Prolog debiutanckiej „Anestezji” Thomasa Arnolda jest mroczny i zdaje się sugerować czytelnikowi, jaki będzie motyw przewodni opowieści: w pokoju przystosowanym do przeprowadzania operacji (lub sekcji zwłok) mężczyzna wrzuca do worków pokawałkowane ciało, dezynfekuje salę, przebiera się, potem opuszcza pomieszczenie, by zutylizować worki wraz z zawartością. Opis czynności wykonywanych przez mężczyznę jest zwięzły, mechaniczny, pozbawiony przymiotników, przez co autor wprowadza czytelnika w posępny nastrój thrillera… I – pomimo, że domyślamy się, jaką zagadkę kryminalno-medyczną będzie chciał rozwikłać główny bohater – detektyw Nick Stewart – to jednak zupełnie nie wiemy, jak to się stanie, jak Stewart zostanie wplątany w bieg wydarzeń, co w tej historii robi jego dziewczyna Kate Frost i co łączy milionera Collina Petersena z budowlańcem Russelem Millerem?
Kolejne strony po prologu to bowiem misternie skonstruowana akcja, tocząca się w kilku miejscach, w różnym czasie, z licznymi bohaterami, których pozornie nic nie łączy, z oddzielnymi – zdawać by się mogło – wątkami. Nić gry, którą autor prowadzi z czytelnikiem, wije się w gąszczu wątków i po zakamarkach akcji, dzięki czemu zainteresowanie, co będzie dalej, nie zmniejsza się… Ale przez cały czas mamy wrażenie, że ten pozorny chaos jest kontrolowany, że autor dokładnie wie, dokąd zmierzają bohaterowie i w jaki sposób ułożyć elementy kryminalnej układanki, by w finale zaskoczyć czytelnika.
Jestem pod wrażeniem wyobraźni młodszego kolegi farmaceuty i pisarskiej sprawności, dzięki której udało się utrzymać spójność fabuły. Trochę szkoda, że akcja nie toczy się w Polsce, tylko w Stanach, ale rozumiem, że punktu widzenia niektórych odbiorców czyni to książkę bardziej „światową”. Być może nasza rzeczywistość jest ciągle zbyt siermiężna, by osadzić w niej wartką akcję thrillera… Mam pewien niedosyt, jeśli idzie o wątki medyczne, moim zdaniem warto by je rozbudować o detale, np. o szczegóły na temat użytych leków…
Spośród innych powieści Thomasa Arnolda czytelnicy chwalą również „33 dni prawdy”. Bohaterka powieści, siedemdziesięcioletnia Dona Jonson z Cleveland, zostaje znaleziona martwa z podciętymi żyłami. Zagadkę jej śmierci mają rozwiązać najlepsi detektywi z wydziału zabójstw: James Adams i David Ross. Znaleziona w mieszkaniu fotografia młodej Dony, ubranej w habit, może być wskazówką dla policji… Trop prowadzi do sierocińca, w którym Dona pracowała przed laty, a potem z ulgą opuściła. Akcja jest wielowątkowa, wszystkie jej elementy układają się według precyzyjnie nakreślonego przez autora planu, o czym w pełni przekonujemy się dopiero w ostatnich rozdziałach.
„33 dni prawdy” trzymają w napięciu do końca. W „Anestezji” pisarz nie kryje, o co toczy się gra, a pytanie czytelnika „Anestezji” brzmi „jak akcja potoczy się dalej?”; natomiast w „33 dniach” mamy do czynienia z pułapką zastawioną przez autora na czytelnika, z zagadką, której nie sposób przed końcem książki rozwikłać. Tu pytanie brzmi, kim była naprawdę Dona Jonson, jak wyglądało jej życie do momentu, w którym policja znalazło jej ciało w wannie? Ani przez chwilę czytelnik „33 dni prawdy” się nie nudzi, akcja jest wartka, poruszane tematy kontrowersyjne, finał zaskakujący. Podsumowując – rozrywka na dobrym poziomie.
Czytelnikom polecam książki Thomasa Arnolda, nie tylko te opisane powyżej, ale i pozostałe, ponieważ są wysoko oceniane przez znawców gatunku. Zaś detektywi Adams i Ross występują także w kolejnej powieści – „Horyzoncie umysłu”. Wygląda na to, że odtąd Cleveland nie będzie mi się kojarzyć wyłącznie z Rock and Roll Hall of Fame, ale także z parą policjantów z książek Arnolda.
Zachęcam też do lektury artykułu: [b][url=https://mgr.farm/opinie/farmaceuta-mrozacy-krew-w-zylach]”Farmaceuta mrożący krew w żyłach”[/url][/b]










