Maria Skłodowska-Curie

8 kwietnia 2017 11:59

Czytając komentarze o filmie mam wrażenie, że część odbiorców zarzuca twórcom pokazanie prawdy o życiu prywatnym Marii Skłodowskiej-Curie, tak jakby życie noblistki składało się tylko z pracy naukowej. A przecież będąc jednym z najgenialniejszych umysłów swej epoki, mając niezależną, silną osobowość, była jednocześnie niezwykle wrażliwym człowiekiem, którym targały różne namiętności.

Życie noblistki nie ograniczało się wyłącznie do pracy naukowej

Karolina Gruszka, jak zawsze pełna uroku, zagrała Marię Skłodowską-Curie w filmie koprodukcji francusko-niemiecko-polsko-belgijskiej w reżyserii Marie Noëlle z 2016 roku (polski tytuł „Maria Skłodowska-Curie”, oryginalny „Marie Curie”). Zakładam, że przeciętnie znajomość biografii Marii Skłodowskiej oscyluje wokół podstawowych informacji: urodziła się w Warszawie, studiowała w Paryżu, wyszła za mąż za fizyka Pierre’a Curie, z którym wspólnie otrzymała w 1903 roku Nagrodę Nobla z fizyki za badania nad zjawiskiem promieniotwórczości odkrytym przez profesora Henri Becquerel’a, trzeciego laureata Nagrody w tymże roku; w 1911 roku otrzymała drugą Nagrodę Nobla, tym razem z chemii, za wydzielenie czystego radu i uzyskanie radu w postaci krystalicznej; była profesorem na Sorbonie, zmarła na skutek choroby popromiennej, spoczywa w paryskim Panteonie.

Film francuskiej reżyser opowiada o latach 1903-1911, czyli od momentu otrzymania pierwszej Nagrody Nobla do przyjęcia drugiego medalu Królewskiej Akademii Nauk w Sztokholmie. Jednak scenariusz dotyczy nie tylko działalności naukowej, ale też życia prywatnego noblistki. Rozmowy z mężem o wyjeździe do Sztokholmu po odbiór nagrody Maria prowadzi, karmiąc piersią niemowlę – urodzoną w 1904 drugą córkę, Ewę (ostatecznie odczyt z okazji otrzymania Nagrody Nobla małżeństwo Curie wygłosiło dopiero podczas podróży w 1905 roku, jako że wcześniej byli zbyt zajęci pracą naukową, Maria była w ciąży, poza tym… oboje stronili od publicznych wystąpień). Rodzina Curie jest pokazana w filmie jako pełna miłości i ciepła, Maria jako czuła matka, Pierre jako troskliwy ojciec. Razem pracują, wspólnie wychowują córki, okazują sobie przywiązanie i szacunek. Są szczęśliwi. Nie przeszkadzają im trudne warunki do pracy laboratoryjnej, badania nad wyizolowaniem radu prowadzą w drewnianej szopie z przeciekającym dachem. Wspólnie podejmują pierwsze próby zastosowania promieniotwórczych pierwiastków do leczenia nowotworów.

Niestety, rodzinne szczęście nie trwa długo i w jednej chwili życie Marii ulega zmianie… Pomimo nieszczęścia, które ją spotkało, Maria nie poddaje się. Decyduje się zostać we Francji, by umożliwić córkom lepszy start w przyszłość. Dba o edukację dziewczynek – niezadowolona z systemu szkolnictwa, opartego na zapamiętywaniu teorii, uczy je empirycznego zdobywania wiedzy, czuwa nad ich wszechstronnym rozwojem intelektualnym i fizycznym. Intensywnie pracuje nad wyizolowaniem radu, łącząc pracę badawczą z wychowywaniem dwójki małych dzieci. Musi walczyć o swoje miejsce w mizoginistycznym środowisku naukowym. W 1909 roku zostaje pierwszą kobietą profesorem na Uniwersytecie w Paryżu. Marzy, by zajęcia nie były tylko teoretyczne, ale obejmowały praktykę laboratoryjną i osiąga swój cel – w późniejszych latach kieruje Instytutem Radowym, pracownią stworzoną dla niej przez Instytut Pasteura i Uniwersytet Paryski. Pomimo sukcesu – wyizolowania radu – nie zostaje przyjęta do Francuskiej Akademii Nauk, na skutek nastrojów ksenofobicznych i szowinistycznych – wytykano jej obce pochodzenie, posądzano, że ma żydowskie korzenie. Została doceniona w środowisku międzynarodowym – otrzymała drugą Nagrodę Nobla – pomimo prasowej nagonki, w której zarzucano jej niemoralne postępowanie.

Imponujący jest fakt, że w późniejszych latach obie córki Marii Curie odniosły sukces i pomagały innym: Irena otrzymała Nagrodę Nobla za odkrycie sztucznej promieniotwórczości, Ewa była pisarką, dziennikarką, pianistką, angażowała się w pracę UNICEF’u.

Czytając komentarze o filmie w Internecie, mam wrażenie, że część odbiorców zarzuca twórcom pokazanie prawdy o życiu prywatnym Marii Skłodowskiej-Curie, tak jakby życie noblistki składało się tylko z pracy naukowej. Jesteśmy przyzwyczajeni do hagiograficznego traktowania bohaterów narodowych i tworzenia banalnych laurek na ich temat. A przecież Maria Skłodowska-Curie, będąc jednym z najgenialniejszych umysłów swej epoki, mając niezależną, silną osobowość, była jednocześnie niezwykle wrażliwym człowiekiem, którym targały różne namiętności.

Mogę się zgodzić z zarzutami, że tempo filmu jest wolne, melancholijne, co może niektórym przeszkadzać. Pewnie, gdyby za kamerą stali Amerykanie, sposób narracji byłby szybszy, a przekaz mocniejszy (w stylu „Stowarzyszenia umarłych poetów” czy „Pięknego umysłu”), ale film reprezentuje kino europejskie. Mocną stroną filmu są zdjęcia, nastrojowa muzyka, piękne kostiumy, oddanie „ducha epoki” – choćby dlatego film warto obejrzeć i wyrobić sobie o nim własne zdanie.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Apteki w Powstaniu Warszawskim – część I Apteki w Powstaniu Warszawskim – część I

Był 10 lipca 1944 roku, godzina 5:45. Czternastu żołnierzy grupy bojowej IV plutonu I kompanii Batal...

Apteczne „żelazka i szampony” Apteczne „żelazka i szampony”

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało wycofanie z asortymentu aptecznego „żelazek i szamponów” oraz sup...

Demografia Demografia

Im bliżej wyborów do samorządu aptekarskiego, tym więcej obietnic i populizmu jest adresowane do far...