Magazyn mgr.farm

Marnujemy leki na potęgę!

17 marca 2016 11:54

W kilkudziesięciu aptekach w moim mieście stoją pojemniki, do których można wrzucać przeterminowane leki. Akcja zorganizowana jest przez urząd miejski i to on ponosi koszty utylizacji leków, który termin przydatności już dawno minął. Ilość zebranych leków od początku trwania akcji jest liczona w tonach(!) Czasami zaglądam do kosza, bo jestem ciekawa co ludzie wyrzucają, a wyrzucają praktycznie wszystko: od suplementów diety po antybiotyki czy leki psychotropowe.

kosz.png

Pierwsza moja myśl to taka, że „Pacjenci marnują leki”, ale gdyby tak wgłębić się w szczegóły to temat jest bardziej złożony. To nie tylko wina pacjentów, ale także systemu, lekarzy jak i samych farmaceutów. Kto wciska (zachęca do kupowania) produkty z promocji jak nie farmaceuci?! Kto pracuje w aptece sieciowej wie, czym jest „sprzedaż przykasowa” i jak się wzbudza w osobach niezdecydowanych zainteresowanie i potrzebę posiadania danej rzeczy (zakupy impulsywne). Tego typu produkty bardzo często trafiają do kosza w stanie nienaruszonym. Podobny los spotyka też różnego rodzaju próbki produktów takie jak np. tabletki do ssania czy saszetki kremów, bo jak coś jest za darmo lub do kupienia za grosze to ludzie nie szanują. Prawie w każdym worku znajdzie się „jakiś magnez”, tabletki przeciwbólowe lub coś co można było kupić w promocji.

Za każdym razem, kiedy widzę w worku z „przeterminowańcami” nienaruszone paski do glukometrów przypominają mi się dawne czasy. Pod koniec 2011 czyli jeszcze przed ustawą refundacyjną trafiłam do apteki, która uprawiała swego rodzaju rozdawnictwo: wszystkie refundowane insuliny, paski do glukometrów, wziewne leki na astmę itd. kosztowały dokładnie 1 grosz (pomijam kwestię legalności tego typu praktyk) Codziennie w naszej aptece było wydawanych kilkadziesiąt opakowań pasków i niewiele mniej insulin, a refundacja za te leki to było kilka – kilkanaście tysięcy złotych. Sporo można było zarzucić lekarzom, bo wypisywali leki bez opamiętania – typowa recepta cukrzyka to było kilka opakowań insuliny i 10 – 20 opakowań pasków do glukometru (!) W niektórych przypadkach pacjent zyskiwał podwójnie: płacił w aptece za całą receptę parę groszy, ale na paragonie/fakturze widniała „prawdziwa” kwota do zapłaty (czasami były to kwoty rzędu kilkuset złotych) Faktury trafiały między innymi do Miejskiego/Gminnego Ośrodka Pomocy Rodzinie, gdzie osoby, które były w trudnej sytuacji materialnej mogły starać się o tzw. „zasiłek celowy” (pokrycie części lub całości wydatków na świadczenia zdrowotne osobie lub rodzinie) Mówiąc wprost: my wszyscy z naszych podatków robiliśmy zrzutkę na refundację leków wypisywanych bez opamiętania i „wyłudzone” zasiłki, bo środki wydatkowane przez Miejski/Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w części pochodzą z budżetu miasta/gminy, ale i też z budżetu państwa.

Koniec 2011 roku to był ostatni raz, kiedy widziałam tego typu recepty, bo Narodowy Fundusz Zdrowia zabrał się za naszych lokalnych lekarzy i prześwietlił ich recepty (nas przy okazji też) U nas recepty były realizowane prawidłowo, ale lekarze mieli mniej szczęścia, czego efektem były dotkliwe kary finansowe. Jeśli w pojemniku na przeterminowane leki trafi się insulina czy paski do glukomentórw to prawdopodobnie pochodzą z czasów, kiedy tego typu leki były po groszu i ludzie robili zapasy. Z jednej strony jest w mnie trochę złości, bo sporo drogich leków się zmarnowało, z drugiej strony po części przyczyniłam się do tego, aby te leki trafiły do kosza, bo pracowałam przecież w aptece, która rozdawała tego typu leki prawie, że za darmo. Część winy powinni wziąć na siebie lekarze, bo gdyby nie było recept wypisywanych bez opamiętania to być może nie byłoby problemu.

Muszę tu jeszcze wspomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy, jaką jest (a właściwie była) informatyzacja w służbie zdrowia. Miało być tak pięknie: e-recepty, e-zwolnienia, e-zlecenia. Placówki ochrony zdrowia, lekarze, apteki i pacjenci mieli mieć możliwość wygodnego, cyfrowego gromadzenia i wzajemnego udostępnianie danych medycznych. Tego nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie, ale gdyby było to ukróciłoby to proceder zbierania leków na zapas. Mamy stałą pacjentkę, która potrzebuje dosyć drogich leków, o które trzeba żebrać w hurtowni, bo są na deficytach. Co jakiś czas, w odstępach kilkudniowych starsza pani przynosi recepty na te same leki (po kilka opakowań) od różnych lekarzy i z różnych poradni. Fizycznie nie jest w stanie zużyć takiej ilości leków, więc prawdopodobnie zbiera je na czarną godzinę i na moje oko ma zapewniony zapas leków, co najmniej na rok. Część leków prawdopodobnie się przeterminuje, ale może też być tak, że pani z racji wieku przeniesie się na tamten świat i nagromadzone leki też trafią do kosza.

Faktem jest, że leki się marnują i w dużej części jest to wina samych pacjentów, ale my farmaceuci oraz lekarze po części też przykładamy do tego rękę. Biorąc też pod uwagę fakt, że informatyzacja w służbie zdrowia zakończyła się klapą, to chyba niewiele się w tej kwestii zmieni i w dalszym ciągu będą się marnować miliony. Miliony, które można by było wydać na cele, na które do tej pory brakuje funduszy.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Farmaceuci prowadzeni na postronku propagandy Farmaceuci prowadzeni na postronku propagandy

Do redakcji MGR.FARM wpłynęła prośba farmaceuty o publikację jego obserwacji na temat obecnej sytuac...

Powakacyjny problem Powakacyjny problem

Koniec wakacji i początek szkoły to czas, gry pomocy w aptekach szukają rodzice dzieci z wszawicą. W...

Obrona przez atak Obrona przez atak

Ostatnio mój znajomy farmaceuta zrobił dość ciekawy krok w obronie swojego interesu przed aspiracjam...