Farmaceuta to nie tylko aptekarz

22 czerwca 2016 09:20

Dotychczas pochylałem się nad problemami aptekarzy – o tym, co robi reklama, dlaczego nie możemy nieraz pracować w zgodzie z własnym sumieniem czy wreszcie jak można postrzegać sieciówki poprzez pryzmat korzyści. Według mnie farmaceuta to jednak nie tylko aptekarz.

farmaccc.png

To unikalny twór, który światły umysł wykorzystuje nie tylko by przetwarzać zdobyte już informacje, ale by tworzyć. Odkrywać. Próbować. By ostatecznie stworzyć coś, co pozwoli mu się zapisać złotymi zgłoskami na kartach historii. Niewielu się to udało, patrząc na tysiące, które swój żywot spędziły do końca swoich dni w murach aptek. Ale czy tych kilkoro nie powinno być przykładem by mierzyć dalej?

Zaczynając od naszego podwórka, nie chcę przywoływać postaci rzędu Ignacego Łukasiewicza czy Tadeusza Pankiewicza – ich losy nadają się na oddzielny artykuł i powinny być wzorem do naśladowania w ludzkim tego słowa znaczeniu, lecz dziś nie w tym rzecz. Przejdę więc do dwóch historii, których wspólnym mianownikiem są determinacja i sukces. Zenon Ziaja jak wielu ambitnych uczniów widział się w roli lekarza. Brak jednego punktu spowodował, że aplikował „oczko niżej” – znana jest bowiem wśród niedoszłych studentów medycyny praktyka, by na przeczekanie wybrać studia farmaceutyczne. Po ukończeniu pracował nawet jako kierownik jednej ze szpitalnych aptek, jednak czuł, że może więcej. Zaczął produkować z żoną-farmaceutką… krem oliwkowy. Obecnie jego firma zatrudniająca ponad 1200 pracowników eksportuje preparaty na ponad 30 zagranicznych rynków. Młodsza koleżanka po fachu miała nawet więcej szczęścia. Irena Szołomicka po ukończeniu farmacji na warszawskiej Akademii Medycznej (w zastępstwie za medycynę, na którą podobnie jak Ziaja się nie dostała) obroniła doktorat na prestiżowym Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Po odejściu z państwowych zakładów farmaceutycznych stworzyła swoje przedsiębiorstwo, które w ciągu 33 lat istnienia stało się nie tylko świetnym biznesem, ale nie zatraciło charakteru ośrodka badawczego, o który dr Irena Eris walczyła – kilkanaście patentów, publikacje w czasopismach międzynarodowych i członkostwo w światowych organizacjach naukowych.

Gdy wyjrzymy za Odrę (używając tego określenia mam na myśli całą resztę świata na zachód od tej rzeki) okazuje się, że kreatywność farmaceutów dawała o sobie znać dużo wcześniej. Oczywiście, niemal każdy zna historię stworzenia legendarnej Coca-Coli przez amerykańskiego farmaceutę Johna Pembertona – jego specyfik na ukojenie nerwów na bazie liści koki i orzeszków kola przyniósł mu należyte miejsce w historii (mało kto wie, że twórcą konkurencyjnej Pepsi był także farmaceuta, Caleb Bradham, który wierzył, że jego napój… wspomaga trawienie, stąd nazwa nawiązująca do pepsyny). Z perełek warto nadmienić, że jako farmaceutka pracowała również Agata Christie, opisując leczone przypadki zatruć w swoich późniejszych powieściach, zaś Henri Nestlé nim założył jedną z największych korporacji świata, stworzył recepturę mleka skondensowanego, pracując jako aptekarz. Wracając jednak do tych, którzy chcieli czegoś więcej, warto wymienić trzech, a byli nimi: Paul Carl Beiersdorf, Oskar Troplowitz i Eugène Schueller. Ten pierwszy, po nieudanym interesie z dermatologiem Paulem Unną, stworzył Beiersdorf Company, które po opatentowaniu przez swojego założyciela-farmaceutę nowego typu plastra na bazie gutaperki zostało przemianowane w istniejący do dziś koncern Beiersdorf AG. Osiem lat później sprzedał jednak przedsiębiorstwo drugiemu wymienionemu farmaceucie, który – co ciekawe – po praktyce aptekarskiej w takich miastach, jak Poznań czy Wrocław – osiedlił się w Altonie, gdzie poświęcił życie rozwojowi farmaceutyków, jak samoprzylepny plaster, pasta do zębów czy osławiona na całym świecie Nivea (stworzona dzięki współpracy z prof. Unną – jaki ten świat mały…). Jeszcze przez I wojną światową lokalny interes rozszerzył swój zasięg na cztery kontynenty. Ostatni wymieniony członek mobilnego grona rozpoczął swoją karierę (po ukończeniu farmacji oczywiście) od stworzenia nowego sposobu koloryzacji włosów, nazwanego… Oréale. Dwa lata po swoim wynalazku założył Société Française de Teintures Inoffensives pour Cheveux, a 77 lat od tego wydarzenia, w dniu dzisiejszym, jego córka Liliane Henriette Charlotte Schueller Bettencourt jest najbogatszą kobietą świata, władającą marką L’Oréal.

Nie sądzę, by takie nazwiska, jak Troplowitz, Szołomicka-Orfinger czy Schueller kiedykolwiek obiły się zwykłym aptekarzom o uszy. Ja nie słyszałem o nich na studiach. A szkoda. Bo mówiąc o nich, może szybciej uświadomiłbym sobie, że farmaceuta to potężne słowo. Że farmaceuci w pewnym stopniu nadali kształt obecnej rzeczywistości. Że to ludzi twardzi, zdolni do poświęceń, dla których bardziej liczyło się (czy nadal się liczy? tego nie wiem…) osiągnięcie zamierzonego celu niż zgarnianie osobistych pochwał. Jednak kiedy patrzę, jak krem L’Oréal czy balsam Nivea podaje mi aptekarz, nie zawsze widzę w nim farmaceutę, jakim byli tamci. Dlaczego coraz częściej zgadzamy się jedynie egzystować pośród aptecznych półek zamiast próbować coś zmienić? Nie sądzę, bym był w stanie stworzyć cudowny specyfik, ale spróbuję zmienić co mogę. Zacznę od nastawienia ludzi, że farmaceuta, to nie tylko aptekarz. Że można widzieć farmację nie tylko w obrazie tradycyjnej apteki. Że jeszcze wiele przed nami do zrobienia. Że farmaceuta jest tu dla innych, a nie oni dla niego. Pamiętajmy o tym, bo czasem mam wrażenie, że jedyne czego szukamy, to potwierdzenia, że ukończone ciężkie studia zasługują same w sobie na pochwałę. To dopiero początek długiej drogi. To, co zrobimy z tym bagażem zależy tylko od nas. A zatem, szczęśliwej podróży, Drogi Farmaceuto! 🙂

Cogaiseoir

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Martwe prawa Martwe prawa

Martwe prawo to takie, którego nikt nie respektuje, a za jego łamanie nie grozi żadna kara. Niestety...

Idealny na zimę – owoc dzikiej róży Idealny na zimę – owoc dzikiej róży

Owoc róży (Rosae fructus, Rosae pseudofructus, kiedyś owoc szypszyny czyli Fructus Cynosbati) tak na...

Z pamiętnika najemnika, czyli wynurzenia takiego jednego Z pamiętnika najemnika, czyli wynurzenia takiego jednego

Studia zacząłem w 1995 roku. Podobnie jak „Mój Poważany Wielce” kolega, na początku myślałem o byciu...