Magazyn mgr.farm

Dlaczego farmaceutki powinny być brzydkie i zaniedbane

19 lipca 2016 07:24

Na wstępie zaznaczę, że osobiście wcale tak nie uważam. Dlaczego więc bulwersuję tytułem? Otóż obserwuję otaczający świat, ze szczególnym uwzględnieniem tematów dotyczących farmacji. Prosta robota, bo nawał i nachalność reklam leków i suplementów nie pozwala zapomnieć o aptece. Nikomu.

brzydkie.png

Mamy dwie grupy odbiorców reklam. Pierwszą są nabywcy, KLIENCI (musiałem tak napisać, musiałem!), ludzie spoza zawodu, dla których farmacja jest sztuką nieodgadnioną, wręcz tajemną. Kiedyś znajomość języka łacińskiego, choćby w stopniu podstawowym, była czymś niedościgłym przeciętnemu zjadaczowi chleba i tabletek. Dziś nie jest niezbędna, aby z wyższością zwrócić się do magistra w aptece: „DEJ mi pan TEN lek z reklamy!” KLIENT (znów to napisałem…) wie lepiej, a wg niektórych z nas, farmaceutów, my mamy położyć uszy po sobie i grzecznie wydać, co sobie KLIENT (coraz lepiej mi idzie) życzy. Nasz KLIENT (po co mi te skrupuły?), nasz PAN! Problem zaczyna się wtedy, gdy klient (tak trzymać!) chce coś bezsensownego, np. prometazinum HCl przeciw ulewaniu („dziecko mi wymiotuje!!!”) dla niemowlęcia. Zapewne podniosą się głosy, że przecież jest recepta farmaceutyczna, my jesteśmy po to, by ułatwić pacjentom (ups, zapomniałem się!) życie i równocześnie zrobić obrót z korzyścią dla firmy i swej premii. Najlepiej z empatią, uśmiechem i życzeniem „miłego dnia”. Żeby KLIENT wrócił po jeszcze.

Wiem, powyższy przykład jest skrajny (choć prawdziwy). To lek RX. A więc: „DEJ mi pan nifuroxazidum susp. dla kilkumiesięcznego dziecka. Zęby mu wychodzą i ma biegunkę, a lekarka takie coś starszemu dziecku przepisała na to samo” (ojciec małego pacjenta, któremu odmówiłem zawiesiny, zażyczył sobie wersji w tabletkach. „Se pokruszę i podam!”). I co, młoda sieciowa i stara zblazowana farmacjo, dajemy czy nie? Rzucamy na szalę autorytet, słusznie zniechęcamy i odmawiamy, dodając nawet propozycję np. probiotyku, ale ryzykując fochem KLIENTA? On wie lepiej, bo wszechobecne reklamy utwierdzają go w przekonaniu, że wie przynajmniej tyle, ile my. Płaci, więc żąda = wymaga. A my w aptekach jesteśmy na gwizdnięcie, „szybsze ruchy, kobieto!”, „jestem dorosły i nikt mnie nie będzie pouczał, jakie leki mam se kupić i zjadać!”.

Ostatnio niezwykle mnie razi reklama pewnego preparatu przeciwbólowego o mało wyszukanym składzie. Reklamuje go lekko wyniosła i zadbana „właścicielka apteki”. Zero białego fartucha i tytułu przed nazwiskiem. Przy innej okazji jeszcze się odniosę do tej reklamy. Dziś zwracam uwagę na wygląd odtwórczyni roli. Właścicielka apteki jest elegancką kobietą, a więc pijarowcy uznali, że taki wygląd odpowiada odczuciu społecznemu. (Z litości pominę w komentarzu niską cenę preparatu, która z definicji nie wygeneruje dużego zysku. I pominę, że tabletki z pojemnika muszą ulegać zanieczyszczeniu mikrobiologicznemu przez pacjenta, co jest niemożliwe przy pakowaniu
w blistry.)

Przypomnijmy sobie jeszcze farmaceutkę reklamującą pewien preparat magnezowy. Młoda, atrakcyjna, dobrze wyglądająca w białym fartuchu. Klient (wszedłem w konwencję, aż miło) mógł jej zaufać, w myśl zasady, że ładni, przystojni, dobrze ubrani są bardziej wiarygodni od nieatrakcyjnych.

