Jedna przyczyna wszystkich patologii

13 marca 2017 07:24

Odebranie farmaceutom wyłączności na prowadzenie aptek nie tylko stworzyło zagrożenie dla ich niezależności zawodowej i jakości świadczonych przez nich usług, ale też dla życia oraz zdrowia pacjentów. Stało się też przyczyną wszystkich patologii na tym rynku.

Prawo farmaceutyczne umożliwia również prowadzenie aptek przez osoby, które aptekarzami nie są. Sytuacja taka jest z gruntu niezdrowa i rodzi wiele wątpliwości

Od ponad trzynastu lat obowiązują w polskim prawie uregulowania, które w założeniu miały poprawić funkcjonowanie rynku aptekarskiego. Uwolnić go, zbalansować poziom refundacji, uczynić przystępnym dla pacjentów; same leki, przynajmniej w zamyśle, miały być tańsze, a ich dostępność – niezachwiana. Niestety podwaliny nowego ładu aptekarskiego, budowanego od przeszło dekady, były błędne. Oderwanie aptekarstwa od aptekarzy mogło przynieść tylko jeden skutek – pozwoliło wzrastać patologiom.

Apteka na wolnym rynku…

W praktyce funkcjonowania aptek bardzo często daje się usłyszeć dość aroganckie głosy, pochodzące zwłaszcza od przedsiębiorców prowadzących apteki a niebędących aptekarzami, że nie obowiązują ich normy etyczne przewidziane dla aptekarzy. Osoby te, myślę że nawet nieświadome własnej butności, traktują prowadzenie apteki, jako kolejny rodzaj działalności gospodarczej. Zasłaniają się przy tym zasadą „wolności gospodarczej” oraz twardymi – ich zdaniem – prawami rynku. Prawda jest jednak taka, że pośród podmiotów nieszanujących prawa, w niesprawiedliwie i nielogicznie ułożonym rynku, wolność gospodarcza nie ma prawa zaistnieć. Pomijając w tym miejscu fałsz takiej argumentacji.

Przypomnijmy zatem, że wedle polskiego Prawa farmaceutycznego działalność polegająca na prowadzeniu apteki jest regulowaną, a nie wolną działalnością gospodarczą. Nadto, odbywa się ona w sektorze zdrowia publicznego, do którego nie mają zastosowania wolnego rynku. I wreszcie, do prowadzenia apteki potrzebne są specjalne kompetencje zawodowe, merytoryczne oraz etyczne, zaś samo otwarcie apteki wymaga uprzedniego uzyskania zezwolenia. Tak powinno to wyglądać w sposób modelowy. Tymczasem, na przełomie ostatnich kilkunastu lat (od momentu umożliwienia prowadzenia aptek przez spółki kapitałowe, czy szerzej – przez niefarmaceutów) polski rynek obrotu lekami przeżera szereg patologii. Od marnotrawienia leków refundowanych ze środków publicznych, poprzez trudny do wytłumaczenia z punktu widzenia zdrowia pacjentów proceder skupowania recept, defraudacje publicznych pieniędzy przeznaczanych na refundację leków, przestępstwa skarbowe, czy skończywszy wreszcie na nieuczciwej konkurencji na rynku aptekarskim (w którym to pojęciu mieści się również wprowadzająca pacjentów w błąd reklama samych aptek). Tak to przynajmniej wyglądało do końca 2011r.

Ale nie lepiej było i później. Po wejściu w życie ustawy refundacyjnej stare patologie zastąpiono nowymi. Od 2012r. na polskim rynku chronicznie brakuje leków, tworzy się (zupełnie jak w systemie przestępczym) apteki-słupy, które odsprzedają leki do hurtowni lub innej apteki, by w konsekwencji wywieziono je zagranicę. W ostatnim czasie proceder ten przybrał również inną formę. W Polsce, jak grzyby po deszczu wyrastają fikcyjne przychodnie, skupujące leki od aptek. Nie trafiają one jednak do polskich pacjentów, tylko wywozi się je z kraju. Wiele spośród tych nieprawidłowości istnieje od wielu lat, niezależnie od próby ich ukrócenia; najpierw ustawą refundacyjną, czy później – ustawą antywywozową (chodzi m.in. o łamanie progów antykoncentracyjnych przez sieci apteczne, omijanie przepisów o zakazie reklamy, podziały rynku pomiędzy apteki i hurtownie, celem eliminowania konkurencji aptek indywidualnych itp.).

