Magazyn mgr.farm

Byłam pracownikiem apteki sieciowej cz. I

1 października 2015 10:30

Kiedyś ukończenie farmacji było gwarancją pracy i dobrego wynagrodzenia. Jeśli człowiek decydował się wyjechać do innego miasta na drugim końcu Polski, to w pakiecie oprócz dobrych zarobków dostawał też służbowe mieszkanie, rzadziej służbowy samochód! A teraz?

siec.png

Musisz całować pracodawcę po rękach, że zechciał ciebie zatrudnić (przecież na twoje miejsce jest tylu chętnych) lub jeśli chcesz dobrze zarabiać to musisz jechać na jakąś wiochę gdzie nikt normalny nie chce pracować. I tak trafiłam do małego miasta, do apteki sieciowej za to z pensją, jaką dostaje kierownik w mieście, z którego pochodzę.

Ilość gotówki, jaka co miesiąc wpływała na konto początkowo wyciszała moje wyrzuty sumienia i skutecznie przysłaniała oczy. Nie widziałam, że trafiłam do swego rodzaju „obozu pracy” gdzie cyferki, słupki i statystyki są ważniejsze od człowieka. Przestało mi przeszkadzać, że apteka, w której pracuje wygląda jak bazar: wszędzie promocje, hity cenowe, plakaty, okazje, a praca farmaceuty to głównie wciskanie badziewia z promocji. Ale może od początku:

Za rekrutację odpowiadał koordynator/kierownik regionalny i to on pełni rolę opiekuna aptek w danym regionie. Mi kierownik regionalny kojarzy się z wieczną krytyką i niezadowoleniem (obroty za małe, za mało pacjentów) Pół biedy jak taki manager jest farmaceutą i wie mniej więcej, na czym ten biznes się opiera, gorzej jak trafisz na jakiegoś ekonomistę, który dostaje erekcji na widok rosnących wykresów i statystyk. W sieciówce na tym twoje znajomości się kończą, pomijając oczywiście osoby, z którymi pracujesz. W tej całej firmie jest małym trybikiem, w niektórych wypadkach jesteś po prostu pracownikiem o numerze jakiś tam.

W umowie o pracę oprócz podstawowych danych było kilka stron nakazów i zakazów np. był zakaz rozmawiania z innymi pracownikami o kwocie wynagrodzenia czy zakaz konkurencji. Sam regulamin to też było kilkanaście kartek o tym jak masz się zachowywać w danej sytuacji, jak masz wyglądać, jaki możesz mieć makijaż, jaki kolor i długość paznokci (!) itd. Do tego do przeczytania broszurka o historii firmy i gazetka propagandowa, w której na każdym kroku było podkreślana wyjątkowość sieci, w której miałam pracować.

Kontrolerem jakości był „Tajemniczy Pacjent”, który odwiedzał apteki 1 – 2 w miesiącu. Oceniał wszystko: od sposobu rozmowy po wygląd. Niestety musieliśmy klepać debilne formułki typu formułki, „W czym jeszcze mogę służyć” albo „Zapraszamy ponownie”. Do tego jeszcze dochodziła sprzedaż produktów z promocji (tzw. sprzedaż przykasowa/przykasówka) Pod koniec miesiąca przychodził raport i najpierw modlitwa „Boże, żeby nie trafiło na mnie”, a potem pochwała albo wezwanie na dywanik, bo nie został dodatkowo wciśnięty pacjentowi jakiś gówniany produkt, albo zabrakło jakiejś formułki. Sądząc po głupotach wypisywanych w raportach to niektórzy z nich byli brani chyba z łapanki!

Bardzo ważna była też „sprzedaż przykasowa”. Co miesiąc dostawaliśmy tzw. produkty promowane w stosunkowo niskiej cenie: od tabletek przeciwbólowych po podpaski czy szampony. Każda osoba była rozliczana z ilości sprzedanych produktów promocyjnych w stosunku do liczby pacjentów zarówno w skali krajowej jak i w aptece. Standardowo obstawiałam tyły na każdej z tych list. Nie miałam w sobie chęci do robienia z siebie przekupy z bazaru i wciskania łysemu szamponu, ale inni pracownicy nie mieli oporów. Dla najlepszych w skali kraju była przewidziana premia, ale to nie były kwoty, dla których warto się zabijać. Niektórzy pracownicy sieci podbijali sobie statystyki kupując produkty z promocji, inni kombinowali na paragonach (o tym będzie innym razem), jeszcze inni handlowali produktami promocyjnymi na portalach aukcyjnych. Oczywiście nie sprzedawali leków, a szampony, kremy i to, co w miarę legalnie można sprzedawać w internecie!

CZĘŚĆ DRUGA >>

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Ewolucja reklamy aptek? Ewolucja reklamy aptek?

Przedsiębiorcy łamiący zakaz reklamy aptek robią to celowo i z premedytacją – co do tego nie ma wątp...

Czarnuszka  – „złoto faraonów” Czarnuszka – „złoto faraonów”

Czarnuszka siewna, kąkolnica i kolendra rzymska – to nazwy rośliny leczniczej, której walory zdrowot...

Jak niewidomi widzą leki? Jak niewidomi widzą leki?

Obecnie każdego dnia aptekarze trzymają w dłoni opakowania oznakowane również alfabetem Braille'a. C...