REKLAMA
Magazyn mgr.farm

Lekowe tsunami

10 kwietnia 2018 10:54

Przeciskałem się zatłoczonymi, dusznymi korytarzami jednego z budynków Ministerstwa Zdrowia Sri Lanki w Kolombo. Na tabliczkach przykręconych do, pamiętających jeszcze czasy kolonialne, drewnianych drzwi prowadzących do poszczególnych biur, szukałem nazwiska szefa Departamentu Gospodarki Lekiem – dr Hemantha Beneragama. Zostałem do niego skierowany przez lokalne biuro WHO…

Darowizny leków z całego świata na Sri Lance (fot. Rafał Hechmann)

Był początek roku 2006, ponad rok po katastrofalnym w skutkach tsunami z grudnia 2004 roku, które na samej tylko Sri Lance pochłonęło 40 tys. ofiar. Byłem na wyspie z ramienia Uniwersytetu Nowej Południowej Walii z Sydney, gdzie jako student zdrowia publicznego specjalizujący się w pomocy rozwojowej i humanitarnej realizowałem projekt mający na celu zbadanie skuteczności i wpływu na lokalny system opieki zdrowotnej pomocy po tsunami dostarczanej w postaci darowizn leków. Gdy w końcu trafiłem do właściwych drzwi dr Beneragama wysłuchawszy powodów mojej wizyty, złapał się za głowę, po czym unosząc ręce ku niebu, niemalże wykrzyczał: „To była dopiero katastrofa! Prawdziwe drugie tsunami!” Wkrótce miałem się przekonać jak bliskie prawdy były słowa mojego rozmówcy.

26 grudnia 2004 roku potężne trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim powoduje ogromne fale tsunami odbierające życie ponad 300 tysiącom osób. Prawie 40 tysięcy ginie na samej Sri Lance a 16 tysięcy osób jest rannych. Odpowiedź świata jest natychmiastowa. Wśród napływającej pomocy bardzo szybko pojawiają się pierwsze transporty leków.

W pierwszych godzinach po tsunami w celu zaspokojenia zapotrzebowania na leki i środki medyczne niezbędne do odpowiedzi humanitarnej zostają uruchomione rezerwy Ministerstwa Zdrowia. Po dwóch dniach rząd Sri Lanki wystosowuje do społeczności międzynarodowej prośbę o pomoc zewnętrzną publikując listę najpotrzebniejszych w tym momencie leków. Jak się okaże, apel ten będzie miał dramatyczne konsekwencje.
W ciągu kilku dni na wyspę zaczynają napływać setki ton leków z wszystkich możliwych zakątków świata. Podczas, gdy ranni w ogromnej większości potrzebują głównie środków opatrunkowych i podstawowych antybiotyków na wyspie codziennie lądują dziesiątki samolotów wypełnione darowiznami wszystkich możliwych medykamentów. Szybko okazje się, że są one niestety w dużej mierze kompletnie nieadekwatne do sytuacji i dokładają jedynie pracy, kosztów i zmartwień próbującym sobie poradzić z nieszczęściem wolontariuszom, organizacjom i rządowi w Kolombo.

REKLAMA

Leki w dobrej wierze posyłają z całego świata pojedynczy ludzie, grupy skrzykujących się osób, na szybko zorganizowane inicjatywy, firmy, parafie, różnego rodzaju stowarzyszenia czy organizacje. Bardzo szybko zaczyna brakować miejsca do rozładunku i przechowywania napływających darowizn. Ministerstwo Zdrowia musi wyasygnować dodatkowe, jakże potrzebne w tym momencie gdzie indziej fundusze na wynajęcie powierzchni magazynowych. Nikt nie jest jednak w stanie posortować takiej ilości leków, szczególnie, że darowizny są chaotyczne a leki potrzebne nikną przykrywane coraz to większymi falami pudeł wypełnionych dosłownie wszystkim co jest lub kiedyś było stosowane w leczeniu dowolnej dolegliwości w dowolnym kraju na świecie.

REKLAMA

Po dwóch tygodniach rząd Sri Lanki wydaje dramatyczną prośbę o wstrzymanie wszelkich darowizn leków, lecz prośba przechodzi bez echa.

W ciągu 5 miesięcy po tsunami do kraju bezustannie napływają lekarstwa i środki medyczne, którymi można wypełnić po brzegi 3500 ciężarówek. Wychodzi mniej więcej jedna ciężarówka na 3 rannych. Co więcej, większość rannych po tygodniu od katastrofy zostaje wypisana do domu a ciężarówki w dużej mierze zawierają trudny do utylizacji mało adekwatny do potrzeb ładunek.

