Dinozaury a sprawa chleba z pajęczyną

29 czerwca 2016 06:57

Gdy w dzieciństwie wraz z kolegami polowaliśmy z dzidami na dinozaury na podpleszewskich polach, nie przypuszczałem, że w przyszłości przyjdzie mi z tego robić cyfrowy rachunek sumienia. (Czego rachunek??? Przecież aptekarze-krwiopijcy nie mają sumienia. Każdy pacjent Wam to powie.)

aptekaaa.png

Nęciliśmy tabletkami przeciw grypie, których większość z Czytelników już nie pamięta. Ja pamiętam.

W naszych podpleszewskich jaskiniach mieliśmy dwie pieczary, gdzie pracowali ludzie, którzy posiadali różne ziółka, syropy lub nawet chleb z pajęczyną. Nie zawsze trafialiśmy w dinozaura. Wiadomo, chłop rzuca, Pan Bóg dzidę nosi. W każdym razie po wizycie w kolejnej pieczarze szamana (jedna z lepszych w naszym kompleksie jaskiniowym), szło się do dziwnie pachnącej pieczary ludzi od, dziś byśmy powiedzieli, medykamentów.

Mijały wieki, trochę podrosłem i trafiłem do sporego grodu, gdzie również szamani mieli najlepsze pieczary i najdroższe rumaki, znacząco lepsze od farmaceutów (teraz tak ich nazywajmy). Mimo wszystko ci ostatni nadal mieli chleb z pajęczyną, choć wyższej jakości. Postęp… Także i ja nauczyłem się zagniatać chleb z pajęczyną, na co mam specjalny certyfikat z dworską pieczęcią.

Przywództwo naszej pięknej krainy się zmieniło, a zza gór i rzek dotarły nowe postacie chleba z pajęczyną. Kolorowe. Łatwe w użyciu. Lepsze. Jednak nadal szaman miał bogatszą pieczarę, szybszego rumaka i nadal rzadko kto mu je wypominał. Co innego farmaceutom. Też już mieli swoje pieczary, często budowane wraz z oddzielnymi pieczarami do wytwarzania i sprzedaży jeszcze nowszych postaci chleba z pajęczyną. Mieli je dla swych pacjentów. Nadal oni, a nie ci, którzy na obrzeżach kompleksu jaskiniowego zajmowali się drobnymi usługami. Nie każdy chleb i nie każda pajęczyna nadają się do leczenia ran od dzid. Trzeba to umieć. Wiedzieć, które z nich nadają się na rany na głowie, a które na ręce. To było niezmienne. Nawet poprzedni władcy dworu to rozumieli.

Wytłukliśmy wszystkie dinozaury, bo taki mieliśmy kaprys. Może i jakiś meteoryt zrobił zagłębienie w ziemi, wzniecił trochę pyłu, ale wolimy myśleć, że to nasza grupa, nasz klan upolował wszystko. Od nas zależał ich los. My rządziliśmy. Nie znaliśmy takich pojęć jak ekologia, ochrona środowiska, itp. Wiedzieliśmy jednak, że po wyjściu z najlepszej pieczary szamana, należy pójść do pieczary farmaceuty. On się znał na tych wszystkich pajęczynach. I chlebach.

Mijały kolejne wieki, aż nadeszła era pary i nowoczesności. Przemysł tekstylny żądał trwałych barwników, bo tego chciały nasze kobiety. Zawsze lubiły się stroić, zawsze! Marudziły nam, suszyły głowę, a my tego nie lubimy, ani nie umiemy się przeciwstawić. Więc przemysł dostał barwniki. Przy okazji się okazało, że mają działanie przeciwbakteryjne. Tak, tak, już poznaliśmy bakterie i ich wpływ na zdrowie. Wtedy się okazało, że przemysł produkuje coś, co jest przydatne w pieczarze, ups, w aptece farmaceuty.

A potem wybuchła I wojna światowa…

Niezliczeni ranni potrzebowali pomocy. Już nie tylko dzidy były źródłem ran. Do pracy zaprzęgnięto przemysł chemiczny, który wyewoluował (jakbym już gdzieś widział to pojęcie…)

w farmaceutyczny. Tony słomy makowej były źródłem morfiny do kojenia cierpień żołnierzy. Notabene, nie kto inny, jak farmaceuta wyekstrahował morfinę, przebadał ją na sobie i… stał się pierwszym narkomanem.

Jednak nadal pomiędzy lekarzem, a pacjentem był farmaceuta, fachowiec od leków, cokolwiek to oznacza. Był i jest sensownym pośrednikiem, bo sprzedaż leków przez lekarza jest z definicji zła, nieetyczna, rodzi pokusę żerowania na chorych i dlatego zabroniona.
Mijały lata, mijały kolejne wojny. Pojawiła się broń jądrowa, a od niej mnóstwo porażonych i chorych. A farmaceuci znowu byli potrzebni. Przypadek? Nie sądzę…

Aż do naszego kraju nadeszła zmora marż maksymalnych i sieci aptek oraz wszechobecnej reklamy pajęczyn do stosowania na pseudorany od nieistniejących modeli dzid…

Do głosu doszli parobkowie i wolne ptaki, którzy z sakiewką pełną brzęczącej monety, przy akceptacji, a często wsparciu dworu, zaczęli sterować profesjonalistami od pajęczyn. Ich dziewki pomocnicze zaczęły udawać profesjonalistów, choć często nawet nie zdały egzaminu ze znajdowania kwiatu paproci. Pomimo tego każdy dwór chce, aby przed użyciem (ale po zakupie) lud pytał farmaceutę, jak stosować chleb z pajęczyną. Także w nocy i święta. Na dodatek za darmo. Czyli farmaceuta jest potrzebny. Znowu. Jak zawsze.

