Magazyn mgr.farm

Mamusia wie najlepiej cz 2.

12 grudnia 2017 12:14

Prowadząc opiekę nad pacjentem pediatrycznym musimy bazować na obserwacjach dokonanych przez opiekuna w celu wykonania rozpoznania różnicowego. Często jednak nie posiadamy pełnej informacji, dlatego wydajemy opiekunowi, zwykle matce dziecka, to o co prosi, ufając jej osądowi. W końcu to matka zna swojego potomka najlepiej, często intuicyjnie wie co mu dolega, więc czemu nie?

farmaceuta4.png

W większości przypadków nie ma problemu, bo rodzice rzeczywiście chcą dla dziecka jak najlepiej i zwykle ostrożnie podchodzą do farmakoterapii, dowiadują się i stosują do zaleceń, pilnują dawek i odstępów czasowych między nimi, obserwują, wnioskują, konsultują wątpliwości, bo tak podpowiada im intuicja. Czasami jednak kobiety decydują się zagłuszyć to, co im mówi ten wewnętrzny głos, tłumacząc się obowiązkami w pracy, zmęczeniem czy dobrem dziecka. Czasami nie są w stanie go usłyszeć, bo stan psychiczny im nie pozwala.

Wszystkie matki bywają zmęczone, niewyspane, rozdrażnione i marzą o chwili spokoju. Niektóre podejmują nawet kroki ku temu, jednak nie zawsze w sposób bezpieczny dla dziecka. Posiadając polecenie innych matek-ignorantek, a recepty zwykle nie, często podają dzieciom zdobytą od kogoś lub wyłudzoną z apteki np. hydroksyzynę, żeby maluchy były spokojniejsze, lepiej spały i przestały wreszcie marudzić. Z racji działania uspakajającego leki tego typu często mylnie poleca się w specyficznych kręgach macierzyńskich jako dobre na ząbkowanie, utrwalając w głowach niektórych kobiet schemat, że gdy dziecko bolą wychodzące zęby i leki przeciwbólowe nie pomagają na marudzenie, a hydroksyzyna sprawia, że jęczenie ustaje, to działanie na dziecko jest lecznicze. Nikt z nich nie zauważa, że skoro leki przeciwbólowe nie działają, to przyczyna marudzenia jest mylnie zinterpretowana, a nie, że działanie leku jest niewystarczające.

Wszystkie dzieci na pewnym etapie chorują, zwłaszcza te, które chodzą do żłobków i przedszkoli, co na macierzyńskim jeszcze można jakoś przełknąć, ale gdy właśnie wróciliśmy do pracy i nasze dobre stosunki z pracodawcą zależą od ilości przepracowanych godzin (nie mówię, że to norma, niestety wiele matek czuje presję) staje się już dużym problemem. Czasami wtedy kobiety zapominają o instynkcie, wybierają stabilizację zawodową ponad zdrowie dziecka i zaczyna się… ładowanie żelkami, syropkami, gumami z witaminami, profilaktyczne stosowanie syropów przeciwbólowych, znaczne nadużywanie leków przeciwwirusowych dostępnych bez recepty i… posyłanie chorych, ale nieco podkoksowanych lekami dzieci do placówki, żeby ukryć gorączkę czy karar lejący się jak niagara z nosa. Ostatnio nawet widziałam dziecko wysmarowane podkładem do makijażu żeby zakryć krosty ospy bostońskiej.

Niektóre kobiety nie potrafią dokonać właściwych obserwacji u dzieci i uczyć się ich zachowań, na których podstawie mogłyby wnioskować o stanie zdrowia lub choroby. Takie sytuacje zdarzają się często wśród matek z zaburzeniami psychicznymi – w przebiegu depresji poporodowej czy w zespole zaburzeń lękowych. Te kobiety mogą mieć zniekształconą ocenę sytuacji, wynikającą z problemów ze snem i koncentracją. Ich odpowiedź na potrzeby dziecka może nie być na wystarczająco wysokim poziomie, żeby zaobserwować stan patologiczny czy też w wyniku odczuwanego lęku zachowanie dziecka może być niesłusznie interpretowane jako patologia, prowadząc albo do ignorowania istotnego problemu i zaniechania interwencji medycznej, albo niepotrzebnego podawania leków, przekraczania dawek i innych nieprawidłowości.

Pracując na co dzień w aptece z pacjentem pediatrycznym powinniśmy zwracać bacznie uwagę na stan opiekuna dziecka, jego prawdomówność, intencje i komunikatywność. Niepokojące sygnały łatwo przeoczyć i czasem nie widzimy problemu od razu. Jak w przypadku jednej z moich stałych pacjentek, która przez wiele miesięcy kupowała leki dla córki, opowiadając o przygodach z lekarzami, nietrafionymi diagnozami, jeżdżeniem po specjalistach. Pewnego dnia recepty się skończyły i kobieta przychodziła prosić o wydanie niezbędnych dla chorej córki leków, obiecując że recepty doniesie, ale rzadko to robiła. Czasem dostawała z „dobrego serca”, czasem nie, aż pewnego razu kierownik apteki zadzwonił do pediatry dziecka. Okazało się, że w opinii lekarza dziewczynka była zdrowa, a większość objawów była wywołana działaniami niepożądanymi i przedawkowywaniem podawanych leków. Gdy pacjentka pojawiła się następnym razem u mnie z córką, próbowałam omówić z nią tę sytuację ale odwróciła się tylko na pięcie i zanim trzasnęła drzwiami usłyszałam jak mówi do córki: „Nie słuchaj pani. Mamusia wie najlepiej”.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Zagrożenia w farmakoterapii geriatrycznej Zagrożenia w farmakoterapii geriatrycznej

Osoby w wieku starszym i podeszłym (czyli odpowiednio – powyżej 65. i 75. roku życia) stanowią około...

Towar zapomniany Towar zapomniany

Leży gdzieś samotny, zakurzony, niechciany. Wepchnięty między puste opakowania po szpatułkach laryng...

Fakty i mity o gorączce Fakty i mity o gorączce

W okresie jesienno-zimowym wielu pacjentów zgłasza się do lekarza bądź bezpośrednio do farmaceuty z ...