Cicer cum, caule, czyli o wszystkim po trochu i o paru rzeczach więcej

26 września 2016 08:30

Będzie refleksyjnie. Nie tak dawno pisałem, o rozdrożu, na które zawiodła mnie moja droga zawodowa. Jestem najemnikiem, więc za godziwą pensję będę wykonywał swoje obowiązki dla kogokolwiek, kto zapłaci. Dobrze zapłaci.

Punkty apteczne są solą i przyprawą maggi w oczach farmaceutów mających apteki. (fot. Shutterstock)

I zostałem kierownikiem punktu aptecznego. No cóż, nowe doświadczenie, ale petunia non omlet jak powiedział Sedes z Bakelitu, czy inszy grecki filozof. Trochę już wylałem potu walcząc za pieniądze ku chwale Farmacji, więc wiem jak pracuje się w aptekach. Teraz mam wiedzę jak pracuje się w punktach aptecznych. Punkty apteczne są solą i przyprawą maggi w oczach farmaceutów mających apteki. Z wyjątkiem kilku substancji posiadają dokładnie ten sam asortyment, co apteki i mogą prowadzone być przez technika farmaceutycznego z trzyletnim stażem, czyli rok po ukończeniu stażu zawodowego.

Wiemy jak wygląda szkolenie techników farmaceutycznych i ekstrapolując mamy obraz personelu punktu wraz, z jakością obsługi. Za zjadliwość przepraszam techników, będących fachowcami. Liczę na ich wyrozumiałość i inteligencję. Ale wracając ad rem, punkty apteczne są tańsze niż apteki i znakomicie je udają. Brak tego, czy owego można usprawiedliwić brakiem w dostawie, brakiem w hurtowni, dopiero dostarczonym towarem, dopiero-co-sprzedaniem-innemu-pacjentowi i cokolwiek tylko przyjdzie do głowy. Zabiera się receptę pacjentowi i realizuje po pracy w aptece i na następny dzień tryumfalnie uśmiechając się, wręcza leki pacjentowi i mówi – właśnie dowieźli.

Lista substancji sprzedawanych w punktach aptecznych

Wracając do listy substancji, którymi, może obracać punkt apteczny, to układał ją chyba kretyn. W punkcie można sprzedać Ospen w tabletkach, a Ospenu w zawiesinie już nie, bo nie ta sama substancja czynna. Podobnie wygląda sytuacja z azytromycyną – jednowodnej nie można, a dwuwodną tak. Pierwszy z brzegu Abacavir można, a Petroleum D-5 już nie. Hurtownie farmaceutyczne mają listę leków, które mogą sprzedawać, ale i tak zdarzają się cuda np. dostałem Argosulfan. Na liście jest sulfatiazol, czyli można . Ale Argosulfan to srebrzan sulfatiazolu, czyli nie można. Więc można, czy nie można? Nawet WIF nie wie.

Inna sprawa, że lista dopuszczonych powstała w 2010 roku i nigdy nie była aktualizowana. Rozumiem, że poprzednia władza farmaceutyczna zadecydowała, że ceterum censeo Carthaginem delendam esse i punkty apteczne też, ale niemożność wydania Clatry czy Biofenacu to paranoja. Tak samo nurtuje mnie fakt, czy magister farmacji w punkcie aptecznym może wydać odpis recepty? Wychodzi na to, że zdania uczonych są podzielone, bo magister może w aptece, a nie w punkcie. Jedyne, co pozytywne, z mojego subiektywnego punktu widzenia, jest w punktach aptecznych, to, że magister nie jest wymagany na zmianie i w razie wizyty kurtuazyjnej ze strony WIF, technik w randze zastępcy kierownika też wystarczy.

Perspektywa „wsiowego magistra”

Teraz podzielę się z szanownymi czytelnikami swoim kolejnym doświadczeniem. Mój właściciel posiada jeszcze aptekę w okolicznym miasteczku raczej średniej wielkości. Przyszło mi tam popracować na zastępstwie. I wiecie, co? Po tygodniu pracy odzyskałem wiarę i spokój ducha. Przez 6 lat pracy w aptece w gminie stałem się „wsiowym magistrem” – takim zacofańcem, który myślał, że 40 recept dziennie to mnóstwo. W mieście, gdzie jest circa about 14 aptek, 40 recept to 2 godziny pracy. Ludzie biorą leki wypisane, nie pytają o zamienniki, płacą bez gadania. Normalnie praca jak na taśmie. Ale daje satysfakcję i o dużą. Poza tym taka ekspedycja to sama w sobie nauka, nowe preparaty, nowe suple. Ciekawostką jest to, że średnia wieku pacjenta to około 60 – 80 lat. Przychodzą starsi ludzie, zawsze uczesani, eleganccy , wypachnienie, mimo, że miejscowość nie jest duża – takie średnie miasto powiatowe. Zupełnie inna kultura

A na wsi. Marudzenie co tak drogo, pytanie o stolice Maroka przez co drugą osobę i ogólnie mówiąc samo leczenie. Niektórzy w domowych apteczkach mają wszystko i kupują więcej. Ludziom na wsi zależy, żeby było dużo, tanio i zawsze ta sama cena. Dlatego zawsze są te same twarze, nie opłaca się mieć dużego i zróżnicowanego asortymentu, wystarczy żeby było to samo, co ostatnio. To powoduje lenistwo i poczucie zniechęcenia. To jest wygodne nie przeczę, ale to jednak nie to. Może kiedyś jak będę przed emeryturą to wrócę na wieś, żeby odpocząć.

Każdemu, kto marudzi, od czasu do czasu, polecam zmianę klimatu. To dobre dla zdrowia.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Z brzuszkiem w aptece Z brzuszkiem w aptece

Osoby pracujące w aptece, farmaceuci, technicy, to mieszanka charakterów, opinii i zainteresowań, al...

Leki i słońce? Ostrzeż pacjenta! Leki i słońce? Ostrzeż pacjenta!

Wraz z nastaniem ciepłych dni nadszedł czas na zmianę garderoby. Lato sprzyja odsłanianiu ciała, a t...

Antybiotyki na oddziale Antybiotyki na oddziale

Nie wiem, dlaczego lekarze mają taką łatwość przepisywania antybiotyków. Nie sztuką jest leczyć, szt...