W mózgu kobiety po porodzie zachodzi wiele burzliwych zmian, które aktywują jej instynkt macierzyński. Spadek poziomu hormonów ciążowych stymuluje laktację, uwrażliwia mamę na potrzeby dziecka, a jako efekt uboczny – wyzwala w niej różne emocje. W jednej chwili matka jest niewzruszoną oazą spokoju i ma wszystko pod kontrolą, za chwilę płacze na widok malutkich skarpetek, a moment potem tłucze talerze i ciska błyskawice z pierwszego lepszego powodu. Świeżo upieczona mama też jest trochę jak kosmita – z całą tą swoją zawiłością emocjonalną.
Tak. Życie zmienia się po porodzie. I często nie jest lekko, zwłaszcza ojcom, którzy muszą jakoś przeżyć te bliskie spotkania trzeciego stopnia. Widzę jednak, że to całe zamieszanie ma sens. Wiele moich pacjentek z chaosu pierwszych tygodni połogu, niepewności i zmartwień, staje się silnymi kobietami, które wiedzą jak opiekować się swoim maluchem nawet w najbardziej kryzysowych momentach, a do tego rozumieją lepiej swoje potrzeby, są bardziej asertywne i pewne siebie. I nie dają sobie wcisnąć kitu.
To pomaga, bo współczesne macierzyństwo jest bardzo zagmatwane. Nie dlatego że jest trudne, ale z powodu natłoku łatwo dostępnych nierzetelnych informacji dotyczących wychowania dziecka, które są propagowane przez gwiazdy Internetu i często także niedoszkolony personel medyczny.
Już od momentu narodzin, gdy tylko dziecko wyskoczy z brzucha mamy, odzywają się głosy doradców. Jeszcze matka z maluszkiem dobrze się nie poznają, jeszcze nawet nie zdążą się dobrze przytulić i dostawić do piersi, a głos położnej delikatnie sugeruje mieszankę, bo na początku przecież kobieta nie ma mleka. W nocy, gdy maluch płacze, pielęgniarka nie przychodzi pomóc z karmieniem, ale bez słowa kładzie butelkę na stoliku. Ciotki, babcie i właściwie większość społeczeństwa stuka się w głowę, widząc jak matka karmiąca wsuwa grochówkę, pije kawę i je czekoladę, gdy nosi dziecko na rękach (a co dopiero w chuście!), gdy zabiera w nocy do łóżka, gdy nie zostawia samego, żeby wypłakało się do snu, gdy karmi dłużej niż rok. Nic dziwnego, że matki są takie zagubione i czują, że muszą walczyć jak lwice, żeby macierzyństwo im się udało. Wiele z nich szybko rezygnuje ze swojego nieposłusznego zachowania i podporządkowuje się społecznym wymaganiom, choć wbrew sobie i często dużym kosztem.
Na szczęście coraz więcej jest niegrzecznych mamusiek, które nie przyjmują bezkrytycznie rad i zaleceń przypadkowych doradców. Niegrzeczne mamuśki nie chcą podawać butelki ze sztuczną mieszanką, bo dziecko nie przybrało na wadze w danym tygodniu zadanej normy. Wolą nie podawać dzieciom antybiotyków, gdy lekarz orzeka infekcję wirusową. Nie chcą kończyć karmienia piersią, gdy dostają receptę i wybór – leczenie albo karmienie.
Gdy coś wydaje im się niewłaściwe, pytają, szukają informacji, potwierdzenia u innych lekarzy, położnych i coraz częściej u nas – farmaceutów. Choć mama karmiąca nie jest łatwym pacjentem, bardzo się cieszę, że coraz częściej zadaje niewygodne pytania. To znaczy, że jest bardziej świadoma. Jest bardziej asertywna. Może dzięki temu kiedyś nasze córki nie będą społecznie wyobcowane, gdy będą wychowywać dzieci zgodnie z intuicją, a ich zachowanie nie będzie postrzegane jako obrazoburcze. Może będą miały łatwiej.










