Kowal zawinił a cygana powiesili (cz. 1)

11 lipca 2016 06:55

Tyle się ostatnio mówi o opiece nad pacjentem. Opiece, która jest wypadkową współpracy różnych zawodów medycznych. A tymczasem z drugiej strony trwają nieustanne kalkulacje opłacalności leczenia, refundowania i pracy. Lekarze, pielęgniarki, farmaceuci, NFZ – altruizm kończy się tam, gdzie zaczynają się rachunki, przepisy i kary.

zawinil.png

Przypadek nr 1.

Do apteki przychodzi pacjentka z drukowaną receptą:

rp. Cyclonamine 1 op 30 kg / 2 tabl wg wypisu ze szpitala

Ma pecha. Kierownik obawiając się kontroli WIF tego nie przepuści. Farmaceuta chcąc wydać lek musi wrócić pacjenta do lekarza, aby z autoryzacją skreślił „30 kg” .

Nic nie daje, to że mamy wypis ze szpitala przed sobą i nawet w takim przypadku korzystając ze swojej fachowej wiedzy, wiemy doskonale co wydać. Przecież pacjentka nie będzie się w domu bawiła w aptekarza i robiła z proszku tabletek.

Niestety papier nie pozwala jednoznacznie określić leku.

Przypadek nr 2.

Do apteki przychodzi pacjent z receptą na drogie szczepionki od specjalisty alergologa.

Ma pecha. Niestety pomimo dobrze wypisanego dokumentu, pieczątka świadczeniodawcy zawiera nieczytelny nr telefonu i część adresu przychodni. Pacjent chcąc otrzymać leki zgodnie z wskazaną przez lekarza refundacją, powinien wrócić do lekarza, ewentualnie do rejestracji w celu nabicia ponownie pieczątki – tym razem czytelnie co do jednej literko-cyferki.

Co z tego, że wiadomo gdzie ta przychodnia jest (30 km od apteki) i jaki jest do niej nr telefonu (koleżanka aptekarki leczy tam swoje dziecko).

Papier tego nie wie i nie pozwala na wydanie leków ze zniżką.

Przypadek nr 3.

Do apteki przychodzi pacjent z drukowaną receptą:

rp. Xarelto 15mg a 28 tabl 1 op / 1*1 / 30%

Ma pecha. Jest Sylwester. Apteka mająca dyżur niestety nie jest jedną z tych, mających Xarelto w cenie poniżej 100 zł. Farmaceuta tłumaczy, że niestety, ale na tak wypisaną receptę musi wydać lek pełnopłatnie, ponieważ lekarz wskazał opakowanie, które nie jest refundowane i to, że napisał 30% nie ma tutaj żadnego znaczenia. Lekarz używa programu komputerowego, który nie blokuje automatycznie niewłaściwych konfiguracji opakowanie – odpłatność. Pacjent mówi, że nie ma na tyle pieniędzy i w tej sytuacji w Nowy Rok nie będzie miał co zażyć – rano połknął ostatnią tabletkę. W aptece wiemy, że lekarzowi chodziło o lek z refundacją.

Papier tego nie wie i nie pozwala na wydanie leków ze zniżką.

Przypadek nr 4.

Do apteki przychodzi pacjent z receptą:

rp. Dalacin C 300mg 1 op / 2*1 przez 7 dni

Ma pecha. Trafił na aptekę, w której nie dzieli się blistrów z antybiotykami. Farmaceuta tłumaczy, że niestety aby dostać lek na tyle dni ile zapisał lekarz, musi do niego wrócić, żeby z autoryzacją skreślił „przez 7 dni” – wtedy dostanie całe opakowanie a nawet zostaną mu 2 tabletki. Taki bonus na czarną godzinę na przyszłość.

Aptekarz wie, że kuracja antybiotykiem powinna trwać tyle ile lekarz zalecił.

Papier tego nie wie i nie pozwala na wydanie 14 tabletek ze zniżką.

Przypadek nr 5.

Do apteki przychodzi pacjent z receptą:

rp. Ventolin aerosol 2 op / 2*1(przekreślone) i dopisek „wiadomo” jeden charakter pisma i ten sam długopis, ale bez autoryzacji.