Jedna przyczyna wszystkich patologii

Na pytanie, dlaczego tak się dzieje, odpowiedzi jest wiele. Wszystkie one jednak prowadzą do jednej konkluzji. Tej mianowicie, że nie jest możliwe wprowadzenie zdrowego rynku dystrybucji detalicznej leków, bez wprowadzenia zasady, że aptekę mogą prowadzić jedynie aptekarze. Albo – ujmując rzecz inaczej – „matką wszystkich afer” jest takie rozwiązanie, w którym uniemożliwia się obarczenie aptekarza pełną odpowiedzialnością za to co się dzieje w jego aptece. Rozwiązanie, w którym apteki mogą być prowadzone przez spółki kapitałowe powoduje, że odpowiedzialność ta rozmywa się. W konsekwencji, czegokolwiek byśmy nie robili, jakich zmian byśmy nie testowali, jeżeli nie „scalimy” apteki z aptekarzami, dojdziemy donikąd. Patologie będą kwitły, a stare problemy zastąpione zostaną nowymi.
[img]http://mgr.farm/sites/default/files/mgr_3.png[/img]
Problemy, zagrożenia, czy pokusy dot. dystrybucji leków są tożsame lub podobne dla wielu krajów. Większość z nich jednak, zwłaszcza te wysokorozwinięte, wprowadziło na tyle surowe restrykcje prawne dot. zasad prowadzenia aptek, że pozwoliło im to wyeliminować z rynku – używając nomenklatury aptekarskiej – „działania niepożądane”. Regulacje zwarte, logiczne ale przede wszystkim – proste do stosowania spowodowały, że o ile w Polsce AD 2015 przeciętny farmaceuta nie ma pewności, czy jego apteka będzie funkcjonowała za rok, dwa (a jeśli dłużej, to czy zapewni on w niej dostępność do podstawowych leków), o tyle jego zachodnioeuropejski kolega po fachu w tym samym czasie troskał się będzie jedynie o to, czy te same leki dotrą do niego na czas.

Jak jest w Europie?

Przyjrzymy się regulacjom obowiązującym w innych krajach. Spośród rozwiązań prawnych, które w mojej ocenie wydają się być najlepszymi (ze względu na prostotę, ale i skuteczność działania w praktyce) są przepisy niemieckiej ustawy o aptekach (Apothekengesetz, w skrócie: „ApoG”). Wedle § 8 ApoG, aptekę w Niemczech mogą prowadzić tylko: aptekarze działający w formie jednoosobowej działalności gospodarczej, czy też skupieni w porozumienie umowne spółki cywilnej, bądź też w formie spółki osobowej, ale tylko spółki jawnej. Jak widać, u naszych wysokorozwiniętych sąsiadów, inaczej niż u nas, wyłączono możliwość prowadzenia aptek przez spółki kapitałowe.

Na podobnej zasadzie apteki funkcjonują m.in.: we Włoszech, w Austrii, w Finlandii, czy w Danii. Co więcej, § 1 ApoG wskazuje, że jeden aptekarz może prowadzić nie więcej, aniżeli trzy filie apteczne. W Niemczech wprowadzono zatem również ograniczenia ilościowe dla rynku aptekarskiego, a cały kraj podzielono na tzw. okręgi farmaceutyczne (w wymienionych wcześniej krajach funkcjonuje to analogicznie); docelowo uniemożliwia to kartelizację rynku i ograniczenie dostępności do leków na terenach nieatrakcyjnych rynkowo.

