REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 29 lipca 2015, 08:01

Generyk farmaceuty w Aptece za Rogiem

Nie od dziś wiadomo, że prawo to kwestia umowna. Dzięki tej właśnie umowności i ogromnej dozie subiektywizmu, całe zastępy prawników mają zapewnione dożywotnie środki na utrzymanie, wikt i opierunek. Niestety, oznacza to także całkiem niezły bałagan, bo tam gdzie kucharek, ustaw lub ich interpretacji sześć, tam łatwo można dać się zwieść.

Nikt nie napisał jeszcze takich regulacji, które nie budziłyby wątpliwości. Zawsze znajdzie się sformułowanie, wtrącenie czy zwrot, który będzie można interpretować na kilka różnych sposobów. Trzeba jednak wobec niejasności i nieścisłości zająć wspólny front. A to nie zawsze jest najłatwiejsze. Problem tego rodzaju dotyka właśnie kwestię realizacji recept.

REKLAMA

Coraz częściej bowiem okazuje się, że poprawność recepty jest rzeczą umowną. Nie zależy od zapisów prawa farmaceutycznego, nie zależy od ustawy o receptach, jest natomiast silnie powiązana z osobą wydającą lub sprawującą nad nią kontrolę.

Ta sama recepta okazana w kilku różnych aptekach tej samej dzielnicy może zostać zrealizowana na kilka różnych sposobów. Biorąc pierwszy z rzędu zapis „Clexan” zamiast prawidłowego „Clexane”, pacjent może w zależności od osoby wydającej lek otrzymać go ze zniżką, otrzymać z pełną odpłatnością lub nie otrzymać w ogóle. Logika i sens zrobiły sobie długie wakacje.

Weźmy na tapetę inny problem. Część szpitali drukuje już swoim lekarzom recepty, na których numer prawa wykonywania zawodu zakodowany jest w ciągu innych cyfr. Formalnie więc znajduje się na recepcie, jest dostępny po wczytaniu kodu, ale patrząc tylko na samą receptę nie jesteśmy w stanie odczytać, które cyfry z ciągu stanowią właściwy numer, a które są dodatkami (jeśli nie znamy rzecz jasna algorytmu kodowania). I znów tutaj część aptek nie widzi problemu, inne natomiast stają okoniem i nie realizują recept bez jasno wpisanego numeru PWZ, a więc bez przybitej w tym przypadku pieczątki. Co w odpowiedzi mogą usłyszeć?

REKLAMA
REKLAMA

– A to dziękuję. Pójdę sobie do tej apteki za rogiem, tam NIGDY nie robią problemów.

W aptece za rogiem zawsze wydają też antybiotyki i Ketonal bez recepty, mają wszystkie leki dostępne od ręki, a także nie zadają zbyt wielu, zbyt intymnych pytań. Na hasło „Poproszę coś na ból trzustki” od ręki dostaje się panaceum na trzustkę, a nie zestaw trudnych pytań w stylu „Czy choruje Pan na trzustkę? Nie? A może mi Pan opisać ten ból?” Pacjenta boli trzustka, ma wszak łączność ze swoimi wnętrznościami i wie lepiej. Koniec tematu.

Problem jednak jest dużo głębszy, niż kilka sporów nad stolikiem znajomych farmaceutów. Odmowa realizacji w jednej aptece bowiem, a przyjęcie tej samej recepty bez słowa zająknięcia w innej sprawia, że pacjent czuje się zdezorientowany, sfrustrowany i zagubiony. To samo dzieje się, gdy leki na receptę są ściśle kontrolowane w jednym punkcie i rozdawane hojną ręką w innym. Chory zostaje postawiony w sytuacji dziecka, któremu mama zakazuje zeskakiwać z huśtawki, tata zaś gorąco do tego zachęca. Komu wierzyć? Kto ma rację? Skoro sami farmaceuci nie są zgodni między sobą, może poszukam wiarygodnych informacji w Internecie? Tam już wszystko wiedzą i nigdy nie mają wątpliwości.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA