Magazyn mgr.farm

„NIE MA! NIE MA! NIE MA!”

17 maja 2016 09:07

Podobno chcemy Opieki Farmaceutycznej z prawdziwego zdarzenia. No ale moi drodzy z takim podejściem do pacjenta i problemów nie doczekamy się tego nigdy. Pacjent stał się dla niektórych tylko prostym klientem. Przykre to zwłaszcza dlatego, że składając przysięgę Hipokratesa obiecywaliśmy co innego.

stoisko.png

Recepta nr 1: Duomox 1000 1 op odpł. R i Multilac 1 op.

Jest czwartek około godziny 15.00. Wchodzi pacjent. Dzień dobry i podaje receptę. Analizuję druk po względem formalnym. Uchybień brak. Kody są, podpis lekarza jest, skreśleń nieautoryzowanych nie ma. Zabieram receptę ze sobą i idę do szuflady po lek. Nagle słyszę donośny głos pacjenta: „to pani ma ten lek?” Odpowiadam, że mam i to nie jedno opakowanie i pokazuję pacjentowi bo już zdążyłam go wyjąć. Starszy pan donośnym głosem dodaje: „Matko święta, idę prosto z przychodni, byłem w 3 aptekach, wystałem się i wszędzie mówili, że NIE MA!”

Recepta nr 2: Tytanoreina czopki 1 op odpł. 100%

Jest sobota około godziny 12.00. Wchodzi kobieta z dzieckiem na ręku. W drugiej dłoni trzyma receptę. Recepta wystawiona przez ginekologa z większego miasta. Informuję pacjentkę, że leku już nie produkują, decyzja o dopuszczeniu na rynek wygasła i szanse, że go dostanie gdziekolwiek i to jeszcze z dobrą datą ważności są równe zeru. Proponuje kontakt z lekarzem wystawiającym receptę w celu zmiany preparatu na inny. Kobieta uspokajając dziecko mówi do mnie, że szuka tego leku od wczoraj. W każdej z aptek, które odwiedziła lek jest na zamówienie i NIE MA!

Recepta nr 3: Zaldiar Efferv. 1 op odplatność 100% + uprawnienia ZK

Jest środa godziny przedpołudniowe. Do apteki wchodzi starszy pan z receptą. Podaje ją farmaceucie. Kolega informuje pacjenta, że lek jest i zależność za niego wynosi xx. Pan zdziwiony, że kolega każe mu płacić bo przecież ma wpisane uprawnienia i ma przy sobie legitymację i należy mu się lek taniej. Standardowo jak można się domyślić starszy pan zwiedził pół miasta i wszędzie słyszał to samo: NIE MA!

Recepta nr 4: Transtec 35 plastry 1 op. na blankiecie Rpw.

Jest piątek po dobranocce. Do apteki wchodzi kobieta z wypisem ze szpitala z Krakowa i receptą. Podaje mi dokumenty mówiąc, żeby jej wszystko opisać i ma nadzieję, że wszystkie leki dostanie a zwłaszcza te przeciwbólowe bo przed południem odebrała chorego ojca ze szpitala. Z wypisu pokazuje mi tylko receptę na Transtec. Informuję kobietę, że owszem lek mam, ale na ten blankiet go pani wydać nie mogę gdyż jest niewłaściwy. Tłumaczę pokrótce co i jak a następnie pouczam, że powinna wrócić do lekarza po nową receptę tym razem na właściwym blankiecie.

Rozmowa trwa – jest niemożliwością, żeby tamten lekarz receptę przepisał ani nawet lekarz rodzinny po okazaniu wypisu – godzina 19.30 – wiadomo. Proponuję udanie się na OC. Po godzinie córka pacjenta wpada uradowana, że ma właściwą receptę, lek dostaje i na koniec dodaje : ”wie pani co, byłam w kilku aptekach bo w żadnej nie było wszystkiego, w każdej pokazywałam tę receptę i nikt mi nie powiedział, że coś z nią jest nie tak … tylko, że leku NIE MA!”

Recepta nr 5: Poltram krople 96 ml + dawkowanie „wiadomo”

Jest wtorek. Cała poranna papierologia prawie ogarnięta. Zrobiła się kolejka i techniczka woła koleżankę z zaplecza. Podchodzi i zaraz kolejka się rozdwaja. Receptę podaje starsza kobieta i od razu widać co jest nie tak. Tłumaczy kobiecie, że niestety powinna się udać do lekarza (dusza człowiek pomimo babola na recepcie) w celu zmiany dawkowania, jeśli chce otrzymać duże opakowanie. Kobieta ze łzami w oczach mówi, że nie będzie w stanie wyjaśnić doktorowi o co chodzi i prosi, żeby zadzwoniła sama. Jednocześnie cieszy się, że wyszła z zaplecza i podobno była już w aptece X a nawet taka młoda dziewczyna coś jej wspominała o problemie z receptą i telefonem do lekarza ale po powrocie z zaplecza powiedziała, że kropli NIE MA!

Recepta nr 6: Cardicor 1,25 2 op odpł. 100%

Jest sobota. Pada deszcz. Do apteki przychodzi starszy pan z receptami. Wśród nich jest jedna na Cardicor 1,25. Wiem, że pod tą nazwą oryginalny lek w Polsce nie istnieje. Nauczona doświadczeniem, że lekarze mają w zwyczaju przepisywać nazwy leków z blistra i kojarząc dawkę otwieram wujka Google i szukam. Jest!. Przypuszczenia się potwierdziły. Tłumaczę pacjentowi dlaczego na recepcie jest „inny lek” niż dostaje ode mnie. Starszy pan mówi, że właśnie żona chodziła po aptekach i szukała ale wszędzie jej mówili, że lekarz się pomylił. Kończę transakcję a pacjent pokazuje mi wyciągnięty z kosza pusty blister z Cardicoru i pyta czy to to samo bo już śmietnik przegrzebał. Na szczęście w jednym miejscu nazwa była na tyle czytelna, że uwierzył bez problemu. Odchodząc powiedział, że cieszy się zdobytymi lekami na weekend bo gdzie indziej – NIE MA!

Na tym powinnam zakończyć. Wnioski wyciągają się same…

W swojej jedenastoletniej karierze zdarzało mi się wpaść tu i tam na tak zwane „występy gościnne”. Były to miejscowości z aptekami i sieciowymi i indywidualnymi. Do napisania tego artykułu skłaniałam się już dawno temu. Opisane sytuacje niestety zaczynają być codziennością. Zastanawiam się z czego one wynikają. Czy z pospolitego lenistwa, czy z wygody, czy pacjent wchodzący do apteki przeszkodził osobie stojącej za pierwszym stołem w przeglądaniu portalu społecznościowego, czy z niewiedzy, czy z braku płynności w posługiwaniu się programem komputerowym i internetem czy może ze strachu.

Aptekarze narzekają na coraz mniejsze obroty ale równoczesne podejście niektórych osób do zawodu rodem z PRL-u woła o pomstę do Nieba. Wtedy na półkach sklepowych nie było nic poza octem. Owszem, magazyn nie jest z gumy i żadna apteka nie może się poszczycić pełnym asortymentem dostępnym od ręki – aptek jest za dużo i jest to temat na osobną dyskusję, dlatego rozumiem doskonale, że w danym momencie może zabraknąć jakiegoś leku, zwłaszcza w weekend, kiedy panuje jakaś epidemia i lekarz w większości pisze wszystkim te same preparaty. Albo podczas zmiany cen, gdzie pierwszego dnia miesiąca uzupełniamy stany.

Rozumiem również sytuację, że takich leków jak np. Neulasta czy Sevredol większość aptek w posiadaniu nie ma z wiadomych względów. Nie są to deficyty także. Ale to jest środek miesiąca, dzień powszedni i żeby w kilku różnych aptekach nie było Duomox-u? Przecież to jest podstawowy lek! Podobnie jak Captopril czy Furosemid! Czy pacjent szukał w drogeriach, które zaczynają już z daleka przypominać apteki, bo preparatów aptecznych w nich coraz więcej (to zupełnie odwrotnie niż w aptece ostatnio) a i za ladą stoi pani w białym fartuszku? WSTYD!

Takie niezrealizowane recepty trafiają się coraz częściej i to nie tylko na Duomox. Może taki pacjent jest za mało „koszykowy” i aptekarzowi szkoda czasu na paragon rzędu tylko 17 zł skoro za panem ustawiła się kolejka a w kolejce jakaś bizneswoman dzierży w dłoni zestaw z Vichy za 99,99 zł, który sobie wzięła z samoobsługi? Miał przy sobie tylko 20 zł a wywiadu wynikało, że nikt nie zaproponował nawet zamiennika ani chęci zamówienia leku na jutro. Od razu pada komunikat, że NIE MA!

