Teraz już wiem, dlatego z aptek znikły szyby oddzielające pacjentów od farmaceutów. Po to by łatwiej było nam się przyzwyczaić do plucia w twarz. Wielu młodych aptekarzy nie pamięta czasów, gdy w aptekach były szyby. Nie wiedzą jak wyglądały one pod koniec każdego dnia – ile śliny i innych, zaschniętych wydzielin na nich zostawało. Teraz gdyby powiedzieć firmie wykonującej apteczne meble, że chcemy szybę – pewnie postukaliby się w głowę.
Ktoś uznał, że farmaceuta powinien być bliżej pacjenta. Że szyba utrudnia kontakt i doradzanie. Guzik prawda. Szyba utrudniała wciskanie pacjentom tego czego nie potrzebują. Uniemożliwiała stosowanie technik sprzedażowych wymagających podawania pudełek, prezentowania ich i zachwalania. Szyba sprawiała, że farmaceutę dzielił od pacjenta dystans. Utrudniał też jego opluwanie.
Czepiam się tego opluwania? Tyle, że nie chodzi mi o dosłowne opluwanie, ale przenośnię. O brak szacunku, rzucanie mięsem i traktowanie z góry. Kazano nam skrócić dystans z pacjentem. Efektem tego jest dewaloryzacja naszego zawodu. I wierzcie mi, że wcale nie wyolbrzymiam znaczenia szyby. Wystarczy się rozejrzeć po urzędach by zrozumieć jej znaczenie. Poczta, Urząd Skarbowy, ZUS… wszędzie tam gdzie znajdują się szyby oddzielające urzędnika od petenta, tam urzędnik jest z założenia traktowany z większym szacunkiem. Nawet jeśli petent gotuje się w środku i chce rzucić w urzędnika mięsem – nie robi tego. Zaciska zęby i pokornie milczy, słucha i stosuje się do wszelkich pouczeń.
To samo szyba robiła w aptekach. Farmaceuta oddzielony od pacjenta był kimś ważnym. W pewnym sensie ta szyba zapewniała mu nietykalność – choć nigdy kuloodporna nie była. Z drugiej strony szyba wbrew wszelkim pozorom zapewniała też większą intymność rozmowy. Małe okienko w szybie sprawiało, że to co farmaceuta mówił do pacjenta, trafiał tylko do jego uszu. Inni stojący w kolejce musieli się mocno wysilać, żeby coś usłyszeć. Zresztą szyba – szczególnie znajdujące się po jej bokach słupki – wydzielały w sposób umowny i wyczuwalny strefę kontaktu farmaceuty z pacjentem, w którą kolejny pacjent w kolejce nie wchodził. A teraz? Niska lada, żadnych standów po bokach i ludzie wchodzą jeden na drugiego. To o czym farmaceuta mówi pacjentowi, z którym rozmawia, słyszy nawet ostatni w kolejce.
Wróćmy jednak do opluwania… Lista opluwających jest długa. Ministerstwo Zdrowia, NFZ, lekarze, politycy… no i oczywiście pacjenci. Opluwają dosłownie i w przenośni. Nie czują do nas szacunku. Traktują nas jak równych sobie, albo wręcz gorszych – sprzedawców muszących spełniać ich wszystkie zachcianki. Są roszczeniowi i chamscy. Nie odczuwają wartości naszej pracy i kłócą się o ceny, rabaty, refundacje. Oskarżają nas o błędy lekarzy na receptach i decyzje Ministerstwa. A na koniec i tak idą do konkurencji.
Co tu dużo tłumaczyć. Kolejny fatalny dzień w aptece. A że nie mam szyby, żeby zatrzeć z niej to czym zostałem opluty, przelewam to na bloga.










