Magazyn mgr.farm

Jesienna hipochondria

21 października 2016 07:52

Nadeszła. Nieunikniona, niechciana, okropna, zimna, ciemna – jesień. Za oknami zrobiło się ponuro i dżdżyście, opaleniznę trzeba było schować pod rajstopy, spodnie i swetry, a dobry humor najlepiej głęboko do szafy, żeby dopasować się do otaczającej wszystko szarej rzeczywistości.

jesien.png

Ze smętna miną jak co roku czas ruszyć w kierat codzienności i uporać się z plagami, które przyszły wraz z jesienią – bakteriami, wirusami, grzybami i marudnymi pacjentami.

Co roku jest to samo – gdy tylko przekroczymy magiczną granicę końca lata zaczynają się nie tylko katary, bóle głowy, przeziębienia, zapalenia, ale – niekończąca się litania niezadowolenia. Pacjenci stają się bardziej wyczuleni na nasze niedociągnięcia, wrażliwi na punkcie swojego zdrowia i wymagający wobec terapii jakie im proponujemy. W szczególności hipochondrycy.

Czy to z powodu niekorzystnej aury, smutku i przygnębienia, a może po prostu z nudy, coraz więcej zdrowych pacjentów doszukuje się w sobie zaburzeń i schorzeń, których tak naprawdę nie ma. Liczba reklam, które bombardują nie tylko nazwami leków, ale też opisami chorób, zwiększona świadomość społeczna i podupadający wizerunek służby medycznej sprzyjają poszukiwaniom diagnoz na własną rękę. Wzrasta liczba pacjentów, którzy decydują się na samoleczenie wyimaginowanych zaburzeń. Zupełnie naturalne odstępstwa od normy, związane z fizjologią organizmu czy reakcją na zmianę temperatury otoczenia traktują jak objaw poważnej choroby. Takim osobom nie sposób wytłumaczyć prawdziwej przyczyny ich dolegliwości, jedynym rozwiązaniem jest zaproponowanie terapii i liczenie się z tym, że wrócą niezadowoleni z powodu braku skuteczności leczenia. Przyzwyczaiłam się już do tego, jednak ostatnio pacjenci przechodzą samych siebie.

„Pani, to na pewno rak!” usłyszałam niedawno spacerując w okolicy apteki od stałej pacjentki, której kiedyś poleciłam żeby zamiast brać żelazo powodujące uciążliwe zaparcia, zrobiła morfologię krwi i sprawdziła, czy rzeczywiście ma schorzenie, które u siebie podejrzewała. Przybiegła do mnie wymachując kartką z wynikami i tryumfalną miną kogoś, kto miał rację wbrew temu co sądził cały znany jej świat medyczny. Na podstawie dwóch granicznych, ale jeszcze w normie, parametrów (MXD% oraz limfocytów) pacjentka samodzielnie dokonała rozpoznania. No, prawie samodzielnie, bo z użyciem internetu, ale wnioski wyciągnęła sama.

Innym razem trafił się młody mężczyzna, który poprosił mnie o pewne tabletki (tu nazwa z reklamy). Po krótkiej rozmowie wywnioskowałam, że mają być dla niego. Podjęłam próbę wyjaśnienia, dlaczego właściwie uważa, że ich potrzebuje. Różnie bywa, może był po operacji zmiany płci albo znał ich inne niż powszechnie uznane działanie…? Okazało się, że usłyszał reklamę w radio i tam opisano wszystkie objawy jakie od jakiegoś czasu u siebie obserwował, więc uznał, że najwyraźniej przechodzi tę chorobę – tę całą menopauzę.

Choć dla pacjenta jest to śmiertelnie poważna sprawa i trzeba uważać, bo zdarza się, że pod zupełnie błędną samodiagnozą kryje się problem wymagający interwencji – czasem mimo wszystko w te ponure, jesienne dni zagości na naszych twarzach cień rozbawienia, a może nawet wielki, soczysty, odsłaniający wszystkie zęby uśmiech. Kto wie, a nuż czasem rykniemy gromkim rechotem i szary dzień stanie się lepszy – bo tak naprawdę to nie jesień jest problemem, ale nasze nastawienie do niej.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Aptekarski blue monday Aptekarski blue monday

Blue Monday to określenie najbardziej depresyjnego dnia w roku, przypadającego jakoby w trzeci ponie...

Jak doprowadzałem do upadku polską farmację – część 3 Jak doprowadzałem do upadku polską farmację – część 3

W oficjalnej nomenklaturze jesteśmy "wyspecjalizowanym sklepem". Jednak gdy ktoś chce czegoś od nas,...

Biedny aptekarz to biedny pacjent Biedny aptekarz to biedny pacjent

Istnieje taki stereotyp, według którego aptekarze to elita klasy średniej – ludzie żyjący w dostatku...