REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 15 października 2015, 16:55

Koszmar aptekarza

No i przyszła kryska na Matyska – kilkanaście metrów od mojej apteki otwiera się sieciówka. I to ta najgorszego rodzaju, bo słynąca z niskich cen i łamania zakazu reklamy. Miewałem już takie koszmary, ale nigdy nie wierzyłem, że kiedykolwiek się ziszczą…

Zewsząd docierały do mnie takie historie. Spokojnie funkcjonującej aptece w małym mieście nagle wyrasta sieciówka pod nosem. Nie na następnej ulicy czy osiedlu, ale centralnie pod nosem. Po roku walki cenowej apteka z wieloletnią tradycją bankrutuje i sieciówka przestaje być już taka tania… To koszmar każdego aptekarza. Niestety w najbliższym czasie przyjdzie mi się z nim zmierzyć osobiście.

REKLAMA

Dosłownie kilka dni temu dowiedziałem się, że w remontowanym lokalu, znajdującym się niecałe 20 metrów od mojej apteki, zostanie wkrótce otwarta apteka sieciowa. Powiedział mi o tym mój stały pacjent – typ gościa, który wszędzie wściubi nos i zawsze jest najlepiej poinformowany. Informację tę potwierdziło też kilku przedstawicieli firm farmaceutycznych i hurtowni, którzy w takich przypadkach stanowią niezastąpione źródło wiedzy. Apteka, która niedługo otworzy mi się pod nosem to znana w województwie sieć, słynąca z niskich cen i agresywnej reklamy. Chodzą też głosy, że była zamieszana w odwrócony łańcuch dystrybucji i z tego powodu zamknięto jej kilka aptek w dolnośląskim. Trudno się obawiać się takiej konkurencji…

W takiej sytuacji niewiele można zrobić. Nie ma w naszym kraju ograniczeń geograficznych ani demograficznych w otwieraniu aptek. Tak gdzie już jakaś istnieje i potrzeby pacjentów są zaspokojone, spokojnie może otworzyć się kolejna… a nawet kilka. Znajomi farmaceuci podsyłają mi ciągle zdjęcia ulic w Poznaniu czy Warszawie, gdzie apteki niemalże sąsiadują ze sobą przez ściany. Do tej pory takie obrazki oglądałem z rozbawieniem i politowaniem. Teraz już mi do śmiechu nie jest. Pod nosem otwiera mi się apteka i absolutnie nikt nie stanie w mojej obronie. Jeśli sam nie zadziałam i nie podejmę walki z nią, szybko pójdę z torbami.

REKLAMA
REKLAMA

Zastanawiałem się nad tym co w takiej sytuacji mógłbym zrobić. W jaki sposób przywiązać do siebie pacjentów i przekonać ich, że nowa apteka będzie gorsza od mojej. Najprościej byłoby stworzyć jakiś program lojalnościowy i w ten sposób związać ze sobą pacjentów. Ale to niezgodne z prawem. Mogę więc spróbować obniżyć ceny na opiniotwórcze produkty – tyle, że sieć z chwilą otwarcia spokojnie przebije moje ceny. A przecież nie będę sprzedawał poniżej ceny zakupu… nie mam dodatkowego źródła dochodu w postaci odwróconego łańcucha dystrybucji, żeby fundować pacjentom takie prezenty. Co mam więc robić? Przygotować koktajl Mołotowa i podpalić konkurencję? Ktoś podobno kiedyś próbował i takich metod…

Najgorsze jest to, że kiedy przychodzi aptekarzowi konkurować z „tanią apteką” to przestaje się liczyć fachowość jego personelu. Coraz mniej osób zwraca uwagę na to, kto ich obsługuje. Czy jest to farmaceuta, czy technik bez matury? Czy ma doświadczenie, czy dopiero skończył studia? W rezultacie apteki konkurujące ze sobą coraz niższymi cenami, szukają oszczędności w personelu. Zwalniają farmaceutów do koniecznego minimum i uzupełniają skład technikami… Zatrudniają farmaceutów po studiach, bo mają niższe oczekiwania finansowe niż ci bardziej doświadczeni. Czy ja też tak będę musiał robić? Do tej pory w mojej aptece pracowała nieracjonalnie duża (patrząc na realia rynkowe) liczba magistrów, bo aż trzech w stosunku do dwóch techniczek. Czy to się zmieni? Jak moi pacjenci zareagują na nową aptekę? Przede mną wiele nieprzespanych nocy.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA