Mia Clase i Lina Nertby połączyły siły w poszukiwaniach rzetelnych źródeł, rozmawiały z wieloma specjalistami i testowały na sobie różne specyfiki. Ostatecznie doszły do wniosku, że kluczem do sukcesu są zdrowe jelita, pełne dobrych bakterii. Chcąc dzielić się wiedzą i doświadczeniem – założyły bloga Food Pharmacy. Po sukcesie w sieci powstała książka.
Głównym celem książki jest wyjaśnienie w przystępny sposób jak jedzenie wpływa na nasz stan zdrowia – dlaczego tak ważna jest odpowiednia flora jelitowa, w jaki sposób zaburzenia jej równowagi powodują stan zapalny i wpływają na odporność oraz co, jak i w jakich ilościach należy jeść, żeby utrzymać dobre samopoczucie i zapewnić sobie zdrowie. Brzmi jak kolejna pozycja w morzu podobnych pseudonaukowych rozważań o bardzo popularnym ostatnio temacie zdrowego żywienia? Tak jest. Ale jest kilka rzeczy, które ją wyróżniają.
Prawdziwe, potwierdzone naukowo podstawowe założenie. Za dobry stan zdrowia odpowiada kondycja jelit, stan flory bakteryjnej i zbilansowana dieta, co jest znanym faktem, potwierdzonym w wielu badaniach naukowych. Autorki powołują się na nie i są to źródła wiarygodne, co jest miłym zaskoczeniem w tego typu literaturze. Więc zaczynamy czytanie ze świadomością, że rzeczywiście może w środku znajdziemy przydatną, popartą badaniami wiedzę.
Próba merytorycznie poprawnego podejścia do tematu. Jeśli chodzi o fundamentalne zasady, nie ma zastrzeżeń. Wprawdzie brak odnośników w tekście, ale bibliografia zamieszczona jest na końcu książki i bardziej dociekliwy czytelnik może sprawdzić prawdziwość przytaczanych faktów. Są prawdziwe. I właściwie merytorycznie byłoby naprawdę nieźle, gdyby nie brak źródeł na dwa proponowane pomysły, które wydają mi się szkodliwe (zalecanie pomijania śniadań i stosowanie okresowych postów) oraz malutkie błędy tu i ówdzie, jak stwierdzenie, że „jednym z genów, które najszybciej wywołują stan zapalny, jest COX-2”. Albo: „można powiedzieć, że tłuszcze o krótkich wiązaniach węglowych stanowią mniejsze obciążenie dla organizmu niż te, zbudowane z długich łańcuchów”. To drobiazgi, których niemedyczny czytelnik nie dostrzeże, ale komuś, kto zna temat rzucą się w oczy. Czy to brak dobrego przygotowania autorek czy raczej błąd tłumacza? Przez to książka traci na wiarygodności.
Powołanie na istniejący autorytet. W celu podniesienia nieco utraconej wiarygodności autorki używają starego, dobrego zabiegu – często powołują się na opinię autorytetu, prof. Stiga Bengmarka. Plusem dla lektury jest fakt, że taki człowiek rzeczywiście istnieje i naprawdę jest emerytowanym specjalistą, tak jak to opisano w książce. Firmuje też swoim nazwiskiem produkt, który można zakupić na stronie bloga – kapsułki z probiotykami. Ciekawe, co było pierwsze – pomysł na biznes suplementowy czy na bloga i książkę?
Niestandardowy układ książki i specyficzny sposób przekazywania informacji. Narracja jest prowadzona bardzo prostym, wręcz infantylnym językiem, a w tekście opis merytoryczny przeplata się ze śmiesznymi anegdotkami lub zabawnymi porównaniami (np. bakterie patogenne są porównane z Darthem Vaderem, a korzystne dla organizmu z Lucasem Skywalkerem), co przez chwilę jest interesujące ale szybko robi się nudne, sztuczne i naciągane. Dodatkowe opisy scen z życia autorek dają wrażenie przerwania ciągłości i sensu treści. Czytamy o mechanizmie insulinowym regulacji poziomu cukru we krwi, a tu nagle tekst o tym jak Mia i Lina siedzą nad wodą i rozmawiają o macierzyństwie. Pozostawia dziwne wrażenie niespójności treści. Do tego nieciekawe wrażenie pozostawiają wymuszone żarciki, pojawiające się w momentach, gdzie opisywane jest jakieś zjawisko fizjologiczne, które odciągają uwagę od pewnych nieścisłości w opisie.
Docelowym odbiorcą tej książki jest każda osoba – niezależnie od wykształcenia treść ma zainteresować, przekonać i zachęcić do wypróbowania zdrowych przepisów. I rzeczywiście – zainteresował mnie fenomen popularności tej pozycji, podobała mi się próba merytorycznego podejścia do tematu, choć niezupełnie udana. Wypróbowałam przepisy – dania w większości wyszły okropne w smaku. Wyjątek – chipsy jarmużowe i granola – pycha. Dowiedziałam się kilku nowych i przydatnych rzeczy, ale poza tym było nudno i męcząco. Książka dobra dla nowicjuszy w temacie zdrowego odżywiania. Dla farmaceutów bardziej jako ciekawostka.










