Magazyn mgr.farm

Farmaceuta w Irlandii: Jak znalazłam pracę w Irlandii?

28 lutego 2018 12:16

Moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna została zaaranżowana w ciągu dosłownie dwóch godzin. Ledwo się oporządziłam i zaplanowałam, jak dojechać na miejsce. Niestety, spotkałam się ze sporym brakiem zrozumienia ze strony właścicieli (przedsiębiorców), którzy oferowali stawkę 20% niższą niż standardowa stawka dla farmaceuty wchodzącego na rynek…

Z mojego doświadczenia wnioski są dwa: nie należy składać swojego losu całkowicie w ręce agencji i nie należy się zniechęcać.  (fot. Shutterstock)

Przez weekend wysyłałam CV, jest poniedziałek przedpołudnie, nagle dzwoni telefon, numer z irlandzkim prefiksem, serce zaczyna bić szybciej – ODDZWANIAJĄ Z OGŁOSZENIA! I tak moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna została zaaranżowana w ciągu dosłownie dwóch godzin. Ledwo się oporządziłam i zaplanowałam, jak dojechać na miejsce. Niestety, spotkałam się ze sporym brakiem zrozumienia ze strony właścicieli (przedsiębiorców), którzy oferowali stawkę 20% niższą niż standardowa stawka dla farmaceuty wchodzącego na rynek i oczekiwali, że Kierownik zapozna mnie z funkcjonowaniem apteki w kilka godzin (sic). Wiedziałam, że się nie dogadamy, ale nie od razu Rzym zbudowano, więc zadowolona, że zdobyłam pierwsze doświadczenie odnośnie przebiegu rozmowy kwalifikacyjnej wróciłam do domu.

Wkrótce zaczęły kontaktować się ze mną agencje, które rekrutują zarówno na stanowiska locum (patrz cz. II cyklu), jak i na etat. Chcę zaznaczyć, że to popularna droga rekrutacji w Irlandii – rzadko które ogłoszenie wiodło bezpośrednio do pracodawcy. Dwie agencje po wstępnych rozmowach przez telefon lub osobiście nigdy nie skontaktowały się ze mną ponownie. Trzecia zaproponowała spotkanie połączone ze szkoleniem z jednego z programów komputerowych. Znałam go z pobytu w szpitalu w ubiegłym roku, ale chętnie przypomniałam sobie co i jak. W końcu inny nacisk kładzie się w aptece szpitalnej, gdzie nowi pacjenci pojawiają się dwa razy w tygodniu, a inny w aptece otwartej, gdzie nowi pacjenci przychodzą codziennie i każdego trzeba przypisać do odpowiedniego systemu odpłatności.

Agencja zapewniła mi dwa dni bezpłatnego stażu w różnych aptekach. W jednej czułam się jak typowy stażysta, nadrabiając zaległości w papierach. W drugiej pomagałam wydawać leki, co miało dużo więcej sensu i praktycznego zastosowania. Zostałam umówiona na rozmowę kwalifikacyjną, która przebiegła pomyślnie i zaoferowano mi pracę. Cała w skowronkach, nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Szukałam pracy całe cztery dni i to już koniec niepewności? Ano nie, w piątek rano kierownik mojego niedoszłego miejsca pracy zadzwonił, że sobie wszystko przemyślał i jednak nie ma dla mnie pracy.

Wkrótce straciłam zaufanie do agencji, która umawiała szkolenia i odwoływała je na dwie godziny przed i której przedstawiciele przekonywali, że miesiąc pracy za darmo mnie nie ominie, bo kto zatrudni osobę bez irlandzkiego doświadczenia. Zaczęłam szukać pracy sposobem bardziej tradycyjnym – roznosząc swoje CV. Chociaż żadna z aptek się ze mną nie skontaktowała, to w jednej z aptek pracowała farmaceutka Polka, która kilka dni później zadzwoniła do mnie z kilkoma dobrymi radami. I choć wtedy już pracę miałam, byłam jej wdzięczna za to, że przejęła się losem obcego dziewczęcia.

Półtora tygodnia od rozpoczęcia poszukiwań, wysłałam CV do jednej z sieci w odpowiedzi na ofertę na jej stronie internetowej i dwa dni później wybrałam się na rozmowę kwalifikacyjną. Co ciekawe, jedna z agencji, która się ze mną skontaktowała rekrutowała na to stanowisko, ale widocznie nie uznali mnie za odpowiednią. Dostałam tę pracę, choć na rozmowę wpadłam prawie spóźniona i zziajana (wysiadłam na złym przystanku). Myślę, że zaważyło doświadczenie zdobyte na stażu w szpitalu, znajomość oprogramowania i dobry angielski. Firma zaoferowała mi miesięczny płatny trening w jednej ze spokojniejszych aptek, która nota bene była zlokalizowana blisko mojego miejsca zamieszkania, a potem rok w aptece docelowej. Jak to bywa w takich sytuacjach, jak dostałam pracę, to dopiero zaczęły się telefony z zaproszeniami na rozmowy. Nie żartuję, w ciągu kilku godzin trzy inne podmioty skontaktowały się z zaproszeniami na rozmowę.

Z mojego doświadczenia wnioski są dwa: nie należy składać swojego losu całkowicie w ręce agencji i nie należy się zniechęcać. Nawet jak w danym tygodniu nie osiągnęło się nic poza umówieniem na jedną rozmowę, to po pierwsze ta rozmowa może zmienić wszystko, a po drugie w piątek o piętnastej mogą się skontaktować trzy inne osoby!

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

ZORZ nowy system który niczego nie zmienia! ZORZ nowy system który niczego nie zmienia!

Z dniem 31 sierpnia dotychczasowy system zgłoszeń odmów realizacji zamówienia przestanie funkcjonowa...

Bohaterski czyn magistra farmacji Bohaterski czyn magistra farmacji

Jak donosi lokalna gazeta i naoczni świadkowie, w czwartek, około godziny 16:00, magister farmacji G...

Zioło dla diabetyka – morwa biała Zioło dla diabetyka – morwa biała

Morwa biała (Morus alba) to pochodzące z północnych Chin drzewo z rodziny morwowatych, dorastające n...