi nie pomoże”, „Nie ma Nurofenu femina? Proszę koniecznie na jutro zamówi...

Farmaceuta to nie tylko aptekarz Farmaceuta to nie tylko aptekarz

Dotychczas pochylałem się nad problemami aptekarzy – o tym, co robi reklama, dlaczego nie możemy nie...

Karciana ruletka Karciana ruletka

Podobno w aptekach nie ma już programów lojalnościowych. No cóż… Tyle jest w tym stwierdzeniu prawdy...