Magazyn mgr.farm

Jeden prosty trik sprawił, że farmaceuci go nienawidzą

22 stycznia 2018 11:56

Juliusz P., ojciec czwórki dzieci, zadał kolejny cios wielkim koncernom farmaceutycznym. Jednym prostym trikiem pozbawił żądne pieniędzy korporacje milionowych zarobków. „Nigdy nie sądziłem, że robiąc to jednocześnie rujnuję czyjś interes” przyznaje mieszkaniec niewielkiej wsi w Wielkopolsce. Pan Juliusz zaszczepił swoje dzieci.

Nieprzestrzeganie norm dotyczących temperatury ich przechowywania nie stanowiło w tym przypadku zagrożenia.  (fot. Shutterstock)

Wielokrotnie spotykałam się z antyszczepionkowcami w aptece. Nie mówię o ludziach, którzy boją się szczepień, nie wiedzą o nich i nie są pewni skuteczności czy zasadności ich stosowania, ale o osobach, które fanatycznie ich nienawidzą. Nie jest łatwo prowadzić dialog z kimś o takim podejściu, chyba że stosując te same zabiegi i narzędzia do prania mózgu, jakimi on sam był uraczony zanim przeszedł na ciemną stronę mocy.

Argumenty przeciwników szczepień charakteryzują się brakiem merytorycznej poprawności, dowodów, graniem na emocjach, wykorzystywaniem technik manipulacyjnych, zabiegami erystycznymi, dzięki czemu sprawiają wrażenie poprawnych, rzetelnych, prawdziwych i och, jakże namacalnych. Często pojawia się motyw teorii spiskowych, w których czarnym charakterem są żądne pieniędzy i kontroli nad umysłem pacjenta wielkie koncerny farmaceutyczne produkujące szczepionki.

A w życiu każdego wierzącego w teorie spiskowe człowieka chodzi o to, żeby się nie dać. Nie dać zmanipulować, oszukać, naciągnąć, zwłaszcza na pieniądze. I choć moja krucjata przeciw niewiedzy antyszczepionkowca zwykle kończy się bardzo szybko, podobnie jak zapał, zaangażowanie w sprawę i radość z życia, czasami zaczynamy rozważania.

Koszt jaki odczuje realnie pacjent ze szczepienia dziecka, jeśli będzie trzymał się harmonogramu szczepień refundowanych jest zerowy. Zapłacić trzeba będzie za dojazd do placówki i ewentualną polecaną przez pielęgniarkę do okładów herbatkę z szałwii lub rumianku oraz ibuprofen lub paracetamol w razie wystąpienia gorączki. Pacjent musi tylko przyjechać do przychodni, przejść wizytę kontrolną, zaszczepić dziecko, poradzić sobie z jego płaczem i ewentualnym mrudzeniem poszczepiennym, obserwować i w razie potrzeby podać leki. Koszt operacji dla pacjenta w małym mieście to mniej więcej 43 zł na dwa lata, plus pewne obciążenie psychiczne.

Jeśli jednak dziecko nie zostanie zaszczepione i zachoruje, na przykład na krztusiec. Taki przypadek realnie wystąpił w jednej z mniejszych miejscowości w moim województwie, u pacjenta którego prowadziłam. Od momentu pierwszych objawów i interwencji rodzica do wyleczenia minęło 20 tygodni. W tym czasie podano dziecku mnóstwo różnych leków OTC, antybiotyki, sterydy, leki przeciwwymiotne. Pacjent w sumie trzy razy był na pomocy doraźnej, osiem razy na wizycie u lekarza pierwszego kontaktu. Po prawidłowym rozpoznaniu choroby został skierowany do szpitala dziecięcego w dużym mieście i był leczony przez kilka tygodni na pierwotną chorobę oraz powikłania (zapalenie płuc, zapalenie ucha, zapalenie mózgu). Matka przez cały okres choroby dziecka przebywała na zwolnieniu chorobowym. Całkowity szacowany koszt leczenia dla pacjenta w tym przypadku wynosił 1363 zł. Do tego są jeszcze koszty psychiczne, jakie ponieśli rodzice oraz dziecko.

A to była tylko jedna choroba. Szczepienia dają odporność na więcej i to też takich, których komplikacją jest zgon pacjenta. Jaki byłby koszt, gdyby jeszcze przytrafiła się świnka, odra, pneumokokowe zapalenie mózgu? Wyszłaby niezła fortuna wydana na leki. Więc czy na pewno koncerny farmaceutyczne robią nas w balona i doją pieniądze? O wiele bardziej im się opłaca leczyć powikłania po chorobach, więc po co sprzedają szczepionki?

Jeśli przestaniemy szczepić dzieci, w pewnym momencie wrócą dawno zapomniane epidemie i nagle wzrosną szalenie wydatki na leczenie. Ale zaczną się też pojawiać zgony. Dużo zgonów. Nawet jeśli koncerny farmaceutyczne są żądne naszych pieniędzy, to żeby zarabiać, muszą mieć na kim. A martwy pacjent nie przynosi korzyści finansowych.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Różeniec górski jako silny adaptogen Różeniec górski jako silny adaptogen

Różeniec górski (Rhodiola rosea, syn. Sedum rosea)jest należącą do rodziny gruboszowatych byliną, na...

Najważniejszy jest lekarz! Najważniejszy jest lekarz!

Z pewnym zainteresowaniem obserwowałam strajk generalny pielęgniarek z warszawskiego Centrum Zdrowia...

Denaturat apteczny, a reklamy leków i suplementów diety Denaturat apteczny, a reklamy leków i suplementów diety

Jak dobrze, że współczesne radia lub telewizory umożliwiają szybką zmianę stacji! Zapewne jak wielu ...