Odnoszę wrażenie, że farmaceuta w aptece jest po trosze lekarzem pierwszego kontaktu, który diagnozuje i od razu leczy, po trosze psychologiem, który wysłucha o codziennych troskach i problemach, po trosze lokalną bazą danych, którą należy informować w kolejce co w trawie piszczy, po trosze przyjacielem, który pocieszy, że choroba szybko minie, a ceny na pewno zmaleją. Skąd jednak ma czerpać na to wszystko siłę?
System pracy w aptece nie należy do łatwych – zmianowość, brak stałego grafiku, ruchome dni wolne, często praca pod presją, nierzadko trudne rozmowy z pacjentami. Przyzwyczajeni jesteśmy słyszeć, że obciążenie psychofizyczne towarzyszy kontraktowym pracownikom wielkich korporacji, lecz czy my nie jesteśmy narażeni na wielokierunkowe czynniki mające negatywny wpływ na nasze samopoczucie? Jak z tym wszystkim wciąż stać na wysokości zadania i fachowy wypełniać obowiązki farmaceuty?
Nie zapominajmy, że nie samą pracą żyje człowiek – zdecydowana większość z nas nie umie w stu procentach rozdzielić emocji związanych z życiem zawodowym od tych, dotyczących życia prywatnego i przenosi emocje z jednej płaszczyzny na drugą. Skutkować to może pogorszeniem relacji w domu, więzi z bliskimi, niezrozumieniem ze strony ukochanej osoby, która niewspółmiernie słabiej może angażować się w przeżywany przez nas problem. Z drugiej strony niezamknięte sprawy w związku czy problemy z wychowaniem dzieci mogą w prosty sposób rzutować na naszą wydajność w pracy. Jak więc z tym sobie radzić?
Przede wszystkim należy dać sobie prawo do gorszego dnia. Albo nie – tak naprawdę do powiedzenia sobie wprost, że nie mamy nad wszystkim kontroli – i nie próbujmy mieć! To raczej mało prawdopodobne, by zarwać noc z powodu choroby dziecka, pracować jak przodownik pracy przez osiem godzin, po czym wrócić do domu i uwodzić partnera niczym najlepszy kochanek – a to wszystko na pełnych obrotach. Każdego z nas dopada bycie tylko człowiekiem, bez supermocy, których często się od nas oczekuje. Farmaceuta nie powinien się mylić, nie powinien chorować, powinien zawsze wiedzieć, co pacjentowi dolega, doradzić najtańszy i najskuteczniejszy lek i z niesłabnącym uśmiechem witać kolejnych zainteresowanych „dzień dobry” od progu. Nie zawsze mamy jednak ochotę powiedzieć, że ów dzień do tych dobrych należy. Wtedy warto po prostu nie próbować tego udźwignąć.
Każdy ma prawo być tylko i aż człowiekiem. Poprośmy więc pacjenta o dodatkowe parę minut na wyszukanie zagubionego leku, porozmawiajmy z kierownikiem o odłożeniu zaplanowanego zadania na jutro, a po powrocie do domu nie próbujmy na siłę zrobić e-szkolenia, tylko weźmy do ręki dobrą książkę albo spędźmy cały wieczór na kanapie przerzucając leniwie kanały. Czasem poczucie, że nie można „tyyyyyle” jest przytłaczające. Lecz zaraz powinno się pojawić przekonanie, że moje dzisiejsze „tyle” jest i tak tyyyyyle większe od tego, co na co dzień robią inni. I znów możemy czuć się jak superbohater 🙂