Ma pecha. Taka recepta nie przejdzie. Pacjent dziś wyjeżdża za granicę na miesiąc. Ma samolot za 2 godziny. Trafił na aptekę, w której pracuje 1 osoba, a druga niespodziewanie wylądowała na L4 i jeszcze nie znaleziono nikogo na zastępstwo. Lekarz przyjmuje tylko 2 razy w miesiącu i to w godzinach otwarcia apteki, mając „godziliard” pacjentów. Aptekarz wie, że z powodu pośpiechu lekarz nie autoryzował poprawki i wie też, że nawet jak zadzwoni do niego, żeby przy okazji zahaczył o aptekę i poprawił receptę to jest to niemożliwe.
Papier tego nie wie i nie pozwala na wydanie 2 opakowań ze zniżką.

Przypadek nr 6.

Do apteki przychodzi pacjent z receptą:

rp. opatrunki Atrauman Ag 10*20 – 10 szt / zmieniać wg zaleceń co 2 dni

Ma pecha. Kierownik takiej recepty nie przepuści. Chociaż koleżanka zna pacjenta od 10 lat i realizuje jego recepty systematycznie, to powinna mu powiedzieć, że jeśli chce otrzymać taką ilość plastrów, jak ma na recepcie, to czeka go ponowna wizyta u lekarza w celu korekty dawkowania. Tak jak mówiłam zna go, jest obłożnie chory i czasem zdarza jej się podwozić mu leki do domu. Ale ok – receptę przyjęła – będzie w pobliżu przychodni na zakupach, to podejdzie do pani doktor niejako przy okazji. Pojechała na zakupy, wchodzi do przychodni a tam czarno od pacjentów. Pyta grzecznie, kto będzie wchodził w pierwszej kolejności , mówi, że jest z apteki i wyjaśnia sytuację, licząc na to, że na 30 sekund ktoś ją wpuści. Ale gdzie tam – awantura się zrobiła. Poleciały obelgi na lekarza, na aptekę, na kierownika, na nią. Poszła więc do recepcji, prosząc pielęgniarkę o wejście do gabinetu. Liczyła na moc sprawczą białego fartucha. Niestety tłum pacjentów nie oszczędził pielęgniarki również. Nie pozostało jej nic innego, jak wrócić do domu i przyjechać ponownie tym razem specjalnie na koniec godzin przyjęć lekarza. Straciła pół dnia. Co z tego, że wie jak pacjent ma stosować plastry.

Papier tego nie wie i nie pozwala na wydanie 10 sztuk ze zniżką.

Przypadek nr 7.

Do apteki przychodzi pacjent z drukowaną receptą:

rp. Clexane 80 – 3 op / 1*1.

Ma pecha. Jest sobota późnym wieczorem. Mała miejscowość. Faktycznie zastrzyki są na brakach. W aptece na tzw. występach gościnnych jest koleżanka. Zostając na dyżurze, dostała wyraźne instrukcje, że nie może odesłać żadnego pacjenta. Wszystkie recepty mają być poprawione przez personel. Pewnie jakby była jasnowidzem, to nie wzięłaby tej Umowy Zlecenie. Recepta jest drukowana, ale kończący się tusz zalał dawkowanie i tej drugiej jedynki nie widać zbyt dobrze. Nie widać też dokładnie całości numeru recepty. Ale ok – leki wydane w całości – pomyślała, że zadzwoni w poniedziałek rano do szpitala (120 km od apteki – jakaś specjalistyczna operacja miała miejsce), skąd była ta recepta i poprosi lekarza o pomoc. Nie mogła też powiedzieć pacjentowi, że coś jest nie tak z receptą. Minął weekend i dzwoni do szpitala. Telefon odbiera niemiła recepcjonistka . Podaje słuchawkę lekarzowi. Stanęło na tym, że tą zrealizowaną receptę przyśle do szpitala pocztą. Lekarz poprawi dawkowanie i odeślą z powrotem do apteki. Niemiła recepcjonistka od razu zarzekła się, że w kopercie musi być druga koperta ze znaczkiem o właściwej wartości, bo „nie będzie dopłacać ze swojej kieszeni za błędy lekarza” – chociaż z rozmowy z medykiem wynikało, że wypisy drukuje tam informatyk. Recepta wysłana, zwrotka żółta wróciła, a recepty poprawionej nie widać. Koleżanka dzwoni ponownie do szpitala, Odbiera inna recepcjonistka, która totalnie nie wie o co chodzi. Recepty u lekarza w gabinecie brak a lekarz na L4. Jakimś cudem dowiedziała się do kiedy lekarz ma zwolnienie. Bierze urlop w swojej macierzystej pracy, córeczkę do fotelika i jedzie te 120 km, do tego szpitala, spotkać się z lekarzem i odebrać receptę. Nic z tego. Lekarz wrócił tylko po to, żeby złożyć wymówienie i poszedł na kolejne L4. Nawet się z nim nie widziała. Nikt za niego recepty przepisać nie chciał. Koleżanka wróciła do domu lżejsza o koszty podróży i kwotę refundacji za 3 opakowania Clexane 80. W międzyczasie w aptece zmienił się kierownik, a ten nowy nie respektował poleceń poprzedniego. Taki pech. Farmaceuta wie o co chodziło lekarzowi. Recepta sprawdzona z wypisem.

