W farmacji najbardziej frustruje mnie to, że nie znam zawodu, który zaliczyłby tak spektakularny upadek. Upadek na wielu polach. Przede wszystkim chodzi mi o szacunek społeczny do zawodu. Przed wojną farmaceuci zaliczani byli do elity i piastowali funkcje prezydentów miast, byli mecenasami sztuki, szanowanymi działaczami społecznymi. Dzisiaj zostały po tym jedynie tablice pamiątkowe. Apteka to było sanktuarium.
Zanim ktoś zarzuci mi idealizowanie przeszłości, to powołam się na przykład. Jako fan historii, biorę do ręki książkę o moim rodzinnym mieście zatytułowaną: “W Starych Kielcach”. Zupełnie przypadkiem wśród rozdziałów znajduję taki: “kieleccy aptekarze”. W książce wymienieni są m.in. lekarze, adwokaci no i aptekarze. Było ich trzech, każdemu z nich poświęcone jest kilka akapitów. Pamiętajmy więc, że wykonujemy zawód, który przez setki lat cieszył się większym poszanowaniem niż obecnie.
No więc frustruje mnie ten upadek, ale też to, jak ten zawód został doprowadzony do tego upadku. Przyznam, że czepiam się samorządu, czepiam się etyki, ale ponad tym trzeba przyznać, że komunizm jako grupa zawodowa poczuliśmy najdobitniej. Możemy stawiać za przykład wzór aptekarstwa niemieckiego, albo brytyjskiego, tylko aptekarze z zachodniej Europy, czy z krajów anglosaskich nie doświadczyli 9 stycznia 1951, czyli upaństwowienia aptek. Wyrwano nam setki lat tradycji, zgwałcono prawo własności i upokorzono łaską zatrudnienia we własnej aptece.
Frustruje mnie to dlatego, bo do dzisiaj odczuwamy konsekwencje tego dnia. Przez te niespełna 40 lat można było aptekarstwo rozwijać, a my zostaliśmy bardzo daleko w tyle. Tak daleko w tyle, że model nauczania farmacji bardziej przygotowuje do pracy w aptece XIX wiecznej, niż XXI- wiecznej.
Farmacja to ciężki kierunek?
Frustruje mnie, że mówimy: “farmacja to ciężki kierunek”, ale nie mówimy jak wiele nauki, jest kompletnie bezsensownej. Pamiętam do dzisiaj tekst, który wydawał się śmieszny na I roku chemii nieorganicznej, na wykrywaniu kationów i anionów. Prowadzący zapytał: “wiecie, do czego wam się to przyda?”. Sala milczy. “Do niczego”. Sala wybucha śmiechem. Dzisiaj mnie to irytuje, że wiem tak wiele niepotrzebnych rzeczy. Chociaż bardziej to, że nikogo to nie motywuje do zmiany tego absurdu. Kationy można wykrywać na paru ćwiczeniach, ale do licha nie przez cały rok.
To jeden koniec kija, ale jest też równie frustrujący drugi.
Frustruje mnie to, że wiedza bardzo specjalistyczna, zostaje nam farmaceutom wydzierana z rąk. Fachowa wiedza, którą posiadamy monopolizują inni. Przykład? Zielarnie. Po jakie licho zakuwamy botanikę i farmakognozję, jeżeli zielarnie prowadzą najczęściej osoby, które o tych ziołach wiedzą tyle, co nic. Co z tego, że piołun działa neurotoksycznie (tujon), w sklepie zielarskim dowiemy się, jak wspaniale poprawia trawienie. Z ziołami zresztą jest tak, że wszystko działa na wszystko. Marketing jest tak nakręcony, że w zasadzie każde zioło jest doskonałe na “akurat Twój problem”. Mówi się, że ziołolecznictwo się rozwija, co jest kompletną bzdurą. Rozwija się populizm ziołowy i antyzielarstwo. Mnich Andrzej na opakowaniu mieszanki ziołowej zresztą wie najlepiej co jest od czego. My pamiętajmy o jednym – nikt nie zna farmakognozji tak dobrze jak farmaceuta.
