Patrząc na przeszłość, nadajemy epokom historycznym nazwy, określamy ich charakterystyczne cechy, każda z nich wykształciła swoją kulturę i sztukę. I tak mamy średniowiecze, nazwane tak przez ludzi żyjących w epoce nazwanej nowożytnością, którzy z kolei zostali tak nazwani przez kolejne pokolenia. Ludzie nowożytni nazwali czas swoich przodków wiekami średnimi w niemalże dosłownym tego słowa znaczeniu. Uznali, że zdecydowanie ciekawsze były czasy antyczne i ukuli jeden z najstarszych stereotypów świata o epoce średniowiecza.
Zastanawiam się zatem, jak zostanie oceniona nasza epoka, przez kolejne pokolenia. To, co wyróżnia nas zdecydowanie to dostęp do wiedzy, który nigdy nie był tak powszechny i dostępny jak teraz. Więc skoro jedną z symbolicznych dat zakończenia średniowiecza, było wynalezienie druku przez Gutenberga, to może nasza epoka zacznie się od wynalezienia internetu?
Przesyt wiedzy?
Skąd ten przydługi wstęp? Jak on ma się do świata farmacji? Otóż moim celem jest wskazanie, że żyjemy w epoce hiperinformacji, oraz epoce lekomanii. To bardzo istotne, żeby spojrzeć z tej perspektywy na zachowanie ludzi.
Nigdy w historii świata leki nie były tak bardzo dostępne, jak teraz, oraz nigdy w historii świata wiedza nie była tak łatwo dostępna, jak teraz. Co to oznacza w praktyce? Każdy uważa się się obecnie za lekarza, za farmaceutę, za pielęgniarza, za fizjoterapęutę.
Problem zaczyna się w momencie, kiedy pacjent staje się bezradny. Słyszę często od znajomych: “wy to tam w tej aptece jak sklepikarze” – i w pewnym stopniu niestety jest to prawda, bo to pacjent aktualnie “wie” co dla niego jest najlepsze. Jednakże są sytuacje, kiedy nawet statystyczny wszechwiedzący pacjent pochyli się nad własną niewiedzą.
Kogo paraliżuje bezradność?
Z mojego doświadczenia wynika, że są to osoby starsze i młodzi rodzice. Wszechwiedza pacjenta i zaufanie do wiedzy “internetowej” i “marketingowej” znika, kiedy dowiadujemy się o chorobie przewlekłej, kiedy wyniki badań wychodzą fatalne, a lekarz poświęca nam 36 sekund swojego czasu. Zaufanie znika również, kiedy na świat przychodzi nasze dziecko i zdajemy sobie sprawę jak kruche i delikatne jest to stworzenie…
Apteka internetowa
W moich oczach pewnego rodzaju symbolem i jednocześnie konsekwencją hiperinformacji są zakupy robione w aptece internetowej. Przyznaję, że zamysł biznesowy takiej apteki jest genialny, bo pacjent bez skrępowania wybiera kilka lub kilkanaście produktów, czego zapewne, nie zrobiłby stojąc w kolejce w aptece, pod presją czasu.
Trzeba sobie powiedzieć jasno, że każdy, kto pracował w aptece z możliwością dokonania zamówień internetowych wie, gdzie pacjent marnuje najwięcej pieniędzy. Tak absurdalnych połączeń substancji, dziwnych suplementów i egzotycznych nazw, co w zamówieniach internetowych nie widziałem nigdzie indziej.
Lekomania to dobry trend?
To na pewno trend biznesowy. Bo kto w tej sytuacji jest pokrzywdzony? Teoretycznie nikt. Apteki są zadowolone, bo zarabiają, producenci szczęśliwi, bo zarabiają, pacjent też, bo kupił preparat, w którego skuteczność wierzy. Zabawne jakie koło zatacza ten proces oparty na kłamstwie.
Bo w prawdziwym świecie sklep nie zastąpi apteki, miętówki leków, suplementacja leczenia, tradycyjne leczenie medycyny, a sklepikarz farmaceuty.