Takie posunięcie nie było podyktowane jednak tym, że za Odrą panuje uwielbienie dla socjalizmu gospodarczego, czy wręcz – jak nieuczciwe akcentuje się niekiedy w dyskursie – „stalinizmem” (bo i takie stwierdzenia padają z ust przedstawicieli sieci aptecznych). Rozwiązanie to jest na wskroś logiczne. Zauważono bowiem, że dopuszczenie niefarmaceutów do prowadzenia aptek stwarza wymierne zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów, niezależności zawodowej aptekarzy, jakości świadczonych usług oraz potencjalnie może doprowadzić do wykoślawienia rynku, poprzez powstawania tzw. piramid dostępności do leków.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości potwierdza…

Takie rozwiązanie obroniło się również prawnie. W 2009r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu (ETS) rozpatrywał skargę przeciwko Niemcom, których przepisy o funkcjonowaniu aptek zaskarżyła Holandia. Przypomnijmy, że w Holandii, w przeciwieństwie do wymienionych krajów, możliwe jest prowadzenie aptek przez sieci apteczne, w tym również – przez niefarmaceutów. Niemieckim regulacjom Holandia zarzucała naruszenie dwóch podstawowych zasad traktatowych Unii Europejskiej: swobody przepływu towarów oraz swobody przedsiębiorczości. ETS nie podzielił jednak tych wątpliwości i holenderską skargę oddalił. Orzeczenie trybunału unijnego z 19 maja 2009r. (w sprawach połączonych C-171/07 i C-172/07 Apothekerkammer des Saarlandes) zawiera jednak na tyle istotną argumentację prawną, że nie sposób, będąc aptekarzem, przejść obok niej obojętnie. Powiem więcej, stwierdzenia tam zawarte tworzą coś na wzór „pomnika prawa” i powinny być wyznacznikiem w konstruowaniu krajowych rozwiązań prawnych dla farmacji.
[img]http://mgr.farm/sites/default/files/mgr_3.png[/img]
Trybunał stwierdził w przywołanym judykacie przede wszystkim, że „(…) państwo członkowskie może w ramach przysługującego mu zakresu uznania (…) uznać, że w odróżnieniu od placówki prowadzonej przez farmaceutę, prowadzenie apteki przez niefarmaceutę może stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego, w szczególności dla pewności i jakości detalicznej dystrybucji produktów leczniczych, ponieważ osiąganie zysków w ramach prowadzenia apteki nie jest ograniczane czynnikami, (…) które charakteryzują działalność farmaceutów. Podobnie, państwo członkowskie może dokonać oceny, czy podmioty prowadzące aptekę i nieposiadające dyplomu farmaceuty mogą naruszać niezależność zatrudnianych farmaceutów, skłaniając ich do sprzedaży produktów leczniczych, których magazynowanie nie jest już opłacalne, lub czy istnieje zagrożenie, że prowadzący apteki dokonają obniżki kosztów funkcjonowania, która może mieć wpływ na zasady detalicznej dystrybucji produktów leczniczych”.

Dyscyplinarna nierównowaga…

O jakich to ograniczeniach, „które charakteryzują działalność farmaceutów”, a których – zdaniem ETS-u – nie ma w rozwiązaniu „apteka również dla nieaptekarza” mowa? Chodzi oczywiście o zasady odpowiedzialności zawodowej aptekarzy. Farmaceuta prowadzący aptekę, podobnie jak każdy inny przedstawiciel wolnego zawodu zaufania publicznego, ponosi obok zawodowej i gospodarczej, również dyscyplinarną odpowiedzialność za swoje zachowania, uczynione w związku z wykonywaniem zawodu. Kwestie te reguluje Kodeks Etyki Aptekarza RP. Wedle tego aktu deontologii zawodowej, aptekarz w postępowaniu wobec pacjenta, innych przedstawicieli zawodu, nauki oraz samorządu, musi przestrzegać pewnych reguł etycznych. Tym niemniej jednak, już w art. 1 ust. 1 Kodeksu czytamy, że normy w nim ustanowione obowiązują jedynie aptekarzy. Tymczasem, polskie Prawo farmaceutyczne umożliwia również prowadzenie aptek przez osoby, które aptekarzami nie są (por. art. 99 ust. 4 PF).

