I uchroń mnie proszę przede mną samym

23 czerwca 2015 15:40

Wielkie słowa płyną z ust przedstawicieli naszego zawodu, ze strony przewodniczących różnorakich farmaceutycznych stowarzyszeń, ze strony mediów i rządu nawet, który chce byśmy do pracy jeździli Etyką, a karmili się Powołaniem. Wielkie słowa o odpowiedzialności, o misji zawodowej, o nieustannej potrzebie niesienia pomocy i nie zważania na przeciwności losu.

responsibility.1.jpg

Bo prawda to przecież. Każdy z nas, w którym tli się choć odrobina empatii i ludzkich uczuć, dostrzega, że w aptece nie można pracować jak na bazarku, nie można dzielić pacjentów na dochodowych i mniej dochodowych, nie można tracić cierpliwości, ani też oczekiwać, że każdy z wchodzących do apteki to wzorowy pacjent: poda nieskazitelną receptę, z namaszczeniem wysłucha co mamy mu do powiedzenia, wyryje nasze słowa głęboko w sercu, po czym odbierze leki i pójdzie w siną dal sławiąc nasze imię. Tak dobrze nie ma i nie będzie.

Pełniąc jednak chwalebną misję ku chwale ojczyzny niejednokrotnie dochodzimy do niebezpiecznej krawędzi. Gdzie tak naprawdę kończy się nasza odpowiedzialność za drugiego człowieka, za jego decyzje, wybory czy mało trafne wnioski, które mogą rokować o jego przyszłym zdrowiu, a w rzadszych przypadkach życiu? Jak dalece powinniśmy ingerować w życie drugiej osoby i do czego otrzymane informacje nas zobowiązują? Nie da się przewidzieć wszystkiego, ale co powinniśmy brać pod rozwagę?

Całkiem niedawno słyszałam opowieść farmaceutyczną. Jak zwykle trudno w takich historiach ocenić realność zdarzeń, rzeczywiste relacje między bohaterami czy przebieg całej akcji. Przyjmując jednak, że całość działa się naprawdę (a przecież mogła!), zaczęłam się zastanawiać. Głęboko.

Do apteki przychodzi ojciec trzylatki z receptą na antybiotyk w zawiesinie. Niestety farmaceuta nie posiada akurat produktu o tej konkretnej nazwie, dlatego proponuje ojcu odpowiednik. W zamyśle chce dobrze- powiedzmy, że jest ostatnią czynną apteką w okolicy, godzina mocno wieczorna, pogoda nieadekwatna do podróży, na recepcie brak adnotacji Nie zamieniać. Ojciec decyduje się na zamianę produktów, kupuje, wychodzi. Po kilku dniach wraca z hukiem. Okazało się, że córka była uczulona na laktozę, której nie było w roztworze pierwotnie zapisanego antybiotyku, znalazła się ona natomiast w odpowiedniku. Dziewczynka wpadła we wstrząs anafilaktyczny (swoją drogą nie słyszałam aż do tego momentu o tak silnej reakcji na laktozę, ale historia była opowiadana przez osobę mająca o wiele więcej znaczków przez nazwiskiem niż ja, więc nie drążę tematu- nigdy nie mów nigdy w medycynie). Przeżyła i ma się dobrze, ale wymagała pilnej hospitalizacji i pomocy medycznej, co z punktu prawnego bez wątpienia stanowi pogorszenie stanu jej zdrowia. Ojciec wiedział wcześniej o alergii córki, nie wspomniał natomiast o tym w aptece, bowiem nie sądził, że również w takiej postaci leku może znajdować się laktoza. Z jednej strony – nie jest on farmaceutą, nie musi znać się na technologii produkcyjnej leków (choć może powinien przeczytać ulotkę?). Z drugiej- posiadał jakieś dane, których przez zapomnienie/niedopatrzenie nie wyjawił. Gdzie leży wina?

Jak zwykle w sytuacjach, gdzie doszło do wypadku/ zaniedbania/ nieszczęścia nakłada się na ich przyczynę cały łańcuszek niepomyślnych zdarzeń. Ktoś był zmęczony, ktoś zdenerwowany, jeden czegoś nie zauważył, drugi myślał, że tak ma być, a trzeci w tym czasie romansował na skajpaju. Do tego wszystkiego popsuła się jedna mała śrubka i mamy efekty jak w „Oszukać przeznaczenie” czy „Efekcie motyla”, co kto woli. W tej hipotetycznej sytuacji, potencjalnie winnych jest co najmniej trzech. Lekarz, który mógł poinformować pacjenta, że z premedytacją zapisuje ten konkretny produkt, by uniknąć laktozy lub zamieścić na recepcie adnotację NZ. Ojciec, który w aptece pominął informację o alergii córki, choć o niej wiedział. I farmaceuta, który o tę alergię nie zapytał.

A teraz z ręką na sercu, kto zamieniając lek pyta pacjenta o uczulenie na wszystkie substancje dodatkowe w nim zawarte? Rzadko i niechętnie co prawda zamieniam antybiotyki dla dzieci, ale dużo częściej zdarza mi się to na przykład przy syropach przeciwhistaminowych. I co wtedy? Mogę pierwsza klęknąć na karnym grochu – wielokrotnie nie spytałam. Dlatego ta historia zapadła mi w pamięć tak głęboko, nawet jeśli jest tylko kolejnym straszakiem na niegrzeczne farmaceutki.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Ludzie leki biorą… źle biorą. Ludzie leki biorą… źle biorą.

Ile to razy już mi się zdarzył pacjent, który po kilku dniach lub tygodniach stosowania leku, wracał...

Recepty od pielęgniarek Recepty od pielęgniarek

Już za kilka dni pielęgniarki będą mogły wypisywać recepty. Nie sądziłem, że kiedykolwiek doczekam t...

Odchudzanie spod lady Odchudzanie spod lady

Wielkimi krokami zbliża się „sezon na odchudzanie”. Za chwilę apteki będą szturmowały kobiety chcące...