Jak doprowadzałem do upadku polską farmację – część 2

17 sierpnia 2016 08:46

Po różnych perturbacjach zainwestowałem wszystko co miałem i w lipcu 1996 r. w budynku po dawnej cukierni uruchomiłem własną aptekę, w której pracuję do dziś.

fotolia_116464209_xs.jpg

Z przelewami już nie było problemów, gdyż apteki zawierały z bankami umowy cesji. Polegało to na tym, że bank terminowo wypłacał aptece deklarowaną kwotę refundacji, a na siebie brał egzekucję lukratywnych przeterminowanych odsetek od spóźnialskiego państwowego płatnika.
Pamiętam spotkanie farmaceutów z przedstawicielami banku, które odbyło się pod auspicjami Izby. Prawnik, syn małżeństwa farmaceutów, świetnie wytykał błędy i pazerność bankowców. Ostateczny kształt umowy cesji był jednak satysfakcjonujący i identyczny dla wszystkich aptek. Podkreślam: wszystkich.

Z dwoma krótkimi epizodami pracuję sam. Apteka jest z dala od dużych przychodni, a prawoskręt skrzyżowania ulic utrudnia dojazd. Nigdy nie byłem i nie będę krezusem aptecznym. To wszystko powoduje, że każde zamknięcie apteki jest znaczącą stratą, zwłaszcza w czasie urlopu. (Wszystkim pracobiorcom polecam chwilę zastanowienia się nad powyższą sprawą.) Dlatego nie działałem w samorządzie aptekarskim, który zaczął powstawać w 1991 r. Co prawda byłem na spotkaniach założycielskich, np. na Zamku w Poznaniu, ale później już angażowałem się sporadycznie, choć w okręgowych Zjazdach uczestniczyłem zawsze. Zapewne wpływ miały na to wypowiedzi farmaceutów uwłaszczonych na pocefarmowskich aptekach, które zniechęcały do kontaktów z nimi. Mieli pretensje, że pracuję dla niefarmaceutów. Gdy zapytałem, który z nich przyjmie mnie do pracy w swej aptece i zaoferuje zbliżone wynagrodzenie, odpowiedzią było wyniosłe milczenie. Kolejny raz przyczyniłem się do upadku polskiej farmacji, bo z honorem nie zmarłem z głodu, aby inni farmaceuci nie musieli się ze mną dzielić aptecznym tortem.

Nie poprzestałem na niszczeniu polskiej farmacji, choć nie stworzyłem sieci aptek. Pracując po 10, a na dyżurach po 14 godzin na dobę, zarabiałem na utrzymanie rodziny. Sprzedałem Fiata 126p i kupiłem lepszy samochód. Jeździliśmy na wakacje, pokazując dzieciom świat. Może nie na Malediwy, ale nie tylko w Polsce. Nie ubieramy się w lumpeksach. Stać mnie nie tylko na wodę i kaszankę. CHWILA! Przecież dokładnie to samo, a nawet lepiej, bardziej na bogato, robią moi/nasi pacjenci, sąsiedzi, wykonujący najróżniejsze zawody. Czy farmaceuci mają być pariasami, którzy w dziurawych butach i płaszczu wiatrem podszytym, będą chyłkiem przemykać pod murami ze wzrokiem wstydliwie wbitym w ziemię? Może jeszcze potem mają siedzieć 24/7/365 w zapyziałych aptekach i hojną ręką rozdawać leki, które kupili za własne pieniądze?

Jakaż bolszewicka mentalność pacjentów, dziennikarzy i polityków pozwala na takie nas traktowanie?! Mam(-y) się z tym pogodzić czy wprost przeciwnie?

Proszę zauważyć, że otwierając własną aptekę „kupiłem” sobie miejsce pracy. Zrobiłem to, co robiła większość farmaceutów, gdyż także wtedy nie było żadnych ograniczeń demo- lub geograficznych. Mówiono o tym, tak jak mówimy i dziś. I co? I nic! Rząd ich nie wprowadził. Za słabo się starałem, to oczywiste. Nie dokonałem samospalenia przed Sejmem, żeby zwrócić uwagę na nieuchronne konsekwencje braku regulacji. Znów pogrążyłem polską farmację.

Powróćmy do początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Proszę przyjrzeć się podanym datom. Spółka miała aptekę ponad rok przed moim zatrudnieniem w 1991 r. i tyleż przed reaktywacją raczkującego samorządu zawodowego farmaceutów. Czyli kto był odpowiedzialny za wydanie koncesji na aptekę spółce? Izba czy resort zdrowia, a więc organ państwa? Takich spółek i wtedy było dużo więcej, a ile jest dzisiaj i jak wpływają na upadek polskiej farmacji, chyba nie muszę pisać?

Kto i jak mógłby się przeciwstawić monopolowi państwa na decydowanie o strategicznie ważnej dziedzinie, jaką jest obrót lekami (zwłaszcza refundowanymi) jako części systemu ochrony zdrowia? Już sam dokument, koncesja, świadczy o ważności apteki dla ówczesnych rządzących. Apteki, ale nie magistrów farmacji. Symptomatyczne jest, że już od lat nie funkcjonujemy na podstawie koncesji, a zwykłego zezwolenia.

Ciąg dalszy nastąpi…

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Po co nam ten staż?! Po co nam ten staż?!

Czy obowiązkowy staż, który każdy student farmacji musi odbyć przed otrzymaniem Prawa Wykonywania Za...

Z pacjentem za pan brat Z pacjentem za pan brat

Przed erą sieciowych aptek, kupowania leków w supermarketach i realizowania recept przelotem, będąc ...

Wątroba nie wybacza Wątroba nie wybacza

Wątroba to jeden z ulubionych narządów aptecznych. Swą popularność zawdzięcza kilku czynnikom. Po pi...