Jaki kartofel dla karmiącej?

19 czerwca 2018 09:13

Spotkałam się w swojej praktyce zawodowej z wieloma koszmarnymi mitami dotyczącymi karmienia piersią, które powtarzane były jak mantra przez młode mamy, ich najbliższą rodzinę, a nawet personel medyczny, ale nic tak bardzo mnie nie rozbawiło jak dylemat ziemniaka.

W rzeczywistości ziemniak nie przenika do mleka, nie powoduje kolek u dzieci ani żadnych innych sensacji.  (fot. Shutterstock)

Młody ziemniak, czy raczej zeszłoroczna Irga? Gotowany, pieczony, duszony, w mundurku, obrany, a może prosto z ogniska? Jest tyle możliwości! Skąd wiedzieć jaka jest najlepsza dla mamy karmiącej, która nie wpłynie negatywnie na karmione piersią dziecko i nie zaburzy laktacji?

Okazuje się, że w dobie wszędobylskiego internetu nawet taka rzecz jak ziemniak i jego potencjalny wpływ na karmienie piersią może młodej mamie spędzić sen z powiek, doprowadzić do rozłamu w rodzinie i zapoczątkować zupełnie niepotrzebną dziecku lawinę suplementacji od esputikonu, przez laktazę, niemieckie krople na kolki po mleko modyfikowane wszelkiej maści. Okazuje się bowiem, że okres laktacji jest nadal według niektórych takim czasem w życiu kobiety, kiedy nie powinna nic jeść poza gotowaną marchwią i ryżem, a pić tylko wodę (i to nie każdą!) w obawie przed toksycznym działaniem składników przenikających z jedzenia do mleka i w efekcie jeśli nie zatruciem dziecka, to w najlepszym wypadku „zepsuciem” go. Czyli spowodowaniem płaczu lub innej formy marudzenia, zwanego przez większość internetowych znawców „kolkami”.

W rzeczywistości ziemniak nie przenika do mleka, nie powoduje kolek u dzieci ani żadnych innych sensacji.

Komórki mleczne, czyli laktocyty, które tworzą mleko, nie leżą nawet blisko jelita. Żeby cokolwiek trafiło do mleka, najpierw musi dostać się do krwi i płynąc z krwią znaleźć się w pobliżu gruczołu piersiowego, gdzie dopiero mogą zaistnieć warunki dla przenikania konkretnych substancji przez błony laktocytów z osocza matki do światła pęcherzyka mlecznego. Wszelkie pokarmy, jakie spożywa matka są przede wszystkim rozkładane i trawione w jej układzie pokarmowym dla potrzeb organizmu i utrzymania laktacji. Wchłanianie substancji uzyskanych po strawieniu do krwi następuje w jelicie cienkim, a pamiętajmy, że stamtąd krew trafia najpierw do wątroby, która pozbywa się rzeczy potencjalnie niebezpiecznych. Dopiero po tym ostatnim punkcie kontrolnym, to co przejdzie przez wątrobę ma szansę dotrzeć do gruczołu mlekowego.

A i na tym etapie złośliwa cząsteczka nie ma lekko, bo żeby dostać się do mleka przez podwójną barierę błony laktocytu musi spełnić pewne warunki, które dotyczą stężenia, lipofilności, wielkości, wiązania z białkami, odpowiedniego kształtu. Tak naprawdę niewiele substancji dociera do tego etapu. Zdecydowana większość tego co jest w mleku stanowi efekt produkcji i rozpadu komórek mlecznych. Nie to, co akurat mama zjadła. I jest to czysta fizjologia, nie żadna magia.

Wytwarzanie mleka to jeden z kluczowych dla przetrwania gatunku procesów, zakodowanych w naszym genomie w taki sposób, że nie jest łatwo go zepsuć.

Bariera z laktocytów jest selektywna i nie przepuszcza zbyt wielu rzeczy do mleka. A jeśli przepuszcza – jest to celowy mechanizm. W warunkach nie-fizjologicznych, czyli na przykład eksponując matkę na leki, możemy uzyskać stężenie danej substancji w mleku wykorzystując te same mechanizmy. Jednak nie powstały one tysiące lat temu po to, żeby wpuszczać do środka toksyny. Powstały, żeby chronić dziecko, umożliwić i wspomagać jego rozwój i przygotować do samodzielnego odżywiania się.

Mimo aktualnego stanu wiedzy, dostępnych, rzetelnych informacji popartych badaniami, z których jasno wynika, że matka karmiąca może jeść wszystko, byle zdrowo i różnorodnie (co aplikuje się do każdego człowieka!) nadal internetowi doradcy na popularnych stronach propagują mit „diety matki karmiącej”. I nie tylko oni! Zewsząd młode mamy są bombardowane zakazami i nakazami żywieniowymi, które nie są niczym nie poparte i po prostu są szkodliwe. Można jeść ziemniaki w okresie karmienia piersią, nie powodują one ani zaburzenia laktacji, ani kolek u dzieci. Jedyna sytuacja związana z ziemniakami, kiedy może on znacząco wpłynąć na matkę i jej dziecko, to wtedy, gdy ktoś bzdurnie nakazuje wyeliminować to warzywo z diety, co matkę może mocno zirytować, a jak wiadomo wkurzona mama to zwykle też niespokojne dziecko.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Opieka farmaceutyczna w przestrzeni medialnej Opieka farmaceutyczna w przestrzeni medialnej

Jako młoda farmaceutka nie sądziłam, że tak szybko doczekam tej chwili. Jest! Idzie małymi krokami! ...

Sezon na grypę Sezon na grypę

Nielegalne testy szczepionek czy wykorzystywanie do badań osób nieświadomych tego faktu, kojarzą się...

Z brzuszkiem… po drugiej stronie szyby Z brzuszkiem… po drugiej stronie szyby

Drzwi powoli otwierają się, a zza nich słychać ciężkie sapanie, jakby czynność naciskania klamki i p...