Zaczynając od samego początku – czego potrzebujemy, aby móc rozpocząć pracę w Norwegii?
Potrzebujemy tak naprawdę “tylko” autoryzacji dyplomu. Po przyznaniu numeru personelu medycznego w Norwegii, w zasadzie nikt do żadnych dokumentów nie zagląda, bo oznacza to, że norweskie Ministerstwo Zdrowia zatwierdziło twoje wykształcenie w tym zawodzie. Należy mieć ukończone studia w Polsce oraz przetłumaczony dyplom z uczelni razem z suplementem na język angielski. Dodatkowo potrzebne jest potwierdzenie z Naczelnej Izby Aptekarskiej, że jest się odpowiednio wykształconym, ma się prawo wykonywania zawodu i jest się w tym zawodzie czynnym.
Czy wymagany jest egzamin z języka bądź określony staż pracy?
Aby otrzymać samą autoryzację, nie potrzeba zdać żadnego egzaminu językowego. Kiedy ubiegałam się o autoryzację, dopiero co zaczęłam naukę języka. Zanim wyjechałam do Norwegii, pracowałam w Polsce jedynie pół roku, więc staż pracy z pewnością nie ma znaczenia – ma je raczej sam fakt bycia aktywnym zawodowo. Musiałam również uiścić składki do Izby Aptekarskiej oraz wykazać, że pracuję w aptece na co dzień.
Gdzie szukać pracy dla farmaceutów, którzy chcieliby wyjechać do Norwegii? Czy Pani zdaniem trudno jest zdobyć posadę?
Pracy należy szukać poprzez sieci aptek bezpośrednio na ich stronach (vitusapotek.no, boots.no, apotek1.no). Ponadto farmaceuci mogą również pracować w aptekach przyszpitalnych oraz na oddziałach – wtedy pracy można szukać poprzez najbardziej popularny serwis finn.no.
Powiedziałabym, że farmaceutów w Norwegii wręcz brakuje. Co chwilę słyszę o brakach, szczególnie w mniejszych miejscowościach, które są dla wielu mniej atrakcyjne pod względem zamieszkania – a takich jest tutaj zdecydowana większość! Jak już tylko wejdzie się na ten rynek i pozna jego specyfikę, to o pracę nietrudno.
Jak wygląda codzienna praca farmaceuty w norweskiej aptece?
Wszystko zależy od specyfiki apteki. Są takie, w których tylko się wydaje leki, a są takie – jak ta, w której sama pracuję – że ma się o wiele więcej obowiązków. Oprócz tego, co znane jest polskiemu farmaceucie, wykonujemy również zamówienia dla domów opieki. Są to całe listy lekarstw praktycznie każdego dnia. Moja apteka jest tak zwaną “apteką kontaktową” i wszystkie instytucje zajmujące się dostarczaniem leków dla mieszkańców swoich ośrodków przychodzą lub dzwonią do nas z zamówieniami. Wiąże się to na przykład z zamawianiem transportu do sąsiedniej miejscowości “na cito” oraz oczywiście przygotowaniem leku.
Najgorętszy temat ostatnich dni to szczepionka na grypę – w mojej aptece pracują aktualnie 3 osoby z uprawnieniami do podawania szczepionek (w tym ja). Dodatkowo sprawujemy pieczę nad pacjentami objętymi programem odwyku od opioidów. Dostają oni pod naszym nadzorem lek, który zmniejsza objawy z odstawienia i pomaga im wyjść z nałogu. Musimy więc pilnować, by lek był na stanie, przygotować kolejne dawki i być gotowym na ewentualne zmiany w dawkowaniu. Poza tym mamy swoje kampanie marketingowe, szkolenia on-line, odpowiadamy na telefony, odpisujemy na maile, pilnujemy zamówień na leki dla stałych pacjentów, w razie wątpliwości co do recept kontaktujemy się z lekarzami. Robimy dużo, ale podział obowiązków jest jasny i każdy wie, co ma robić.
Skoro już o szczepionkach mowa, to czy każdy farmaceuta może podawać szczepionki? Czy pacjenci często korzystają z możliwości zaszczepienia się w aptece?