Papier tego nie wie i nie pozwala na wydanie 3 opakowań ze zniżką.

Tradycyjnie na tym powinnam zakończyć. Wnioski wyciągają się same.

Tyle się ostatnio mówi o opiece nad pacjentem. Opiece, która jest wypadkową współpracy różnych zawodów medycznych. A tymczasem w rzeczywistości, za drobne błędy formalne dostaje po kieszeni apteka – jeśli Narodowy Fundusz Zdrowia skontroluje recepty i dopatrzy się błędu (a może to zrobić 5 lat wstecz) albo pacjent – jeśli apteka nie chce narazić swojej firmy na koszty i nie mogąc zostawić pacjenta bez leku, proponuje mu zakup leków przez pacjenta za stuprocentową odpłatnością.

Jakiś czas temu na jednym z forów branżowych, ktoś napisał, że apteka powinna jak najmniej angażować pacjenta w potencjalne błędy jakie realizujący widzi na recepcie.

Oczywiście tylko ten się nie myli, który nic nie robi.

Tylko idąc tym tokiem rozumowania, dochodzimy do tego, iż obowiązkiem apteki jest przyjęcie błędnego dokumentu i nie tracąc pacjenta (czytaj nie informując go o niczym) oraz nie zrażając do apteki osoby wystawiającej receptę, poprawić to co jest źle we własnym zakresie. Powstaje zatem pytanie – czy to jest naprawdę obowiązkiem apteki? Jeśli tak to kiedy? W czasie pracy? Czy po pracy? Kto ma pokryć koszty ewentualnej podróży etc…. Powstają realne dylematy.

To podobno pozwala budować przewagę apteki jako tej propacjenckiej.

Może i jest częściowo prawda, ale działa tylko na krótką metę.

Obecnie pacjent nie jest przypisany do żadnej konkretnej placówki, w której może zakupić leki.

Problem pojawia się wtedy, kiedy zmuszony jest wyjechać, albo jego propacjencka apteka jest nieczynna. Zjawia się w innej aptece, gdzie „mniej ludzki” aptekarz informuje go co jest nie tak z receptą i daje wybór – albo poprawia we własnym zakresie, albo musi wykupić leki na 100%. Czasami nie dostanie leków wcale. Czasem nie wykupi, bo go po prostu nie stać. Zaczynają się pretensje, roszczenia, a nawet z ust chorego padają słowa, że to „nie jego wina” i „jak coś nie gra, to sobie proszę jechać samemu poprawić!” Takie zachowanie spowodowane jest właśnie tzw. uczeniem pacjenta, że apteka to taki sklep albo urząd i jest od wszystkiego i wszystko załatwi za niego.

Niestety – nic bardziej mylnego.

Wkrótce część 2

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Kowal zawinił a cygana powiesili (cz. 2) Kowal zawinił a cygana powiesili (cz. 2)

Nie jest obowiązkiem apteki poprawianie nieswoich błędów. I nie ważne czy to będzie informatyk, piel...

Recepty od pielęgniarek Recepty od pielęgniarek

Już za kilka dni pielęgniarki będą mogły wypisywać recepty. Nie sądziłem, że kiedykolwiek doczekam t...

Quantum satis Quantum satis

Obecnie preparaty „Max” lub „Forte” zapisały się w świadomości pacjentów jako terapia podstawowa – p...