W takim razie po co błazeńskie zwyczaje parobków i wolnych ptaków w pieczarach farmacji?

Gildia giermków i doboszy głośno wrzeszczy, że jest wspaniała, a chociaż może i się podszywa pod farmaceutów i lekarzy, zamierza z tego zrezygnować, bo ciemny lud kupuje wszystko, a nie powinien – dla własnego zdrowia. O, mamucia noga, przecież zła pajęczyna zaszkodzi, bo musi, gdy zachęca do niej giermek z doboszem! Ciemny lud słucha ich, a nie farmaceutów, bo profani są bogaci i hałaśliwi, a dwór na to przyzwala. I tak kółeczko nam się zamknęło.

Jako farmaceuci jesteśmy jedyną i jednocześnie ostatnią linią ochrony dla ciemnego kupującego ludu. Przez wieki nimi byliśmy. Jesteśmy i teraz, choć dla parobków, giermków
i doboszy jesteśmy jednocześnie drzazgą od niecelnie od tyłu rzuconej dzidy. Możemy się poddawać i skazać na wymarcie albo pobyt w skansenach lub rezerwatach. Renta, ale nie praca. Możemy też zmienić skład przywódców (to akurat zrobiono) i inteligentnie porozmawiać z dworem. Z komunikatów heroldów dworskich wynika, że rozmowy są prowadzone, a argumentacja życzliwie wysłuchiwana. Zmniejszenie wydatków na ochronę zdrowia poddanych przyjmie każdy dwór, zwłaszcza chcący pomóc dzieciom i seniorom.

Z wściekłości giermków oraz próby ucieczki do przodu doboszy wynika, że zauważyli, iż dwór dojrzewa do zmian. Ostatnio nawet głośno potwierdzono, że dziewki pomocnicze kiepsko się wcielały
w rolę farmaceutów, więc ich czeladnikowanie nie będzie kontynuowane. Nie będzie szkolenia na nadczeladnika. Nie będzie uprawnień za czas posługiwania. „Niczego nie będzie”, jak powiedział klasyk. Takie są reguły w naszym europejskim cesarstwie. Pozostanie praca w ramach uprawnień, których nikt nie chce zabierać. Raczej magistrowie nabędą dodatkowych prerogatyw. Certyfikat z dworską pieczęcią nie został im przyznany za sobotnio-niedzielne spotkania. To jest w oczywisty sposób logiczne, bo po co tworzyć i utrzymywać dworskie uniwersytety dla magistrów, aby dziewka pomocnicza udawała magistra w pieczarze, na którą dwór w swym majestacie wydał zezwolenie?

Dwór ogłosił także, że parobkowie i wolne ptaki coraz mniej będą mieli do powiedzenia w farmaceutycznych pieczarach. Oni w swej prostackiej umysłowości nie pojmują, że są tam jak drzazga_wiadomo_gdzie (patrz wyżej). Siedzą nad lustrem wody i wpatrując się w swą odrażającą fizjonomię, płaczą nad końcem zaplatania sieci (podziwiałem na youtube nową aranżację znanego polskiego farmaceuty-RAPera).

Na razie zaplatają w przyspieszonym tempie. Magistrowie słusznie się denerwują. Część likwiduje swe pieczary i dobrze, jeśli się to kończy znalezieniem pracy. Gorzej z akceptacją nieprofesjonalnych poleceń od parobków lub wolnych ptaków, których wykształcenie przewyższa posiadaną inteligencję. Koszmarna mieszanka!

Chciałbym napisać, że już niedługo (zgodnie z informacjami herolda dworskiego) błazen ponownie zajmie się błaznowaniem, parobek swoją pracą, a farmaceuta uporządkuje własną pieczarę i posprząta po profanach. Jak inni niecierpliwie czekam na zapowiadane zmiany. Kreuję naszą przyszłość, jak tylko mogę, także cyfrowo artykułując oczekiwania oraz wykazując absurdy działań giermków, doboszy i parobków. Logika systemu jest taka, że choć zmieniają się narzędzia, nadal farmaceuta będzie pomiędzy lekarzem, a pacjentem. Maszyna bezbłędnie wyda lek? Owszem, jeśli bezbłędnie zostanie załadowana. A jak moi Szanowni Koledzy Mamuty, Żubry i Dinozaury wiedzą, załadujesz byle czym, wyciągniesz byle co. Czy jakoś tak…

Dinozaury wyginęły, mamuty również. Żubry się chłodzą, oczekując na spotkanie. Ja przetrwałem. Przypadek? Nie sądzę… Czego Wam (w tym sobie) wszystkim, reliktom, życzę.

P.S. Nie korzystam już z dzidy. W tej dziedzinie także nastąpił postęp.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Czas pomyśleć o grypie Czas pomyśleć o grypie

Grypa – co roku wraz z początkiem jesieni to słowo dominuje w świecie opieki zdrowotnej. Ktoś mógłby...

Podążaj za pacjentem Podążaj za pacjentem

Internet niesie ze sobą wiele możliwości komunikowania się i kształtowania relacji z pacjentem. Szko...

Uwaga na interakcje lekowe i używki! Uwaga na interakcje lekowe i używki!

Choć oficjalnie opieka farmaceutyczna wciąż jeszcze jest pomysłem nie wcielonym w życie, to nic nie ...