Pomagam znajomym i pomagam też obcym ludziom, którzy czasami mnie zaczepiają słowami „Ja panią kojarzę. Pani to chyba w aptece pracuje, a skoro już panią spotykam to ja chcę się poradzić…” W tym wszystkim brakuje mi czasami pytania „Czy ma pani czas” „Czy mogę” itd. jakby to było takie oczywiste, że w danym momencie masz czas i chęć, aby służyć pomocą. Chcesz czy nie, masz czas czy nie to i tak pomożesz, bo większość farmaceutów ma w sobie potrzebę pomagania innym i. Nie mamy z tego, żadnej wymiernej korzyści, a jedynie niewielką satysfakcję i poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Z drugiej strony czasami się zastanawiam czy prawnicy, lekarze czy nawet wróżki udzielają darmowych porad tak samo chętnie jak farmaceuci czy może tylko przedstawiciele naszego zawodu dają się tak wykorzystywać? A może tak po prostu mamy i lubimy bezinteresownie pomagać innym?
Istnieje jednak pewna granica, kiedy należy powiedzieć „stop”, bo inaczej pacjenci dosłownie wejdą na głowę. O tym przekonałam się na stażu. Kierowniczka i jednocześnie mój opiekun nie miała w zwyczaju noszenia plakietki z imieniem i nazwiskiem w obawie „zidentyfikowaniem”. Zdarzało się, że pacjenci spisywali imię i nazwisko z plakietki i wertowali książkę telefoniczną w poszukiwaniu prywatnego numeru telefony (niektórzy mają jeszcze telefony stacjonarne i stare książki telefoniczne). Efekt był taki, że dzwonili do domu, czasami nawet w środku nocy z prośba o poradę i nie widzieli żadnej niestosowności w takim zachowaniu. Bo jeśli jesteś farmaceutą, masz swoją aptekę to masz według niektórych obowiązek udzielać porad także w nocy i w dni świąteczne. Dlaczego? Bo przecież „Jestem stałym pacjentem i zawsze u pani kupuję”.
Staż minął, a ja na skutek różnych zawirowań w moim życiu trafiłam do mniejszego miasta gdzie prawie każdy każdego zna. Tutaj również przekonałam się, że bycie farmaceutą nie ogranicza się do 8 godzin w pracy. W czasie wolnym też jesteś farmaceutą, więc tobie „nie wypada” pić, palić czy przeklinać na forum publicznym. Niektórzy uważają, że farmaceuta to oaza spokoju i opanowania, osoba poważna, o wysokiej kulturze osobistej i w niektórych przypadkach można powiedzieć wręcz nudna i przewidywalna. Odbieganie od tego schematu powoduje, że człowiek staje się obiektem plotek, dlatego miejscowi farmaceuci, jeśli chcieli się zabawić to robili to raczej dyskretnie i to w kameralnym gronie. W większych miastach gdzie łatwiej o anonimowość takiego problemu nie ma i farmaceuci bawią się tak samo jak zwykli „zjadacze chleba”. Możesz pić, możesz palić i przeklinać, odwiedzać kasyna i kluby ze striptizem i nikt ci nie będzie wytykał, że tobie nie wypada, bo jesteś farmaceutą.
Mówią, że farmaceuta to zawód z misją, a naszym głównym źródłem satysfakcji jest pomaganie innym, ale bycie farmaceutą to też bycie człowiekiem, a człowiek ma prawo do zabawy, czasu wolnego, odpoczynku i świętego spokoju. Tyle w teorii, bo w praktyce jeśli jesteś farmaceutą, to jesteś nim czasami przez 24h na dobę.










