REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 31 stycznia 2017, 11:25

Historia kołem się toczy

My farmaceuci poświęciliśmy swoje życie nauce i poznawaniu nowych leków, przełomowych specyfików i innowacyjnych terapii, aby swoją wiedzą umożliwiać pacjentom dostęp do najskuteczniejszej w ich przypadku kuracji. Z biegiem lat farmaceuta przestał być tylko specjalistą od leku roślinnego i ludowych preparatów, stając się profesjonalnym doradcą w dziedzinie leku syntetycznego i substancji na miarę dwudziestego pierwszego wieku.

Farmaceuta będzie mógł odbyć szkolenie specjalizacyjne w dziedzinie zdrowia publicznego w trybie rozporządzenia Ministra Zdrowia z 13 czerwca 2017 r. (fot. Shutterstock)

Sprawy przybrały taki obrót, bo tego oczekiwali i pacjenci i takie wyzwania świat stawiał przed światem medycznym. Lecz oto w dobie najwyższych technologii, celowanej terapii i leczenia skierowanego na pacjenta otrzymujemy od nich informację, że takie praktyki nie wzbudzają ich zaufania. Wolą powrócić do metod sprzed wieków, skupić się na holistycznym podejściu do problemu czy też odwołać się do medycyny innych kultur. Czy i tym razem farmaceuci będą musieli zmienić nieco swój fach, by ponownie dostosować się pod pacjenta, czy też tym razem okażemy się zbędni, bo biały fartuch zbyt jednoznacznie kojarzy się już z medycyną opartą na lekach?

REKLAMA

Zapewne każdy z nas spotkał się z pytaniami o preparaty roślinne z Dalekiego Wschodu lub Indii, specyfiki skupiające się na przywracaniu podobno zaburzonej równowagi organizmu, które w zasadzie nie mają żadnego konkretnego wskazania medycznego czy też wyroby medyczne, które pomagają usunąć całe zło zatruwające organizm. Muszę przyznać, że zwyczajnie brakuje mi pewności w rekomendowaniu którejkolwiek ze wspomnianych grup preparatów, bo po pierwsze nie mam przekonania co do takiego typu leczenia, a po drugie nie znajduję się w posiadaniu wiarygodnych danych, które mógłbym przekazać pacjentowi. Zwykle i on przychodzi po owo coś w nawiązaniu do opinii sąsiadki bądź koleżanki z pracy, więc trudno tu mówić o czymś więcej niż zbiorowej chęci do bycia zdrowszym. Ale pomijając skuteczność tego typu terapii – pacjenci coraz częściej zwracają uwagę na to, co „sztuczne” a co „naturalne”.

Hitem są produkty z serii „naturalna witamina C”, „naturalny jod” i w zasadzie wszystko inne też. Z drugiej jednak strony konsumenci próbując zadać cios współczesnym osiągnięciom medycyny i farmacji oczekują ich przemycenia pod pewnym kątem do tej ich pierwotnej terapii. Bo kąpiel w wodzie utlenionej jest najlepsza na suchą skórę i nie ma co używać emolientów, ale już ta woda utleniona powinna mieć z pół wieku ważności, bo co to za woda jak ma tylko rok przydatności do spożycia!

REKLAMA
REKLAMA

To uciekanie do źródeł oczywiście mści się na samych pacjentach. Na razie na nich samych, choć za chwilę krąg konsekwencji zatoczy dużo szersze koło. Kilkukrotnie udało mi się powstrzymać pacjentów przez zażyciem płynu Lugola (brać hormony to tylko dawać się nabrać tym farmaceutycznym koncernom…), rezygnacja ze szczepionek ma podobne podstawy, ale dużo bardziej groźne i daleko idące skutki. Ile jeszcze musi się wydarzyć, by pacjenci zrozumieli, że nie można tak po prostu cofnąć się do czasów średniowiecza? A jeśli tak bardzo im do tego spieszno, to niech liczą się ze skróceniem swojego marnego żywota o połowę.

Sami daliśmy się tym postępem wkręcić w uciekanie od wynalazków nowych technologii. Chcemy by wszystko było smaczne i zdrowe, ale najlepiej niekonserwowane i z naturalnymi składnikami, bo te wszystkie dodatki to winowajcy raka i alergii. To, co na aptecznych półkach już jest, nagle składu nie zmieni, więc uciekamy się do rozpaczliwych poszukiwań cudownych specyfików w Internecie i podejrzanych źródłach, narażając swoje zdrowie i życie w imię chęci ucieczki od tego, co skażone nowoczesnością. Ostatecznie nabieramy wątpliwości co do wiedzy i kompetencji lekarzy i farmaceutów, skoro Ci sceptycznie podchodzą do fali entuzjazmu alternatywnymi metodami leczenia. Co tylko, jeśli te preparaty nam zaszkodzą zamiast pomóc i o pomoc będzie trzeba poprosić któregoś z przedstawicieli zawodów medycznych?

Nie uważam, by wszyscy mieli obowiązek leczyć się tylko i wyłącznie najnowszymi osiągnięciami nauki. W aptece jest miejsce dla leku naturalnego i preparatów homeopatycznych, bo są osoby, które takich specyfików w aptece oczekują. Jednak nie możemy zamienić się w stragan rodem z opowieści o magach lub osiemnastowiecznych podręczników. Znaleźć nić porozumienia z takimi nieufnymi pacjentami nastawionymi tylko na powrót do korzeni jest bardzo trudno, ale uważam, że musimy ten wysiłek podjąć, nim historia zatoczy błędne koło i znów będziemy raczyć się korzonkami, bo każdy sposób będzie niósł cień nadziei, że uda się wygrać z dawno niewidzianym wrogiem, który kiedyś łatwo dawał się pokonać specyfikami z aptecznej półki.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA