Gorąco polecam wszystkim lekturę książki Siddharthy Mukherjee „Cesarz wszech chorób. Biografia raka”, Wydawnictwo Czarne, 2013 rok. Autor otrzymał za nią Nagrodę Pulitzera w 2011 roku. Według „New York Times” to jedna ze stu najlepszych książek non-fiction wszech czasów. Jaka jest przyczyna tych pochwał? Jest ich co najmniej kilka.
Przede wszystkim nośny jest temat książki oraz jej groźny, tajemniczy, zaskakujący bohater – rak. Niczym w powieści grozy, zastanawiamy się, kogo i kiedy zaatakuje, czy uda się go pokonać?
Po drugie książkę wyróżnia styl narracji, jakim posługuje się autor. Mamy tutaj autora-profesjonalistę, onkologa praktyka, mamy dostęp do informacji z pierwszej ręki, mamy fakty odsiane od mitów i przesądów. Nie tracimy czasu podczas lektury na powątpiewanie, nie mamy obaw – wszystko co opisane, wydarzyło się naprawdę. Mnie zdarzyło się pomyśleć podczas lektury: wreszcie książkę medyczną napisał ktoś kompetentny. Z drugiej strony, książka jest przeznaczona dla szerokiego grona odbiorców, kwestie medyczne są przedstawione bardzo przystępnym językiem, spopularyzowane, zrozumiałe dla każdego.
Po trzecie – autor pisze tak dobrze i sprawnie, że równie ciekawie napisałby o przygotowaniu niedzielnego obiadu. Ma dar opowiadania, jest bezpośredni, nie stroni od osobistych wątków i dzielenia się swoimi przekonaniami. Jest autentyczny w opisywanych emocjach i czytelnik czuje, że nie jest oszukiwany, że nikt nim nie manipuluje, tylko w celu przeforsowanie jakiejś konkretnej naukowej lub pseudonaukowej tezy.
Kolejnym plusem tej książki jest przekazanie przez autora czytelnikom iskierki nadziei – na pewno to dobrze wpływa na jej odbiór – czytając, dochodzimy do wniosku, że zarówno na poziomie chorego, jak i lekarza onkologa, naukowca, dobrze jest spoglądać z ufnością w przyszłość, wierzyć w sens poszukiwania nowych rozwiązań. Jak pisze Siddhartha Mukherjee „Historia białaczki – i raka w ogóle – nie jest jednak historią lekarzy, którzy walczą i udaje im się przetrwać, przechodzących z jednej instytucji do drugiej. To historia pacjentów, ich walki, ich przetrwania i wędrówki po krainie choroby. Wytrwałość, pomysłowość i instynkt przetrwania, czyli cechy często przypisywane wybitnym lekarzom, to w rzeczywistości cechy odbite, pochodzące przede wszystkim od ludzi zmagających się z chorobą.”
Dla farmaceutów ta publikacja może być źródłem wiedzy o rozwoju metod walki z rakiem. Można przeczytać, że średniowieczni balwierze leczyli raka za pomocą prymitywnych metod chirurgicznych. W XVII wieku do mastektomii (usunięcia piersi) używano ognia, kwasu i skórzanych pasów. Chemioterapia – chemiczna wojna z komórkami nowotworu – została zainspirowana przez prawdziwą wojnę – podczas ataku lotniczego we włoskim Bari uwolniono gaz musztardowy. Zauważono, że dziesiątkował on zdrowe białe krwinki, więc farmaceuci zaczęli się zastanawiać nad możliwością wykorzystania podobnych związków chemicznych do walki z białaczkami.
W „Biografii raka” przeczytamy, że w 1975 roku londyński chirurg zaobserwował związek konkretnego rodzaju raka z wykonywanym przez chorego zawodem – na raka moszny często chorowali młodzi pomocnicy kominiarzy, co naprowadziło go na trop związku choroby z kontaktem z sadzą kominową. W ten sposób rozpoczęło się poszukiwanie w środowisku kancerogenów, których działaniu dałoby się zapobiec…
Ważny rozdział dotyczy początków chemioterapii wielolekowej w latach sześćdziesiątych. Czytamy w nim, że choć winkrystyna miała pierwotnie służyć jako lek przeciwcukrzycowy, w małych dawkach okazała się zabójcza dla komórek białaczkowych. Weszła w skład schematu leczenia białaczki groźną dla życia kombinacją wysokich dawek czterech leków (winkrystyna, metotreksat zwany wtedy ametopteryną, merkaptopuryna i prednizon, tzw. schemat VAMP). VAMP budził w latach 60 kontrowersje. Większość wczesnych leków przeciwnowotworowych stanowiły cytostatyki, których granica miedzy dawką terapeutyczną, a toksyczną, bywa cienka…
Gdy zaprezentowano pierwszy schemat VAMP na kongresie onkologów, słuchacze oniemieli… Naukowców wyzywano od wariatów i sadystów. Badanie VAMP zostało rozpoczęte w 1961 roku, a pacjenci w „zdumiewający sposób” wrócili do zdrowia. Jednak dwa lata później mali pacjenci z eksperymentu zaczęli umierać – komórki białaczkowe zaatakowały układ nerwowy. Bariera krew-mózg nie przepuściła VAMP, zapewniając komórkom nowotworowym bezpieczne schronienie… Białaczka rozwinęła się tam, kolonizując jedyny obszar niedostępny dla chemioterapii…
Wszystkim zainteresowanym historią raka i historią walki z nim na przestrzeni tysięcy lat polecam „Cesarza wszech chorób” Siddharthy Mukherjee.










