Erste Essen

3 lutego 2016 09:27

Usłyszałem skowyt. Myślałem przez chwilę, że to któreś z dzieci bawiących się na dole zrobiło sobie krzywdę. Ale nie! To był skowyt, który wydobył się z gardeł i klawiatur farmaceutów i farmaceutek przerażonych wypowiedziami wiceministra zdrowia, Pana Krzysztofa Łandy. Ktoś z internautów zapytał dramatycznie: „Panie Kaczyński, czy uważa Pan farmaceutów za idiotów?”. Przypuszczam, że może uważać. Przypuszczam także, że może mieć rację.

scream.png

O co ta gra?



Przez ostanie lata przywykliśmy epatować siebie i społeczeństwo górnolotnymi hasłami, przy czym nim bardziej górnolotne hasła, tym mniejsza ich skuteczność. Dobro pacjenta, Niezależność aptekarzy, Podtrzymanie kontroli państwa nad obrotem lekiem. Dajcie spokój. To nikogo nie obchodzi. Obchodzi za to bardzo wiele osób czterdzieści miliardów złotych rocznie obrotu na około ośmioprocentowej rentowności brutto. Obrót detaliczny w aptekach, pozaapteczny, farmacja szpitalna, badania kliniczne, obrót internetowy, suplementacja. Gra idzie o to, kto będzie ten obrót kontrolował oraz kto będzie czerpał z tego zyski. Inaczej mówiąc, czy uda nam się zarobić po około 100 tysięcy rocznie więcej per capita, czy nie? W takim rozumowaniu nie ma niczego niewłaściwego – bez samodzielnych, dobrze opłacanych farmaceutów nie będzie w Polsce nowoczesnej służby zdrowia. Nie będzie mądrych, profesjonalnych aptek. Nie zmienia to zupełnie faktu, że minister Łanda raz po raz nam tłumaczy, że w medycynie i farmacji będą obowiązywały zasady kapitalistycznej, brutalnej konkurencji, w znacznej mierze oparte na cenie usługi/produktu.



Kto tu rządzi?



Wiem, wiem. Jesteście rozczarowani. Przed wyborami parlamentarnymi obiecywano nam Węgry nad Wisłą. Tam faktycznie zaszły zmiany niezwykle korzystne dla aptekarzy, a długofalowo dla społeczeństwa i państwa. Pamiętajmy jednak, że tam radykalne rozwiązania były możliwe, bo poprzedni system się załamał. Zastosowano więc na Węgrzech coś, co nazywa się Doktryną Szoku. Tyle tylko, że a rebours!

W Polsce nie ma tak kryzysowej sytuacji ekonomicznej, społecznej i gospodarczej. 
Więc nawet Szanowny Pan Kaczyński musi brać pod uwagę, że jego władza, choć wyjątkowa w historii III RP, jest również ograniczona. Inaczej, władza w Polsce jest dalece rozproszona. Poza władzą polityczną istnieje wiele innych ośrodków decyzyjnych (media, biznes, kapitał, armia, obywatele). Powiedzmy to sobie szczerze, póki co Business Center Club ma większy wpływ na kształt farmacji w Polsce niż NRA. Oni mają swojego wiceministra zdrowia, my nie.



Skąd czerpać siłę?



To, jak będzie wyglądała polska farmacja zależy w głównej mierze od decyzji politycznych, a te tylko w wyjątkowych kwestiach są funkcją racji czy interesu społecznego. Polityka, jak wielokrotnie to powtarzałem, jest funkcją przede wszystkim siły. Często siły brutalnej i bezwzględnej – patrz protesty lekarzy i pielęgniarek. W ostatni weekend wybraliśmy nową Radę Naczelną i nową Panią Prezes. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to zmiana na lepsze, że reprezentować nas teraz będą ludzie o lepszym rozumieniu rzeczywistości, większej woli współpracy pomiędzy farmaceutami, zgrabniej poruszający się w meandrach komunikacji społecznej, posiadający albo potrafiący zebrać więcej twardych dowodów naukowych na poparcie własnych tez. Jest więc entuzjastycznie. Zwycięstwo odniesione w tak dobrym stylu da Państwu sporo energii i animuszu. Ale to może nie wystarczyć! Będziecie potrzebowali wsparcia każdego farmaceuty i farmaceutki dla własnych działań. Jeśli polityka jest funkcją siły, to nie osiągniecie niczego wartościowego, jeśli za Wami nie będzie stać kilkadziesiąt tysięcy aptekarzy.


Teraz prawdopodobnie Was zaskoczę. Trzy dni po wyborze nowych przedstawicieli dotarły do mnie pierwsze, bardzo wyraźne pomruki niezadowolenia ze strony farmaceutów. Przyjmijcie, bardzo proszę, do wiadomości fakt, że dla 75% naszych kolegów i koleżanek Apteka dla Aptekarza, obrót pozaapteczny, reeksport oraz walka o przestrzeganie 1% to nie są podstawowe problemy – jakkolwiek byłoby to krótkowzroczne i egoistyczne. Więcej! Jeśli za tymi działaniami nie pójdą równoległe starania o poprawę warunków pracy, a więc walkę z mobbingiem, zastępowanie farmaceutów przez personel niefachowy, nieprzestrzeganie zasady pełnej obsady w aptekach, nędzne i coraz gorsze zarobki, to polegniecie. Już dziś pojawiają się deklaracje: ,,Daje im trzydzieści, sto dni”. Zwróćcie uwagę, że na przykład walka o 1% może dla części farmaceutów oznaczać kłopoty. Jeśli na Dolnym Śląsku Inspektorat Farmaceutyczny zamknie sto nadmiarowych aptek, to statystycznie dwustu farmaceutów i farmaceutek w nich zatrudnionych straci część lub podstawę własnych dochodów. Nie zapominajcie więc, proszę, o pierwszej i podstawowej zasadzie polityki, także tej samorządowej: „Erste essen”. Po pierwsze: jeść! 




Mechanika protestu.



Wiele osób ufa, że wiele dręczących nas problemów uda się rozwiązać za pomocą miękkich środków: argumentacji, perswazji, negocjacji i rozmów. Nie można wykluczyć takiego scenariusza, choć jest on zdecydowanie mało prawdopodobny. Lekarze i pielęgniarki, ale też górnicy, rolnicy, nigdy niczego nie osiągnęli za pomocą tych środków. Łódzkie szwaczki przepadły w odmętach historii niezdolne do zorganizowanej walki. Zawsze za to tryumfowali Ci i Te, którzy posługiwali się dobrze zorganizowanym protestem. W naszym przypadku o taki protest będzie znacznie trudniej. Wynika to z kilku czynników obiektywnych: jesteśmy rozproszeni, jesteśmy zależni od pracodawców, nasza codzienna koegzystencja opiera się raczej na konkurencji niż współpracy. Nie jest on jednak zupełnie niemożliwy, tym bardziej że nie musiałby on przyjmować najbardziej radykalnych form, by być skuteczny. 
Musimy więc sobie zdać sprawę, z mechaniki protestu; co sprawia, że ludzie są w stanie podjąć walkę o swoje prawa? Jak pokazują różne doświadczenia warunkiem podjęcia działań nie jest bieda, nie jest nędza, nie jest nieszczęście. Jest dokładnie odwrotnie. Ludzie, wszyscy ludzie, podejmą współpracę, zorganizują się, a w końcu zaprotestują, gdy będą mieli nadzieję na zmiany. To jest najtragiczniejszy efekt fatalnego zarządzania aptekarstwem przez ostatnich 25 lat: Odebraliście nam nadzieję, że może być mądrzej, sensowniej, zasobniej. Jeśli więc samorząd chce poparcia rzesz farmaceutów, musi przywrócić nadzieję! Załatwcie jedną, dwie najpilniejsze sprawy szeregowych członków samorządu, a pójdą za wami w ogień. 

 


Turbo realizm.



Nie wiem, który z palących problemów uda się najszybciej rozwiązać. To Państwo będziecie spotykać się i negocjować z władzą, zderzać się urzędniczym murem oraz bezwładem państwa. Proszę jednak nie popełniajcie błędu fiksacji na jednym celu. Szanowny Pan Piotr Bohater, były już prezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej, w swoim wystąpieniu podsumowującym czteroletnią kadencję powiedział bardzo symptomatyczną rzecz: ,,(…) dopóki będzie chociaż jeden procent szansy, że uda się wprowadzić w Polsce zapisy, zgodnie z którymi co najmniej 51% udziałów w spółce prowadzącej aptekę będą musieli mieć farmaceuci – warto o to walczyć.” Nie, nie warto. To czysty hazard, gra Va Banque, w której 99 razy polegniesz nim odniesiesz sukces. Oczywiście przytoczony przeze mnie fragment wypowiedzi jest jedynie zgrabną figurą retoryczną. Ja nie wiem, jakie są szansę na wprowadzenie tego postulatu w życie, być może są bardzo wysokie – to przedstawiciele Samorządu będą musieli ocenić, policzyć. Chodzi mi jednak o to, byście nie marnowali czasu(!), energii i zasobów na walkę z góry skazaną na porażkę.
Bądźcie też elastyczni. Opór, który napotkacie, nie powinien Was w żadnym wypadku zniechęcać lecz zachęcać do poszukiwania niestandardowych, wręcz przewrotnych rozwiązań. Także wbrew sobie – to doskonały wyróżnik dojrzałości. 



Przykłady.



* jeśli MZ nie będzie potrafił lub chciał zwalczyć reeksportu, niech ten proceder zalegalizuje zapewniając równy dostęp podmiotów do deficytowych leków. Istotą problemu jest przecież w tym wypadku nierówna konkurencja. Osoby i firmy zajmujące się hurtową odsprzedażą leków, nie kupują przecież za te środki luksusowych aut i domów na Lazurowym Wybrzeżu, ale wykorzystuję je do zwalczania konkurencji.



* jeśli Państwo, MZ, Inspektorat nie uważacie samodzielnej pracy techników farmaceutycznych za problem i zagrożenie, to zjawisko to zalegalizujcie. Tak by popołudniami odpoczywać mogli wszyscy farmaceuci, nie tylko ci o stalowych nerwach.



* jeśli MZ nie będzie potrafiło zarządzać Inspektoratem oraz przeznaczyć odpowiednich środków finansowych i ludzkich, by umożliwić realną walkę z patologiami na rynku, to go zlikwidujcie. Po co komu taka fikcja?



* jeśli Inspektorat nie będzie chciał lub potrafił walczyć z niedozwoloną koncentracją aptek, to kartelizację zalegalizujcie. Nie ma niczego bardziej demoralizującego społecznie niż zmuszanie, tudzież zachęcanie obywateli do obchodzenia prawa.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Medialne wojenki o apteki… Medialne wojenki o apteki…

Tu oświadczenie, tam stanowisko, gdzie indziej apel i do tego jeszcze protest. Nieustannie trwa medi...

Czarne chmury Czarne chmury

Ostatnio mam wrażenie, że farmaceuci jak dotąd żyli w swoim bezpiecznym, lekko odosobnionym świecie,...

Fotodermatozy polekowe Fotodermatozy polekowe

W sezonie letnim, gdy z nieba leje się żar, a temperatura zachęca do odsłaniania coraz większych pow...