Farmaceutyczny światek jest niewielki toteż wiadomości rozchodzą się w nim lotem błyskawicy. I to wcale nie za pomocą łącz internetowych. Najciekawsze i najgorętsze informacje nigdy nie trafiają do sieci. Bo w sieci nic nie ginie, a takie informacje na ogół nie powinny trafić w niepowołane ręce. Jakie informacje? Chociażby takie mówiące o przyczynach zamknięcia konkurencyjnej apteki. Albo nazwisko i plany nowego jej właściciela. Albo wielkość pakietu Memotropilu zamówionego przez konkurencję i cenę leku dla pacjenta. Takie informacje są cenne dla nielicznych. Dlatego tylko nieliczni mają do nich dostęp.
Skąd zatem bierzemy te informacje? O to paradoksalnie wcale nie jest trudno, bo nasza branża pełna jest plotkarek i plotkarzy. Na pierwszym miejscu są przedstawiciele firm farmaceutycznych. Niemal codziennie jakiś lub jakaś przychodzi do mojej aptek. Robią wszystko byle przekonać mnie do zakupu pakietu albo nowości. A to sprawia, że łatwo wyciągnąć z nich informacje dotyczące okolicznej branży. Zresztą część robi to z własnej, nieprzymuszonej woli. Chcą zyskać zaufanie i dobre relacje. Chwalą się więc swoimi znajomościami, osiągnięciami i opowiadają co się dzieje w innych aptekach.
To ma swoje dobre i złe strony. W ten sposób można zdobyć naprawdę wiele informacji. To jest przydatne. Niestety z drugiej strony można być pewnym, że kiedy przedstawiciel będzie w innej aptece to tam będziemy tematem plotek. I przekonałem się o tym kilka razy. Wystarczyło, że wspomniałem pewnej przedstawicielce, że wkrótce odejdzie ode mnie jedna z farmaceutek, by po kilku dniach wiedział o tym mój znajomy z innego miasta – też farmaceuta i właściciel apteki.
Oczywiście innym źródłem informacji są znajomi farmaceuci – najczęściej ci ze studiów. Kończąc jedną uczelnie rozjeżdżamy się po Polsce, ale zdecydowana większość zostaje w okolicach alma mater. Jeśli relacje na studiach były dobre, to utrzymuje się je też po studiach. I to procentuje przepływem informacji w branży między osobami zaufanymi. Czasami sam dzwonię do starych znajomych, żeby odświeżyć kontakty. Często też dostaję telefony od kolegów i koleżanek, którzy chcą „zasięgnąć języka”. Pod względem towarzyskim to najlepszy sposób pozyskiwania informacji.
No i zostają jeszcze szkolenia i wyjazdy na konferencje. Tutaj źródłem informacji są „nieznajomi”. I czasami jestem mocno zaskoczony gdy okazuje się, że taki „nieznajomy” tyle wie na mój temat i temat mojej aptecznej okolicy. Jest to wręcz przerażające. Duże firmy farmaceutycznej organizują cyklicznie konferencje dla kierowników i właścicieli aptek. Sama elita. Rzeczy, który można się wtedy dowiedzieć sprawiają, że włosy stają dęba. Tutaj nie mówi się o tym, że ktoś wywozi leki za granicę, ktoś otwiera własny NZOZ czy ktoś sprzedaje się sieci aptek. Tutaj padają konkretne nazwiska, kwoty i „modele biznesowe”.
Sytuacja na rynku aptecznym jest dynamiczna. Dzieje się naprawdę wiele więc informacja o tym jest niezwykle cenna. Ale szczerze przyznam, że czasem chciałbym, żeby to wszystko o czym słyszę nie było prawdą. Bo jest to prawda przerażająca.










