Czynni farmaceuci z łatwością wymienią pięć podstawowych powodów lekooporności bakterii – należą do nich:
1. Zbyt wczesne zakańczanie antybiotykoterapii (umożliwiając tym samym przetrwanie niektórych kolonii i powtórne namnożenie)
2. Stosowanie zbyt dużej liczby antybiotyków bez wcześniejszej diagnostyki (wykonanie antybiogramu pod konkretnego pacjenta wciąż należy do rzadkości)
3. Kojarzenie antybiotyków z terapią konkretnych objawów i zażywanie ich w infekcji pochodzenia bakteryjnego
4. Przyjmowanie pozostałych po wcześniejszych infekcjach lub innych schorzeniach antybiotyków w ramach tzw. samoleczenia
5. Obecność antybiotyków w produktach przemysłowych i rolniczych
Nagminne domaganie się antybiotykoterapii przez pacjentów i nieodpowiednie jej prowadzenie przyczynia się do szczerzenia oporności na leczenie. Według raportu European Center for Disease Prevention and Control znajdujemy się w gronie krajów, w których bakterie wykazują szczególnie wysoką oporność na leczenie. Badacze wymieniają sześć drobnoustrojów, które niosą za sobą zwiększone ryzyko bycia tzw. superbakteriami. Wymienia się wśród nich E. coli, Klebsiella pneumoniae, Pseudomonas aeruginosa, Acinetobacter, Streptococcus pneumoniae oraz Enterococcus faecalis. Dwie z nich – Acinetobacter oraz Pseudomonas aeruginosa – zaliczane są do grona najwyższego ryzyka wg Światowej Organizacji Zdrowia. Według jej szacunków już teraz umiera rocznie około 700 000 pacjentów z powodu lekooporności bakterii, a do końca obecnej poziom ten ma przekroczyć próg… 10 milionów.
W aptece dysponujemy już pewnymi narzędziami, które mogą ułatwić pacjentowi odpowiednie zakwalifikowanie infekcji do wirusowej czy bakteryjnej. Z pomocą przychodzą testy poziomu CRP w warunkach domowych. Oczywiście, że nie zastąpią one pomiarów laboratoryjnych, jednak są dość dobrym prognostykiem, w którą stronę powinno skierować się leczenie. Oddając krew w laboratorium, wynik otrzymujemy do 24 godzin. Jeśli wskazuje on wartość poniżej 10 mg/l, mamy do czynienia ze stężeniem fizjologicznym. Umowny przedział 10-30 mg/l wskazuje na możliwą infekcję wirusową. Wynik powyżej 30 mg/l z dużym prawdopodobieństwem może oznaczać infekcję bakteryjną. Właśnie owe graniczne wartości wykorzystują testy dostępne w aptekach. Domowy test CRP pozwala określić stężenie białka C-reaktywnego w trzech przedziałach: <10 mg/l, od 10 mg/l do 30 mg/l i >30 mg/l. Oznaczenie poziomu białka ostrej fazy to jedno z najprostszych badań różnicujących, które z dużym prawdopodobieństwem umożliwia oszacować typ infekcji.
Gdy ten krok mamy za sobą warto sięgnąć do metod czysto mikrobiologicznych. Wymaz, posiew, antybiogram – mamy szansę na poznanie szczepu bakterii i dobranie odpowiedniego antybiotyku, jednak to kwestia nawet 7 dni. Z pomocą przychodzi innowacyjne rozwiązanie polskich badanych. Grupa badawcza z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk opracowała metodę, pozwalającą zidentyfikować szczep bakterii u konkretnego pacjenta w ciągu kilkunastu minut. Polega ona na zastosowaniu biokoniugatów – magnetycznych, świecących mikrocząsteczek pokrytych specyficznie dobranymi bakteriofagami wobec konkretnych bakterii. Analiza jest możliwa do przeprowadzenia przy objętości próbki rzędu mikrolitra, zawierającej przynajmniej jedną bakterię. Do niej zostanie bowiem przyłączony specyficzny biokoniugat. W celu otrzymania ostatecznego wyniku należy wykorzystać jedynie powszechnie występujący cytometr przepływowy. Który umożliwi określenie rodzaju bakterii. Metoda ta jest dalece szybsza od wcześniej stosowanych i z pewnością umożliwi w dużym stopniu ograniczyć niepotrzebne stosowanie antybiotyków.
Przy okazji, dosłownie w jednym zdaniu warto wspomnieć o jeszcze jednym dokonaniu tej grupy badaczy, które mam nadzieję, zrewolucjonizuje badania nad antybiotykami. Są to bowiem układy do hodowania bakterii w mikrokroplach. Nieocenioną zaletą stworzonego rozwiązania jest fakt, że w jednym, małym układzie mikroprzepływowym można zmieścić nawet kilka tysięcy wspomnianych mikrokropel i w każdej realizować inny eksperyment z różnymi szczepami bakterii i przy różnych stężeniach antybiotyku w każdej z nich.
Być może niektórym wydaje się, że to tylko Wielka Nauka, która nijak ma się do codziennej aptecznej rzeczywistości. Według mnie jest zupełnie inaczej – musimy patrzeć do przodu, bo sami jesteśmy częścią tego całego łańcucha zdarzeń. Przez rozmowę z pacjentem jesteśmy w stanie w znacznym stopniu dowiedzieć się, co jest powodem przyjmowania antybiotyków i wpłynąć na zaprzestanie niepotrzebnej antybiotykoterapii. Dla tych, którzy potrzebują bardziej namacalnych dowodów można zasugerować choćby kupno wspomnianych testów. To my, farmaceuci w pewnym stopniu narzucamy rytm prac badawczych. Im więcej wyłapiemy nieuzasadnionych nadużyć antybiotyków, tym większa szansa, że naukowcy będą mogli mieć wystarczająco dużo czasu na realizowanie coraz śmielszych zamierzeń w odwiecznej walce Procariota vs Eucariota.