Są jeszcze bardziej “nowoczesne” dziedziny nauki, jak farmakokinetyka, farmakodynamika, które w Polsce są na żenującym poziomie bo przecież farmaceuta szpitalny zajęty jest pracą hurtownika/magazyniera. Przepraszam za to uogólnienie, ale w wielu miejscach tak to właśnie wygląda.
Mówi się, że szczepieniami wchodzimy w kompetencje pielęgniarek, ale nikt nie zwraca uwagi, że nasze kompetencje już dawno zostały rozdzielone.
Kręcenie na boku i jakość usług
Frustruje mnie, że jedyną praktykowaną usługą farmaceutyczną jest zaopatrywanie ukraińskich i czeskich pacjentów z przewlekłym nieżytem nosa w pseudoefedrynę, a także uzupełnianie niedoborów leków w Niemczech. Wolałbym, żeby farmaceuta mógł się doszkolić z wykonania przeglądu lekowego i zaoferować wykonanie go pacjentowi odpłatnie, a nie był zmuszany ustawowo do kręcenia na boku.
Frustrują mnie absurdalnie skomplikowane przepisy w aptece, forma apteki dla aptekarza, i skrajny całkowity zakaz reklamy aptek.
Frustruje mnie, że gdybym otworzył aptekę, to nie mógłbym w żaden sposób wyróżnić się spośród innych aptek. Musiałbym liczyć na dobrą lokalizację i parking przed apteką. Są to dwa najważniejsze z punktu widzenia właściciela apteki czynniki. Lokalizacja, parking i żeby konkurencja prawnie nie mogła otworzyć się niedaleko. To jest przecież absurd. Pamiętajmy, że jeżeli prawo każe równać wszystkim, to zawsze równamy do dołu. Tak jest również z aptekami.
Frustruje mnie uzależnienie farmaceuty od apteki. Ci niepracujący w aptece są z góry gorsi, o czym przekonują między innymi firmy farmaceutyczne notorycznie, zapominając o tej mniejszości w swoich kampaniach marketingowych. Wiem, że nie jesteśmy grupą docelową, ale serio, nic was to nie będzie kosztować, a paru osobom zrobi się milej, że ktoś pamięta.
Frustruje mnie jakość usługi w aptece. Mnie irytuje, że tak często spotykam w aptece brak wiedzy. Denerwuje mnie, że zadając pytanie, już jestem niewygodnym pacjentem. Pytam czym się różni Cholinex Intense od zwykłego, dostaje odpowiedź: “Intense ma dodatkowo substancję przeciwzapalną”. Proszę o Lakcid, dostaje probiotyk marki własnej “bo to to samo”. I tak dalej… Ja patrze co jest napisane na plakietce na fartuchu, ale czy pacjent patrzy?
Niespełniony farmaceuta
Frustruje mnie, że kiedy wykładowca na studiach pyta się studentów farmacji, kto chce pracować w aptece, na 200 osób rękę podnosi kilkoro. KILKORO. Przeważnie przy tym nie robiąc nic więcej poza studiowaniem i nie zdając sobie sprawy, że jednocześnie student biotechnologii wie, o tym, że nie doszkalając się w trakcie nauki, nie ma szans na ciekawe zatrudnienie. Później okazuje się, że nikt nie lituje się na rynku pracy nad farmaceutą i taki ktoś ląduje w aptece i czuje się niespełniony. Takich historii znam co najmniej kilkanaście.
Frustrują mnie farmaceuci, którzy stracili wiarę. Tych niestety jest bardzo wielu, czasami trudno się im dziwić, ale nie wolno szczuć własnego zawodu z poczucia niespełnienia. W internecie te osoby są dobrze widoczne, a ich celem jest nienawiść wobec własnego zawodu. Nie traćmy wiary, w nas, w farmacje, mimo wszystko.
Frustruje mnie to, że Izby aptekarskie tak wiele siły, czasu i potencjału marnują na fałszywą idealizację aptek tzw. indywidualnych. Niech tym zajmie się ZAPPA, a Izba niech zajmie się tym, żeby zwykłemu farmaceucie było w przyszłości lepiej. Po prostu. Żebyśmy rzadziej mieli ochotę na wylewanie swoich żali publicznie.
KB










