Pierwszym i dla mnie najbardziej oczywistym składnikiem pochodzenia zwierzęcego, jaki możemy znaleźć w ogromnej liczbie preparatów (zarówno na receptę jak i OTC) jest żelatyna. Tworzy ona otoczki kapsułek twardych oraz miękkich, na przykładu preparatów witaminowych. Kapsułki żelatynowe są również popularne w technologii suplementów diety, ponieważ substancje roślinne bez porównania łatwiej jest sproszkować i umieścić w zamykanej kapsułce niż opracować odpowiedni skład tabletki i parametry tabletkowania. Coraz częściej jednak producenci preparatów, mogąc pochwalić się na opakowaniu informacją „produkt wegański/wegetariański”, do produkcji kapsułek używają celulozy roślinnej lub agaru. W zasadzie, do naszych recepturowych proszków również moglibyśmy dodawać taką etykietkę – można śmiało powiedzieć, że aptekarze rozsypywali proszki do opłatków skrobiowych jeszcze zanim wegetariańskie kapsułki stały się modne.
Stosowana do uzupełniania mas proszków laktoza, która często stanowi substancję wypełniającą w gotowych lekach, również jest unikana przez wegetarian. Jeśli mowa o substancjach pomocniczych, należy również zwrócić uwagę na barwniki pochodzenia zwierzęcego, do których należy m.in.: koszenila, pozyskiwana z mszyc żerujących na tropikalnych kaktusach oraz produkowany z wydzieliny czerwców Lac laccifer szelak.
Wracając do tematu receptury, nie mogę nie wspomnieć również o takich surowcach jak lanolina, maść cholesterolowa czy smalec, których ortodoksyjny weganin mógłby nie zechcieć stosować nawet na skórę.
Sprzeciw nie tylko wegetarian, lecz także środowisk walczących o ochronę przyrody, budzi stosowanie tranu z wątroby dorszowatych czy oleju z wątroby rekina grenlandzkiego. Na szczęście dla innych przedstawicieli ryb, stosowana w leczeniu hiperkalcemii i osteoporozy kalcytonina łososiowa, produkowana jest obecnie metodą inżynierii genetycznej. W podobny sposób, dzięki modyfikowanym bakteriom E. coli, do lamusa odeszły świńskie heparyny oraz insuliny wołowe. Zwierzętami morskimi, wykorzystywanymi do produkcji leków i kosmetyków są także skorupiaki, z których pozyskuje się chitynę a następnie na drodze chemicznej przekształca ją w chitozan – substancję, która przyspiesza gojenie ran, a ze względu na budowę polimerową ma także zdolność wiązania tłuszczu. Tę właściwość chitozanu wykorzystali producenci pewnego wyrobu medycznego, w którego reklamie pada śmiałe hasło o „skutecznym leczeniu nadwagi”.
Na koniec wspomnę jeszcze o trzech innych substancjach pochodzących od (mniejszych lub większych) zwierząt. Jeśli do waszej apteki po poradę przyjdzie zdeklarowany weganin, raczej nie proponujcie mu produktów z miodem i propolisem. Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu także maść czy żel z hydrolizatem krwi cieląt, który może budzić mieszane uczucia nawet u „zwykłych” pacjentów.
Jestem ciekawa, czy w waszej aptecznej karierze zdarzają się czasem tacy „specyficzni” pacjenci? Czy uważacie lub uważalibyście ich poglądy za fanaberie, czy w pełni rozumiecie ich wybór? Zapraszam do komentowania.










