REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
niedz. 25 stycznia 2015, 08:15

Mitologizacja lekarzy

Nie potrafię pojąć dlaczego lekarze są w naszym kraju traktowani są jak bogowie. Począwszy od szarego Kowalskiego, aż po przedstawicieli Rządu – nikt nie odważy się zakwestionować lekarskich praktyk, opinii, żądań i oczekiwań. A nawet jeśli ktoś spróbuje, to choćby był Ministrem Zdrowia polegnie z kretesem.

Tej mitologizacji i nienaruszalności lekarzy doświadczamy niemal codziennie w prozaicznych sytuacjach wynikających z aptecznej praktyki. Najczęściej, kiedy pacjent przychodzi do nas z błędnie wypełnioną przez lekarza receptą. Zdecydowana większość chorych winę za zaistniały problem zrzuca na farmaceutę. W końcu to ja nie chcę wydać mu leku ze zniżką, bo dopatrzyłem się jakiegoś wydumanego i nieżyciowego uchybienia formalnego. W takich sytuacjach pacjenci wręcz bronią lekarzy mimo, że to oni są sprawcami ich problemu. „To co, że lekarz nie wpisał numeru oddziału NFZ? Przecież jego zadaniem jest leczenie a nie wypełnianie zachcianek Ministra Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia czy natrętnego pigularza!”

REKLAMA

Istnieje też druga grupa pacjentów, którzy nieustannie narzekają w aptekach na lekarzy. Głównym powodem jest oczywiście nieskuteczność leczenia, ale zdarzają się również zarzuty o nieuprzejmość, znieczulicę czy brak zaangażowania. Problem polega na tym, że kiedy taki pacjent siedzi w gabinecie naprzeciw wspomnianego lekarza, to ani słowem nie wspomni o swoich wątpliwościach i zarzutach. Szeroko się uśmiecha, potakuje i gawędzi o przysłowiowej „dupie Maryni”. Dopiero w aptece wyrzuca z siebie jadowite przemyślenia i pretensje. A wszystko przez stawianie w naszym kraju lekarzy na piedestale nienaruszalności i nieomylności. W rezultacie Ci pacjenci, którzy najwięcej na nich narzekają, najbardziej się ich boją.

Niestety coraz częściej na podobnym piedestale stawiają lekarzy również farmaceuci. Paradoksalnie zmusza nas do tego Kodeks Etyki Aptekarza RP, który zabrania nam krytykowania lekarskich poczynań. Niemniej coraz częściej mam wrażenie, że farmaceuci mitologizują lekarzy, ich umiejętności i wiedzę. Nie dyskutujemy z pacjentami o zaleconym leczeniu, działaniu leków przepisanych na recepcie czy pobudkach kierujących lekarzami. W swojej karierze zawodowej spotykałem się z farmaceutami, którzy akceptowali ewidentne błędy lekarzy uznając, że są elementem terapii off lebel wynikającej z ponadprzeciętnej wiedzy medyka.

REKLAMA
REKLAMA

Przykład? Kiedyś laryngolog przepisał jednej z pacjentek maść do ucha – na recepcie wyraźnie było napisane „Terbiderm”. Mało brakowało by moja koleżanka wydała lek zgodnie z receptą. W porę jednak się zorientowałem, zadzwoniłem do lekarza i po ostrej wymianie zdań przyznał się do błędu. Na recepcie miał być wypisany „Triderm”. Najgorsze, że to podobno nie był pierwszy tego typu błąd tego lekarza…

Niestety wielu farmaceutów bezgranicznie ufa lekarzom, bo to wygodne i bezpieczne. Dzięki temu odsuwamy od siebie jakąkolwiek odpowiedzialność za terapię pacjenta i możemy spokojnie nurzać się w aptecznej rutynie, która od współczesnego, polskiego farmaceuty wymaga niewiele wysiłku intelektualnego. Takim farmaceutom wystarczy praca sprzedawców. Lekarz leczy, wypisuje recepty, a farmaceuta potulnie je realizuje i ewentualnie wydaje pacjentowi jakiś OTC czy suplement diety wypatrzony przez niego w reklamie telewizyjnej. Czy tak ma wyglądać nasza praca? Ja wierzę, że stać nas na więcej. Że wiedza i niektóre uprawnienia lekarzy są także w naszym zasięgu.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA