Równolegle do szczepionkowego wyścigu zbrojeń w kontekście SARS-CoV-2, od kilku lat wzmacniają się globalne ruchy antyszczepionkowe. Choć udało się już obalić większość ze szkodliwych postulatów, którymi manupulatorzy i ignoranci próbowali odwieść społeczeństwo od sięgania po szczepionki, zgodnie z mechanizmami ewolucji dużo trudniej pozbyć się z pamięci traumatycznych wzorców. Dlatego też, szczególnie teraz, kiedy powrót do normalności zależy w dużej mierze od populacyjnych nastrojów i podporządkowania się zaleceniom towarzystw wakcynologicznych, ważne jest mówić o szczepionkach. Ludzie boją się tego, czego nie znają bądź nie rozumieją. Farmaceuci jako pierwszy kontakt dla milionów Polaków są więc świetnym materiałem na edukatorów, którzy rozwieją wątpliwości nieprzekonanych jednostek i wyjaśnią, że obecnie rekomendowane szczepionki nie powstały naprędce w wyniku zmowy Big Pharmy.
Od czego by tu zacząć…
Bezsprzecznie należy podkreślić fakt, że obok wzrostu roli higieny, aseptyki oraz powstania antybiotyków, to właśnie szczepienia przyczyniły się do wzrostu średniej długości życia populacji ludzkiej poprzez znamienny wpływ na zmniejszenie śmiertelności w przebiegu wielu chorób zakaźnych. Jeśli popatrzymy na historyczne zarazy i plagi nawiedzające społeczeństwa Starego Kontynentu, liczby przerażają. Nie musimy cofać się do starożytności, wystarczy spojrzeć na dane epidemiczne dotyczące choroby Heinego-Medina: dzięki globalnym wysiłkom na rzecz eradykacji wirusa polio, pomiędzy rokiem 1988 a 2010 zachorowalność spadła o 99%, od 2012 roku nie notując nowych zachorowań. Jak więc do tego wszystkiego doszło?
Średniowiecze przyniosło pierwsze próby walki z chorobami zakaźnymi. Najpierw w Indiach, a później w Chinach od końca X wieku do walki z ospą używano proszku ze strupów lub ropy, pobranych od chorych z łagodnym przebiegiem choroby lub też wykorzystywano metodę polegającą na zakładaniu dzieciom ubrań po zarażonych. Zauważono bowiem związek pomiędzy narażeniem na daną chorobę a odpornością – osoby, które przeżyły chorobę zakaźną nie zarażały się ponownie. Te pierwowzory szczepień, nazywane w medycznym żargonie wariolizacją (od łac. variola vera, ospa prawdziwa), przeniesiono na grunt europejski z początkiem XVIII wieku za sprawą lady Mary Wortley Montagu, żony brytyjskiego ambasadora w Turcji, która podpatrzoną metodę rozpowszechniła wśród arystokracji i królewskiej rodziny Anglii, a później pozostałych dworów Starego Kontynentu.
Datą uznawaną za przełomową był natomiast 14 maja 1796 r. Tego dnia brytyjski doktor Edward Jenner podał 8-letniemu Jamesowi Phippsow wirusa ospy krowiej. Przed tym eksperymentem Jenner zaobserwował, że osoby, które pracują przy bydle, nie zapadają na ospę prawdziwą, a przechodzą łagodniejszą formę choroby. Po podaniu szczepionki, u chłopca rozwinęła się niegroźna postać choroby; później Jenner zaszczepił go kolejny raz, ale tym razem ospą prawdziwą – chłopiec nie zachorował. W kolejnym wieku metoda Edwarda Jennera zwana wakcynacją (od łac. variola vaccina, ospa krowia) rozpowszechniła się w Europie, a potem i na świecie. W 1980 r. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że dzięki szczepionce opracowanej przez brytyjskiego doktora ospa prawdziwa została wyeradykowana.
Polska historia szczepień
Nie sposób wymienić wszystkich kamieni milowych wakcynologii w szczegółach, stąd też zamiast w zbytnich ogólnikach opisywać kolejne osiągnięcia naukowców na przestrzeni lat, w kilku słowach chciałbym wspomnieć o Polsce jako ważnym punkcie na mapie świata w kontekście szczepień ochronnych.
Już w temacie pierwszej wspomnianej wcześniej szczepionki przeciwko ospie prawdziwej nasz kraj znajdował się w czołówce. W Polsce wprowadzono je zaledwie pięć lat po przełomowych odkryciach Jennera – na przełomie 1801-1802r. dzięki staraniom m.in. Hiacynta Dziarkowskiego oraz Wojciecha Boduszyńskiego. Kiedy w 1885r. Pasteur wykonał pierwsze pomyślne szczepienie przeciw wściekliźnie, polski bakteriolog Odo Bujwid po kilkumiesięcznym pobycie w Paryżu założył w Warszawie – drugą po paryskiej – stację szczepień metodą Pasteura. Do stolicy zaczęli przybywać pogryzieni z całej wschodniej i środkowej Europy. W 1890r. Robert Koch przystąpił do pierwszych prób diagnostyki leczenia gruźlicy za pomocą białka uzyskanego z hodowli prątków, z pomocą którego wykonał próbę tuberkulinową. Nazwę – tuberkulinę – zaproponował wspomniany już Bujwid.
Nie do przecenienia wydaje się wkład profesora Rudolfa Stefana Weigla, który dzięki swoim wieloletnim badaniom i nadludzkim wysiłkom w czasie II wojny światowej opracował jedyną skuteczną metodę walki z tyfusem przed erą antybiotyków. Jego szczepionka przeciwtyfusowa uratowała miliony osób, skutkując nominacją do medycznego Nobla (więcej o dokonaniach prof. Weigla w artykule Tyfus plamisty: eksperymenty, odkrycia i epidemie…). Z kolei w przytaczanym na początku artykułu sukcesie eradykacji wirusa polio bezsprzecznie złotymi zgłoskami na kartach historii zapisali się Hilary Koprowski oraz Albert Sabin, lekarze polskiego pochodzenia, którzy na terenie Stanów Zjednoczonych opracowali pierwsze skuteczne i stosowane przez dziesięciolecia szczepionki na ostre nagminne porażenie dziecięce.
Być może tak skrótową historią szczepień nie uda się przekonać niedowiarków, że to najlepsza droga na wygraną z obecnie szalejącym COVID-19, jednak zasianie ziarenka wiedzy stanowi dobry pierwszy krok, na którym można budować więcej. Nie od razu Rzym zbudowano. A propos Rzymu – to z nim związana jest historia zarazy Antoninów, która była niczym innym jak epidemią czarnej ospy. A tej historię już poniekąd znamy 🙂