Zarówno farmaceuci, jak i technicy po przejściu odpowiedniego szkolenia mają uprawnienia do podawania szczepionek nie-żyjących lub nieaktywnych. Szkolenie w tym zakresie odbywa się raz w roku przed sezonem grypy i każdy może w nim wziąć udział, jeśli ma ochotę. Pacjenci korzystają z tego coraz chętniej i od wprowadzenia programu w 2018 roku zaszczepionych w aptekach przybywa. Dziennie mamy po kilka takich osób. Sama jestem fanką tego rozwiązania – uważam, że to bardzo wygodne przyjść do apteki, zapłacić, dostać szczepionkę i mieć sprawę z głowy – żadnego umawiania się i czekania na termin w przychodni. Oczywiście w razie jakichkolwiek wątpliwości zarówno ze strony pacjenta czy szczepiącego, osoba jest odsyłana do lekarza rodzinnego.
Czy w Norwegii istnieje receptura apteczna?
Nie. Jedyne, co robimy, to dodajemy wodę do antybiotyków w proszku. Jeśli pojawia się recepta na lek robiony, to musimy ją wysłać do Oslo.
Co z opieką farmaceutyczną? Czy wszyscy farmaceuci mogą pełnić tego typu usługi?
Nie nazywa się tego w ten sposób, ale wykonujemy dużo usług, które jak najbardziej moim zdaniem zaliczają się do opieki farmaceutycznej. Mamy na przykład “medisinstart samtale” – polega to na dwóch spotkaniach z pacjentem zaczynającym lek np. na nadciśnienie. Taka rozmowa jest darmowa dla pacjenta i dopasowana do jego potrzeb. Oczywiście ten program, jak i wiele innych, jest bardzo usystematyzowany i trzeba przejść szkolenie, by tę usługę móc wykonać zgodnie ze standardami i wymaganiami. Dodatkowo często kontaktujemy się z lekarzami, by wyjaśnić lub zakomunikować ewentualne interakcje między lekami.
Czy było coś takiego, co zaskoczyło Panią po kilku pierwszych dniach pracy w Norwegii?
Wydaje mi się, że cierpliwość i ogólnie łagodne nastawienie pacjentów. Nie spotkałam się do tej pory z nieprzyjemnymi sytuacjami w Norwegii, które w Polsce miały miejsce na porządku dziennym. Wszyscy są ogólnie mili i nawet jeśli coś pójdzie nie tak, reakcja jest o wiele łagodniejsza. Drugie zaskoczenie to ogromne ograniczenie asortymentu. Nie potrafię zliczyć, ile razy miałam w głowie coś dobrego do polecenia na przedstawiony problem, nie mogąc pokazać leku czy preparatu, bo… istnieje on w Polsce, ale nie w Norwegii.
Jedną z kwestii, które interesują osoby chcące wyjechać do pracy za granicę są oczywiście zarobki. Jak to wygląda w norweskiej aptece? Czy wraz ze wzrostem stażu pracy możemy liczyć na wyższe wynagrodzenie?
Średnia wysokość zarobków jest dobra i jak najbardziej rośnie z każdym rokiem. W Norwegii jest coś takiego, jak “indeks regulering” – regulacja wynagrodzenia wynikająca z inflacji, czego nie powinno się do końca traktować jak podwyżki. Dodatkowo można oficjalnie się umówić z pracodawcą na rozmowę o wypłacie. Jest się wręcz do tego zachęcanym. Oczywiście każda zmiana miejsca pracy powoduje, że wskakuje się na wyższy poziom zarobków i to jest fajne.
Jakie są Pani zdaniem zalety oraz wady norweskich aptek?
Wada to wspomniane ograniczenie asortymentu – na części samoobsługowej mam wrażenie, że brakuje mi tak wielu preparatów, z którymi mogłabym pracować. Kiedy do wyboru ma się dwa produkty, to niby łatwo jest wybrać. Natomiast z drugiej strony, jeśli coś się kupuje, bo nie ma się innego wyboru – to trochę słabo. Mały asortyment jest również zaletą, tutaj nie mamy całej ściany z magnezami – tym samym nie ma naciągania konsumenta/pacjenta na tanie reklamowane wersje suplementów na wszystko bez żadnej wartości dla kupującego, poza stratą pieniędzy. Zaletą jest również ogromny wachlarz usług, jakie możemy oferować. Czyni to pracę bardzo ciekawą i czuję, że mogę swoją fachową wiedzę wykorzystać w praktyce. Nie można nie wspomnieć o łatwości obsługi systemu aptecznego. Przyjęcie całego towaru na stan jednym kliknięciem, zamiast ręcznego wprowadzania go do komputera, to coś, co lubię!
Serdeczne podziękowania dla Pani Andżeliki Bieńkowskiej za podzielenie się informacjami na temat pracy w aptece w Norwegii.