Sytuacja taka jest z gruntu niezdrowa i rodzi wiele wątpliwości. Jeżeli – dajmy na to – aptekarz w związku z wykonywaniem czynności zawodowych dopuści się naruszenia zasad etycznych aptekarstwa (np. odmówi w sposób nieuzasadniony okolicznościami wydania pacjentowi leku – art. 6, naruszy zakaz reklamy aptek i swoich usług – art. 19, czy też uchybi obowiązkowi informacyjnemu wobec pacjenta – art. 7) wówczas mogą go z tego tytułu spotkać konsekwencje dyscyplinarne, określone w art. 46 w zw. z art. 45 ustawy o izbach aptekarskich (upomnienie, nagana, zawieszenie prawa wykonywania zawodu na okres od trzech miesięcy do trzech lat, dożywotnie pozbawienie prawa wykonywania zawodu). Tymczasem próżno w jakichkolwiek przepisach szukać odpowiedzialności tego rodzaju, przypisanej do przedsiębiorcy-niefarmaceuty, który prowadzi aptekę i dopuści się podobnego uchybienia.

Owszem, przedsiębiorca taki zawsze musi liczyć się z sankcjami administracyjnymi, z których cofnięcie zezwolenia na prowadzenia apteki wydaje się być najdotkliwszą, chociaż nie jedyną. Niemniej jednak, luki prawne występujące w Prawie farmaceutycznym sprawiają, że ów przedsiębiorca może za swoje obiektywnie etycznie naganne, czy nawet sprzeczne z prawem zachowania nie ponieść jakiejkolwiek odpowiedzialności. Najlepiej skalę nieprawidłowości uzmysłowić sobie na przykładzie.

Farmaceuta niefarmaceuta

Teoretycznie nie trudno wyobrazić sobie aptekarza, który dopuścił się naruszenia zasad funkcjonowania apteki (np. sprzedawał leki w nielegalnym procederze „odwróconego łańcucha dostaw”), za który – ujmijmy rzecz najsurowiej – sąd dyscyplinarny nałożył na niego karę pozbawienia prawa wykonywania zawodu. Ratio legis przepisów dyscyplinarnych jest taki, by ów nieuczciwy aptekarz nigdy już nie otworzył, ani nie prowadził apteki, nie uczestniczył w obrocie (hurtowym, czy detalicznym) lekami, czy tym bardziej – by nie miał najmniejszego chociażby kontaktu z pacjentami.
[img]http://mgr.farm/sites/default/files/mgr_3.png[/img]
Niedoskonałość polskich przepisów pokazuje jednak, że ten sam były już aptekarz może założyć np. jednoosobową spółkę z o.o. i ubiegać się o wydanie zezwolenia na prowadzenie apteki (spółka z o.o. jest jedną z dwóch przewidzianych prawem spółek kapitałowych). Formalnie rzecz ujmując wnioskodawcą jest tutaj bowiem spółka, a nie nieuczciwy aptekarz. Jeżeli zatem Inspekcja Farmaceutyczna nie zauważy (a w praktyce nie chce, bądź nie umie zauważyć) faktu, że taka spółka nie daje rękojmi należytego prowadzenia apteki (czyli nie spełnia wymogu określonego przez art. 101 pkt. 4 PF), to ów nieuczciwy aptekarz wraca w sposób nieskrępowany na rynek aptekarski, pomimo istnienia orzeczenia sądu dyscyplinarnego, zabraniającego mu wykonywania zawodu! Podany przykład w jednakowym stopniu odnosi się do nieuczciwych aptekarzy, jak i przedsiębiorców, którzy aptekarzami nie są. Ci drudzy bowiem mogą po utracie zezwolenia na jedną z ich spółek, utworzyć przez powiązania kapitałowo-osobowe drugą spółkę; mogą zasiadać w jej organach (w radzie nadzorczej, w zarządzie itp.), albo być wspólnikiem/udziałowcem/akcjonariuszem (w zależności od rodzaju nowopowstałej spółki).

