Magazyn mgr.farm

Manifest na Dzień Chłopaka

30 września 2016 06:54

Nieważne czy ktoś uważa to święto za potrzebne lub nie – trzydziestego dnia września, cztery dni po święcie patronów farmacji (patronów – nie patronek, co w dzisiejszym tekście jest warte podkreślenia!) obchodzony jest Dzień Chłopaka. Możemy zatrzymać się oczywiście na samej semantyce, jednak wolałbym skupić się dziś na aspekcie męskości, o którym to święto – mniej lub bardziej – przypomina. Tak się bowiem składa, że sam jestem przedstawicielem płci brzydszej, jednak w świecie farmacji (aptecznej) zdaje się, że warto akcentować takie „męskie” aspekty jak przywołane święto, bowiem coś nas mało w tej aptecznej codzienności…

fotolia_84194606_xs.jpg

Nie ma co ukrywać, że większości z nas farmacja pojawiła się w głowie na poziomie liceum – lub nieco wcześniej, jednak wybór profilu zdawał się mieć tutaj kluczowe znaczenie. Nagle, po beztroskich latach w podstawówce (i gimnazjum), gdzie stosunek płci nie rzucał się w oczy, okazywało się, że tylko przy klasach biol-chem grupki uczniów są wyraźnie sfeminizowane. Dopuszczalne były dwa modele koegzystencji: w pierwszym z nich osobnicy płci męskiej tworzyli grupkę outsiderów, podczas gdy żeński wianuszek stanowił pozostałą część klasy, zdarzały się jednak przypadki, w których klasa dzieliła się na kilka mniejszych grupek w składzie rodzynek plus parę dziewczyn do składu. W tym ostatnim modelu trudniej było zachować swoją indywidualność, gdy na piedestale wciąż pojawiały się „dziewczęce tematy”. Odwrotny trend ujawniał się w kontaktach z nauczycielami – tych paru nieszczęśników chyba rzucało się w oczy na tle tłumu dziewczyn, toteż wiedza niezbędna do wniesienia na studia została gruntownie sprawdzona…

Uczelnia okazała się być powtórką z rozrywki. Na 150 studentów farmacji na poziomie jednego roku liczba studentów vs liczba studentek plasowała się na poziomie 25:125. Dla kawalerów była to dość dobra informacja, dla zdesperowanych panien troszkę mniej optymistyczna. Prowadzący zdawali się w ogóle nie zauważać różnicy płci, zwracając się przeważnie w formie niemęskoosobowej (uwielbiałem zawsze to stwierdzenie – jest takie… bezpłciowe). Z przedmiotu na przedmiot uświadamiano nas, jak to kolejni mężczyźni wnosili swój niebywały wkład w rozwój nauk farmaceutycznych (żadna sala ani kolegium nie nosiło imienia kobiety, o ile się nie mylę), i mimo iż w głowie utkwiły mi tylko dwie przedstawicielki farmacji jako wzoru do naśladowania (chodzi oczywiście o siostry Filipinę i Konstancję Studzińskie), to pierwszy kontakt zawodowy z apteką pod postacią praktyk wakacyjnych w aptece jakoś nie spotykał się z potwierdzeniem tego w realiach codzienności. Wszędzie były… kobiety! Apteka szpitalna kompletnie przerosła moje marzenia o farmaceutycznym równouprawnieniu, bowiem niestety nie miałem przyjemności spotkać ani jednego osobnika płci brzydszej.

Muszę przyznać, że w typowych aptekach ogólnodostępnych sytuacja przypomina mi raczej rozkład sił z czasów uczelni. A sposób postrzegania owych rodzynków rodem z podstawówki – osoby z zewnątrz (wcześniej kadra nauczycielska a teraz pacjenci) odławiają z tłumu farmaceutek, ale wewnątrz personelu nie da się nie czuć sfeminizowanej atmosfery 🙂 Praca w większości z kobietami ma wiele zalet – uczymy się postrzegać pewne rzeczy bardziej podmiotowo niż przedmiotowo, używać eufemizmów by pacjenci czuli się swobodnie podczas rozmowy, darzyć spotykane osoby większą empatią. Dla pracodawców na pewno sporym atutem jest brak zagrożenia ciążą i skutkującą przerwą w pracy (choć urlopy macierzyńskie cieszą się coraz większą popularnością!). Mam jednak wrażenie, że nie przez przypadek tak znaczącą część farmaceutycznego gremium stanowią panie.

W społecznym odczuciu mężczyźni posiadają bowiem profesjonalną wiedzę i przygotowanie do wykonywanych obowiązków, jednak to kobiety słyną z „ludzkiego” podejścia i skutecznego kontaktu pozawerbalnego. Choć w aptece obie te składowe powinny się nawzajem uzupełniać, myślę że pragmatyczni farmaceuci (jeśli oczywiście nie otrzymali empatii jako daru od Stwórcy) powinni skorzystać z niebywałej okazji do podszkolenia się z owych umiejętności u koleżanek po fachu.

Żeby zakończyć jednak bardziej po męsku – bądź co bądź tekst miał być manifestem mężczyzn a nie laudacją kobiet – jedna prośba: kobiety, dajcie nam czasem w tej aptece być facetami. Nie bądźcie zawsze takie zaradne, poproście o pomoc, a przede wszystkim chwalcie – przebywać wśród rzeszy kobiet dzień w dzień może być oczywiście cudownym uczuciem, ale bywa stresujące. Wasz wzrok ma za zadanie nie tylko przyciągać spojrzenie, ale też niejednokrotnie oceniać i zbierać tyle informacji, ile tylko się da, dlatego spójrzcie na nas choć jutro pobłażliwiej, miejmy jakąś taryfę ulgową chociaż w Dzień Chłopaka 🙂

Cogaiseoir

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Wiśnia z Barbadosu Wiśnia z Barbadosu

Owoc o największej zawartości witaminy C spośród wszystkich owoców, do tego w najlepszej, bo „natura...

Spisek w aptece Spisek w aptece

Farmaceuta Ignacy Łukasiewicz zasłynął jako wynalazca lampy naftowej i pionier przemysłu naftowego. ...

Jak doprowadzałem do upadku polską farmację – część 3 Jak doprowadzałem do upadku polską farmację – część 3

W oficjalnej nomenklaturze jesteśmy "wyspecjalizowanym sklepem". Jednak gdy ktoś chce czegoś od nas,...