Według raportu zespołu prof. Rohini Fernandopulle z Zakładu Farmakologii Uniwersytetu w Kolombo, badającego napływające darowizny, pośród możliwych do zidentyfikowania leków znajdowało się prawie 800 różnych substancji czynnych z których jedynie połowa była kiedykolwiek zarejestrowanych na Sri Lance a tylko 10% znajdowało się na liście leków, o które prosił rząd bezpośrednio po katastrofie.

Podczas gdy dary napływają z całego świata bardzo poważnym problemem staje się ich identyfikacja. Aż 62% leków jest oznaczonych w języku innym niż angielski (znanym przez większość Lankijczyków). Leki są opisane po arabsku, chińsku, duńsku, francusku, koreańsku, turecku i w wielu innych niezrozumiałych dla lokalnego personelu medycznego i wolontariuszy językach. Ogromną część leków stanowią pojedyncze opakowania, czy nawet blistry leków, niektóre są już nawet rozpoczęte. Tylko 50% otrzymanych leków ma na opakowaniu możliwą do zidentyfikowania datę ważności, z czego 5% jest już przeterminowana w chwili przybycia na wyspę (niektóre nawet o kilka lat). Dodatkowo 15% leków nie ma na opakowaniu nazwy międzynarodowej.

Aby poradzić sobie z falą napływających leków, rząd postanawia rozesłać darowizny nie tylko do miejsc bezpośrednio dotkniętych tsunami (wąski pas południowego i wschodniego wybrzeża), ale również do szpitali i placówek zdrowia w całym kraju

Jednak powoduje to kolejne problemy. Oprócz leków potrzebnych, do szpitali trafiają tony leków bezużytecznych, przeterminowanych czy niemożliwych do zidentyfikowania. Dodatkowo leki potrzebne trafiają do placówek zdrowia w ilościach niemożliwych do zużycia. To powoduje, że sale chorych, korytarze a nawet sale zabiegowe zamieniane są w tymczasowe magazyny a personel medyczny zamiast zajmować się chorymi próbuje poradzić sobie z sortowaniem darowizn.

REKLAMA

Odwiedzam te szpitale rok po katastrofie. Sale służące kiedyś leczeniu pacjentów są nadal wypełnione pogniecionymi, zakurzonymi kartonami z lekami, których nikt już nigdy nie użyje. Są przeterminowane, niemożliwe do zidentyfikowania, niepotrzebne. Co gorsza, nikt nie ma pieniędzy na ich bardzo kosztowną utylizację, która będzie kosztować miliony dolarów. Rykoszetem dostaje oczywiście cały lokalny przemysł i rynek farmaceutyczny. Napływ tak ogromnej liczby leków z zewnątrz zmniejsza zapotrzebowanie na obrót rodzimymi produktami. Tym sposobem nieprzemyślana pomoc zamiast wspierać lokalną gospodarkę, powoduje dodatkowe obciążenie dla przygniecionej już śmiertelnym ciężarem fal tsunami ekonomii kraju.

Jak się okazuje, Sri Lanka nie jest wyjątkiem. Podobnie dzieje się w Indonezji. Do regionu najbardziej dotkniętego przez tsunami – Banda Aceh napływa ponad 4 tysiące ton leków. 70 procent ma niezrozumiałych dla lokalnych pracowników medycznych językach, 25% jest przeterminowana lub zbyt bliska dacie przeterminowania, aby mogły być użyte. Finalnie zniszczenie tych nienadających się do użycia darowizn kosztuje lokalny rząd ponad 3,5 miliona dolarów.

Indie i Tajlandia – również dotknięte przez tsunami – uniknęły takich kłopotów przewidując problem i odmawiając przyjmowania jakichkolwiek darowizn. Podobnie zareagowano na przykład na Haiti po trzęsieniu ziemi w 2010 roku.

Nasuwa się pytanie, jak dochodzi do takich sytuacji? Myślę, że nie jest trudno to sobie wyobrazić. Zazwyczaj, gdy w kraju X wydarza się nagła katastrofa, media na całym świecie rozpowszechniają informację, że potrzebne są leki. Odruch serca każde wielu osobom się skrzyknąć, myślą: „zbierzmy leki i wyślijmy, tam potrzebują wszystkiego”. Opróżniamy apteczki w przekonaniu, że w kraju X przyda się wszystko, że oni będą wiedzieli co z tym zrobić, że każda tabletka, nawet przeterminowana jest na wagę złota. Robimy to w dobrej wierze z przeświadczeniem, że ratujemy komuś życie, że pomagamy. Adresujemy paczkę zdobytym w internecie adresem odpowiedniej naszym zdaniem instytucji w kraju X i wysyłamy! To samo w tym samym czasie robią ludzie w innych miastach i w innych krajach. Tysiące ludzi. Na końcu tego łańcucha zdarzeń jest jakiś człowiek z Departamentu Gospodarki Lekiem kraju X, który łapiąc się za głowę pomstuje do nieba na wielkie tsunami niechcianych leków.