Niemcy, widząc takie właśnie zagrożenie dla funkcjonowania rodzimego rynku aptek, uniemożliwiły prowadzenie aptek: w formie spółek kapitałowych oraz przez niefarmaceutów. W ten sposób niemiecki system jest szczelny, a orzeczenia sądów dyscyplinarnych respektowane (a nie ośmieszane). Zauważmy, że w Kodeksie Etyki Aptekarza RP nie ma (i prawnie nie może być!) przepisów, które rozciągają zasady zawodowej deontologii również na przedsiębiorców-nieaptekrzy (takie rozwiązanie, swoją drogą, byłoby sprzeczne z konstytucją). Mamy więc do czynienia z potężną luką w przepisach, ale przede wszystkim – z funkcjonowaniem rozwiązania prawnego, które urąga zasadom logiki i praworządności. Ileż razy, w praktyce funkcjonowania rynku aptekarskiego, nieuczciwi przedsiębiorcy ukrywali swoją niezgodną z prawem działalność poprzez wydzielanie ze spółki-matki innych spółek-córek? Ile razy osoby, które prowadziły apteki w sposób urągający etyce aptekarskiej, wracały na rynek pod zmienionym szyldem? Odpowiedź brzmi – wiele razy. Zbyt wiele. W swoim zachowaniu czuły się o tyleż rozzuchwalone, że nie spotykała je z tego tytułu żadna sankcja. A bezkarność, jak głosi łacińska paremia prawnicza, prowadzi zawsze do gorszego (impunitas semper ad deteriora invitat).

Potrzeba zmiany

W tradycji aptekarskiej zawsze przyjmowało się, że apteka nie jest tylko przedsiębiorstwem dążącym do maksymalizacji zysków, ale przede wszystkim – placówką ochrony zdrowia publicznego. Nawet dzisiaj, w taki właśnie sposób Prawo farmaceutycznego definiuje aptekę; właśnie jako „placówkę ochrony zdrowia” (art. 86 ust. 1 PF). Myślę, że nieprzypadkowo ustawodawca zdecydował się na takie posunięcie. A skoro już, to nakreślił on również pewien sposób patrzenia na aptekarstwo; nie przez pryzmat wolności gospodarczej, ale posłannictwa związanego z opieką zdrowotną. Zawód aptekarza nie jest kolejnym zajęciem, pozwalającym tylko zarobkować, lecz zawodem zaufania publicznego. Jego wykonywaniu towarzyszy duże ryzyko, związane z życiem i zdrowiem pacjentów. Z tych właśnie przyczyn dla aptekarzy, jak i innych przedstawicieli zawodów zaufania publicznego, utworzono swoiste „bezpieczniki”, jakimi są kodeksy etyki zawodowej. Niestety, pozostaną one pustym uregulowaniem, jeżeli nie będzie się konsekwentnym i nie stworzy aptekarzom możliwości niezależnego wykonywania zawodu.

Uregulowania zachodnioeuropejskie, wedle których tylko aptekarze mogą prowadzić apteki, są rezultatem kilku dekad obserwacji rynku obrotu detalicznego lekami. Występuje bowiem na nim zbyt duża pokusa akumulacji kapitału, kosztem takich nadrzędnych (przynajmniej dla aptekarzy) wartości, jak: uczciwość względem pacjenta, troska o jego życie i zdrowie, niezależność zawodowa, czy piecza nad doskonaleniem umiejętności zawodowych oraz zdobywaniem wiedzy. Bez wprowadzenia do polskiego prawa reguły, że apteki mogą prowadzić jedynie aptekarze, na nic zdają się kolejne nowelizacje prawa, półśrodki, czy podszyte szczerymi i dobrymi intencjami zmiany.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Kodeks czego? Kodeks czego?

Lektura Kodeksu Etyki Aptekarza Rzeczypospolitej Polskiej nie należy do najprzyjemniejszych. Nie jes...

10 najbardziej kłopotliwych surowców farmaceutycznych w recepturze 10 najbardziej kłopotliwych surowców farmaceutycznych w recepturze

Większość farmaceutów w swojej pracy ma do czynienia z wykonywaniem leków recepturowych. Jest to tru...

Babcia Etopirynka Babcia Etopirynka

Chyba każda apteka ma swoją Babcię Etopirynkę. Babcia ta przychodzi niemal każdego ranka z odliczon...