Tu dygresja: owa farmaceutka została ukarana przez Sąd Aptekarski. Wszyscy wiemy, dlaczego.
Była też reklama pewnej grupy tranów smakowych, którą w otoczeniu stylowych mebli aptecznych, reklamowała pani magister farmacji, także zadbana, a więc m.in. ubrana nie w strój z lumpeksu.

Jak nisko upadł nasz zawód, że dyplomowane farmaceutki są postrzegane nie przez jakość wykształcenia, a przez pryzmat urody!

Kilka dni temu w komentarzach na MGR. jedna z forumowiczek, „tabletka”, wspomniała coś niezwykle istotnego (http://mgr.farm/opinie/pokaz-aptekarzu-co-masz-w-garazu), co w swym zawodowym życiu usłyszałem wiele razy i zawsze mnie wtedy skręcało z bezsilności wobec ludzkiej głupoty i hipokryzji. „Kiedyś jednej z moich koleżanek pewna emerytka, która pamiętała czasy „służby zdrowia” wytknęła, że ta powinna pracować/wydawać leki za darmo, bo przecież jej praca to powołanie i „służba”, a służba ma z założenia służyć dla dobra ogółu. Co to za zawód, gdzie nie dość, że czasami porównują się do sprzedawcy, to jeszcze wymagają świadczenia usług za darmochę i życia w ubóstwie :/”

Z powyższą wypowiedzią emerytki świetnie koreluje narracja używana przez przeciwników apteki dla aptekarza (AdA). Wg nich jesteśmy pazerni, chcemy się nachapać kosztem biednych emerytów, wakacje spędzamy tylko na Malediwach, jeździmy Mercedesami i BMW, chcemy zabetonowania obrotu lekiem, gdy rzekomo biznesowo zdolniejsi od nas dążą do niskich, niziuteńkich, wręcz minimalnych cen. Apteki prowadzimy tylko dla horrendalnego zysku, gdy tymczasem oni… No, właśnie, co oni? Skończyli szkołę rzeźników/mechaników/, handlarzy używanymi autami po to, żeby rezygnować z zarobku i wspomagać tzw. biednych i chorych??? Cóż za hipokryzja! Nie są farmaceutami, ale lepiej od nas wiedzą, co jest potrzebne pacjentom (wróciłem do zasad)? Czy kierownik magister jest gwarantem, że apteka niefarmaceuty będzie lepsza lub tak samo poprawnie prowadzona, jak apteka farmaceuty? Ależ nigdy w życiu! Jest tak samo podległy właścicielowi, jak szeregowy magister, a więc musi wykonywać jego polecenia. Każde. W przeciwnym wypadku albo się postawi i odejdzie z pracy (lub zostanie z niej wyrzucony), albo położy uszy po sobie, bo dzieci, bo kredyt, bo urlop (tanie loty na Wyspy Kanaryjskie czyli „krwiopijca” na wakacjach), itp. I zrobi, co szef-rzeźnik mu nakaże.

Gdy dodamy, że właścicielem apteki (sieci) może być spółka prawa handlowego z rozproszonym akcjonariatem, nie mamy fizycznie ani faktycznego decydenta-właściciela, ani kogoś, kogo w jakikolwiek sposób można by było ukarać za łamanie prawa, np. za reeksport leków deficytowych.

Tak więc wg naszych przeciwników oraz rozżalonych emerytek, zawistnych sąsiadów, itp., żeby zaspokoić ich komunistyczno-egalitarne oczekiwania, farmaceutki nie powinny być atrakcyjne i zadbane. Powinny być jak te szare myszki, smutne i brzydkie. Powinny rozdawać leki za darmo, pracować za darmo, w tym dyżurować nocami, w niedziele i święta, także za darmo. Przysięgaliście służyć chorym, ale w nocy i święta wam się robić nie chce! Chcielibyście tak, jak wam wygodnie. Służba, którą wybraliście, wymusza zakaz zarabiania.

Z czego mielibyśmy żyć, jeść, mieszkać, z czego się szkolić, zapłacić za utrzymanie apteki, za co kupić leki z hurtowni – nikt nie powie. Za to inni byliby zachwyceni, że bylibyśmy (zwłaszcza kobiety, farmaceutki) ukarani biedą i, w ślad za tym, odrażającym wyglądem. Niskie poczucie rewanżyzmu na ludziach, którzy skończyli studia wymagające olbrzymiej wiedzy. Ich jedyną „winą” jest, że są za małe zniżki na leki, a w przeważającej większości nie chcą prowadzić zabronionych, choć wysoce dochodowych interesów, np. reeksportu lub odwróconego łańcucha sprzedaży. Takich oporów nie mają niefarmaceuci. Dla nich to biznes jak każdy inny.

