Magazyn mgr.farm

Jak daleko wypada

27 marca 2017 10:00

Wciąż każdego dnia wielu pacjentów przychodzi do pierwszego stołu z prośbą o poradę. Pokrzepiająca jest wiara w farmaceutów, budujące jest poczucie pacjentów, że w aptece zawsze ktoś dobrze im podpowie, że sprawi, że znajdzie się specyfik idealnie dopasowany do potrzeb. Jest jednak spora grupa, która przychodzi z gotową receptą na swój sukces.

Aptekarz pokazuje lek pacjentce. Uśmiecha się

Nieraz takie osoby są miłą odmianą pośród dziesiątek tych, którzy proszą o pomoc, a ta wymaga zaangażowania. Zdarza się jednak, że przygotowując dla takiego pacjenta leki zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie jest to zestaw idealny. Czy i jak daleko farmaceuta powinien ingerować w decyzje odwiedzających apteki?

Nikogo nie zdziwią już pacjenci, dla których najwyższym poradnictwem i wyrocznią jest wyszukiwarka internetowa, w najlepszym wypadku fora internetowe. Ludzie prześcigają się tam w niecodziennych kuracjach, zastosowaniem preparatów „off label” (czasem bardzo poza wskazaniami, wręcz skorzystaniem z działań niepożądanych, które u danego osobnika są oczekiwane), holistycznym podejściem do leczenia. Muszę przyznać, że te osoby są zwykle bardzo dobrze wyedukowane i w razie pytania potrafią przytoczyć niemało argumentów za ich wyborem. Często zadają oni sobie niemało trudu by własnymi siłami znaleźć informacje o nowej terapii na ich dolegliwość, więc nie są zbyt ustępliwi, gdy próbuje ich się odwieść od zamierzonego planu. O ile większość z tych ciekawostek nie powinna wywołać efektu większego niż placebo, o tyle zdarzyły się już przypadki, w których próbując uściślić przyszłe zastosowanie poszukiwanego preparatu włos jeżył mi się na głowie. Czy mam prawo zanegować zasadność jego stosowania? Jak najlepiej w ciągu paru chwil, mogąc powołać się jedynie na własną wiedzę przekonać pacjenta, że może na tej terapii bardziej stracić?

Są pacjenci, którzy od lat stosują jeden tradycyjny i znany im specyfik niemalże na wszystko. Od tamtej pory nie dość, że pojawiły się dziesiątki innych preparatów na przypadłość, którą właśnie próbują uleczyć, to też ich panaceum niekoniecznie jest dobrym pomysłem w terapii schorzenia, które opisują nam przy pierwszym stole.

Być może już je stosowali w podobnych przypadkach i jakimś cudem zadziałało (a może zadziałała silna wola?), dlatego przyszli po więcej. W głowie wertujemy więc podręcznik do farmakologii i absolutnie nie znajdujemy żadnego punktu zaczepienia, dlaczego akurat to ma zadziałać. Grupa, o której mówię, to często pacjenci w podeszłym wieku, dla których młodzik za pierwszym stołem, który próbuje testować na nim swoje nowoczesne wynalazki nie jest ich sprzymierzeńcem. Trudno jednak pozostawić taką osobę samą sobie, gdy wiemy, że sprawdzony specyfik zwyczajnie nie zadziała i i tak za kilka dni znów spotkamy się w aptece.

Pomijam tutaj grupę tych, którzy wierzą w reklamy, którzy nie chcą słuchać, że przepłacą trzykrotnie tylko dlatego, że ich pożądany preparat ktoś zapakował w kartonik, a tamten za kilka złotych o identycznym składzie w białej nieciekawie wyglądającej tubie przyniesie ten sam efekt. Do tych jakoś nie mam problemu zagaić, bowiem albo szybko uzyskam pożądany rezultat, gdyż tak naprawdę kierowali się impulsem i wielka argumentacja nie jest tu potrzebna albo też są zdania, że jeden farmaceuta może się mylić, ale połowa billboardów w kraju już niekoniecznie i sama próba podjęcia tematu jest zarazem początkiem i końcem rozmowy.

Praca z pacjentem jest wyzwaniem na każdym kroku. Po to przyswajaliśmy przez lata wiedzę, by mieć argumenty w rozmowie z pacjentem. Coraz częściej widzę, że ta walka nie jest równa, gdy do głosu dochodzą emocje pod postacią wysiłku włożonego w znalezienie preparatu, który wraz z obietnicą wyleczenia niesie dawno straconą nadzieję lub też pod maską własnej wiary wynikającej z osobistego doświadczenia. Jak w tej potyczce sprawić, by wilk był syty i owca cała? Jak racjonalnie obronić swój punkt widzenia i ostatecznie sprawić, że pacjent podejmie decyzję odpowiednią a nie tą, z którą przyszedł do apteki? Nie każde założenie jest z góry błędne, ale skoro mamy stać na straży publicznego zdrowia, to naszym obowiązkiem jest ocenić, które wymagają weryfikacji a które nie i znaleźć odpowiednie narzędzia, by pacjent wyszedł z apteki z tym, co naprawdę go wyleczy i czego potrzebuje.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

WIF w Poznaniu sprzyjał „odwróconemu łańcuchowi dystrybucji”? WIF w Poznaniu sprzyjał „odwróconemu łańcuchowi dystrybucji”?

Kilka miesięcy temu Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę w Głównym Inspektoracie Farmaceu...

Świąteczny Armagedon Świąteczny Armagedon

To co się dzieje przed Świętami w centrach handlowych można porównać tylko do Armagedonu. Zresztą śm...

Moda na zdrowe opalanie Moda na zdrowe opalanie

Wkrótce wakacje. W aptekach nie zabraknie pytań o najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze filtry prze...