Czy pomoc farmaceutyczna ma zatem w ogóle sens? Odpowiedź jest oczywiście twierdząca, jednak przy stosowaniu się do bardzo jasnych wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), którym mam nadzieję wkrótce poświęcić osobny artykuł. Te wytyczne (ang. Guidelines for Drug Donations) zostały opublikowane po raz pierwszy już ponad 20 lat temu, zaczęły jednak być dostrzegane dopiero po przykrych doświadczeniach krajów takich jak Sri Lanka i Indonezja w 2004 roku. Wytyczne te kładą między innymi duży nacisk na lokalne zakupy oraz profesjonalizm, wiedzę i odpowiedzialność w obrocie lekami podczas dostarczania pomocy a coraz ściślejsze stosowanie się do nich przez organizacje humanitarne jest szansą na większy udział farmaceutów w sektorze pomocowym.

REKLAMA

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Powiązane artykuły

Res pharmaceuticae Res pharmaceuticae

W tym roku otwarto nową wystawę stałą Muzeum Farmacji im. mgr farm. Antoniny Leśniewskiej, Oddział M...

Depresja daje się leczyć Depresja daje się leczyć

Farmaceuta to człowiek, którego edukacja nie kończy się w momencie uzyskania dyplomu i kończyć się n...

Bo apteka jest jak ten autobus… Bo apteka jest jak ten autobus…

Wyobraźmy sobie, że apteka to autobus dowożący dzieci do szkoły. Czy chcielibyśmy, żeby prowadził go...

REKLAMA
?>

Szanowni Państwo,

Farmacja.net sp. z o. o. przetwarza Twoje dane osobowe zbierane w Internecie, w tym informacje zapisywane w plikach cookies, w celu personalizacji treści oraz reklamy, udostępniania funkcji mediów społecznościowych oraz analizowania ruchu w Internecie.

Kliknij “Zatwierdź i przejdź do serwisu”, aby wyrazić zgodę na korzystanie z technologii takich jak cookies i na przetwarzanie przez farmacja.net sp. z o .o. , Zaufanych Partnerów Twoich danych osobowych zbieranych w Internecie, takich jak adresy IP i identyfikatory plików cookie, w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, szczegółowo opisanych w ustawieniach zaawansowanych.

Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać w ustawieniach zaawansowanych.

Ponadto masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych. W polityce prywatności znajdziesz informacje jak zakomunikować nam Twoją wolę skorzystania z tych praw.

Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych znajdują się w polityce prywatności.

Instalowanie cookies itp. na Twoich urządzeniach i dostęp do tych plików.

Na naszych stronach internetowych używamy technologii, takich jak pliki cookie i podobne służących do zbierania i przetwarzania danych eksploatacyjnych w celu personalizowania udostępnianych treści i reklam oraza analizowania ruchu na naszych stronach. Te pliki cookie pomagają poprawić jakość treści reklamowych na stronach. Dzięki tym technologiom możemy zapiewnić Ci lepszą obsługę poprzez serwowanie reklam lepiej dopasowanych do Twoich preferencji.

Nasi zaufani partnerzy to:

Facebook Ireland Limited – prowadzenie kampani remarektingowych i mierzenie ich efektywności – Irlandia (EOG)

Google Ireland Limited (Google Adwords, DoubleClick Ad Exchange, DoubleClick for Publishers Small Business) – zarządzanie kampaniami reklamowymi, ich analiza i pomiary ruchu na stronach Serwisu – Irlandia (EOG)

Google Incorporated (Google Analytics, Google Cloud Platform, GSuit, Google Optimize, Google Tag Manager, Google Data Studio) – obsługa kampanii reklamowych, analizowanie ruchu na stronach Serwisu i obsługa poczty firmowej, analiza sposobu korzystania z Serwisu przez Użytkownika – USA (poza EOG)

Comvision sp. z o. o. – wysyłanie informacji marketingowych dotyczących Serwisu – Polska (EOG)

Benhauer sp. z o.o. – prowadzenie kampanii remarketingowych i mierzenie ich efektywności, e-mail Marketing – Polska (EOG)

LiveChat, Inc. – usługa Pharm:assistant

Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu mgr.farm jest możliwy dla osób uprawnionych do wystawiania recept lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Ustawienia zaawansowane Wstecz