Co ciekawe, nikt nie protestuje, gdy lekarz lub właściciel firmy budowlanej, komisu samochodowego, sklepu, ma dom i samochód, a jego żona świetnie się ubiera i atrakcyjnie wygląda.

Jak silny jest wpływ niefarmaceutów na farmaceutów niech świadczy fakt, iż bardzo wielu z nas publicznie głosi pochwałę dla darmowego służenia ludziom, darmowej pracy, udzielania porad, namawiania do tańszych preparatów, gdy przecież jest to niekorzystne dla nas. Nie chodzi mi o te „Malediwy i Mercedesy”, ale o utrzymanie aptek jako takich. Aptek z kompetentnymi, bo doszkalającymi się magistrami, gdzie potrzebne leki będą od ręki, a nie wtedy, gdy firma farmaceutyczna zweryfikuje receptę, do czego przecież nie ma prawa. To droga donikąd.

Z jednej strony atrakcyjność wyglądu farmaceutek pokazuje ich umiejętność godzenia ciężkiej pracy z naturalnie kobiecym dbaniem o wizerunek. Z drugiej strony „uroda kosztuje” i jest [w reklamach] finansowana z pieniędzy tzw. biednych schorowanych emerytów. Reklamująca lek „właścicielka apteki” nie robi nic innego czyli zarabia i dba o siebie. I tak samo zrobią wszystkie kobiety prowadzące swoje firmy. A więc zabranie aptek farmaceut(k)om niczego nie zmieni w cenach leków, za to wiele zmieni w podejściu do etyki biznesu. Utrwali i wzmocni trend z aptek sieciowych: marki własne, koszyki sprzedażowe, tzw. „paragonówka”, nacisk koordynatora/menadżera, zamiast zatrudniania magistrów farmacji, niższe koszty osobowe dzięki technikom farmaceutycznym, często nie mającym matury, itd.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości słusznie zauważył, że farmaceuci prowadzący apteki robią to – jak każdy – dla zysku, ale ich zasady etyczne wyniesione ze studiów, dają wysoką gwarancję, że dobro pacjenta będzie wyżej w hierarchii dla nich, niż dla niefarmaceutów. To nie są przemyślenia chłopka-roztropka lub przekupki na targowisku. To są orzeczenia najwyższej klasy prawników europejskich.

Czy w takim razie zadbane kobiety kojarzone z apteką mają utrwalić wizerunek dostatniego życia krwiopijców-aptekarzy, aby wywrzeć na polskiego ustawodawcę wpływ, którego skutkiem będzie definitywne zlikwidowanie niezależnych aptek będących jeszcze w rękach farmaceutów? Tego nie wiem, ale wiem, że permanentnie i na różne sposoby odmawia nam się prawa do ich posiadania, prowadzenia, rozwijania, aby, jak jest w krajach rozumiejących korzyści (np. podatkowe) z istnienia klasy średniej, nasi farmaceutyczni potomkowie przejęli apteki po rodzicach. W firmach prywatnych rzadziej dochodzi do redukcji etatów, właściciel bardziej czuje się zobowiązany do dbania o personel, itp. (cytat z głowy za niemieckim ministrem zdrowia Egonem Bahrem, który w 2013 r. w kontekście AdA tak mówił o farmaceutach posiadających apteki). Tych aspektów pracy aptek indywidualnych żaden rząd nie powinien zignorować.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Kaczyński: będziemy wspierać polskich aptekarzy Kaczyński: będziemy wspierać polskich aptekarzy

„Poprzemy Was. W Polsce dokonuje się proces niszczenia polskich aptek i niszczenia tego zawodu” - po...

Otwarcie dające nadzieję Otwarcie dające nadzieję

Niecały tydzień temu w Jachrance, Delegaci na KZA zadecydowali o sporych zmianach personalnych w nas...

Jak odmawiać Jak odmawiać

Dwie najbardziej newralgiczne sytuacje, w których pacjent spotyka się z odmową ze strony farmaceuty ...