Podobnie nie rozumiem sytuacji jak można nie sprawdzić czy dany lek jest jeszcze dostępny w hurtowniach. Czy jego produkcja nie została zakończona? Czy jest na tak zwanych „brakach”? Jak można tak zbyć pacjenta. Przecież to nie chodzi o leki dostępne tylko gdzieniegdzie lub przez infolinię. W programie jest wszystko pięknie opisane – wystarczy tylko odrobina dobrej woli i czasem wykonania jednego telefonu do jakiejkolwiek hurtowni. Szczególnie gdy po drugiej stronie pierwszego stołu jest kobieta z wrzeszczącym dzieckiem na rękach. Teoretycznie w czasie pracy jest więcej niż jedna osoba na zmianie. Może jest ktoś starszy stażem i bardziej doświadczony?

No chyba, że stażysta w aptece sam jak palec…

Farmaceuta i technik farmaceutyczny kiedy potrzebują sobie znaleźć nowe buty albo książkę lub też poczytać plotki na Pudelku to wiedzą do czego służy myszka i wujek Google i nawet ciocia Wikipedia – ale jak przychodzi pacjent z receptą na „dziwny” lek to dziwnym trafem wszystkie umiejętności znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlaczego?

Bo kierownik się będzie czepiał? Wiem, że nie wszędzie jest dostateczna ilość czasu na wszystko, towary, receptura, retaksacja, merche, ale w aptekach, które zamawiają leki z importu równoległego nauka nazw oryginalnych (tych nie pisanych cyrylicą) powinna być codziennością. Zawsze można dopisać sobie w nawiasie do polskiej nazwy preparatu.

W Kamsofcie „F9” i „%” nie gryzie…

Ostatnie sytuacje to już absolutne kuriozum. Przyznam szczerze, że ciężko mi było dojść do tego o co chodzi. Na nieszczęście rozmowy ze znajomymi utwierdziły mnie w przekonaniu, że uważamy tak samo. Jak myślicie dlaczego farmaceuta powiedział pacjentowi, że leku NIE MA! ? Ze strachu! Tak ze strachu! Aptekarz powiedział tak pacjentowi obawiając się o opinię swojej apteki.

Obawiał się konfrontacji z lekarzem wystawiającym receptę, żeby nie wyjść na „problemową” w oczach doktora (bo wszędzie wydają bez ceregieli przecież) i „drogą” w oczach chorego (bo ZK niestety nie kasuje 100%).

To, że ktoś jest cierpiący nikogo nie interesuje.

Prawda jest taka, że w takich sytuacjach ktoś po prostu musi być mądrzejszy. Należy przerwać to błędne koło. Ktoś powinien powiedzieć pacjentowi prawdę, dlaczego jego recepta nie może być zrealizowana. Nikt nie jest idealny. Każdemu potknięcie się zdarza. Lekarz może być wykończony po dyżurze i wziąć zły blankiet, farmaceucie może kręcić się w głowie z przeciążenia itd….

Ale gdzie w tym wszystkim jest pacjent?

Czy jego dobro i zdrowie nie zostało narażone? Ktoś powie, że ludzie przychodzący do apteki kłamią – oczywiście, że tak – nie bardziej niż inni.
Podobno chcemy Opieki Farmaceutycznej z prawdziwego zdarzenia.

No ale moi drodzy z takim podejściem do pacjenta i problemów nie doczekamy się tego nigdy. Pacjent stał się dla niektórych tylko prostym klientem. Przykre to zwłaszcza dlatego, że składając przysięgę Hipokratesa obiecywaliśmy co innego.

Daleko na tym nie zajedziemy.

Teraz mamy szansę pracować tak jak powinniśmy. Nigdy wcześniej w mediach tyle się o farmaceutach nie mówiło. Szkoda byłoby to zaprzepaścić, zwłaszcza teraz gdy władza nam sprzyja. Do tego, żeby te taczki pojechały trzeba człowieka i empatii. Jeśli tego zabraknie to proszę się nie oburzać na klienta, jak mówi do żony, odbierając telefon przy kasie – słuchaj zadzwonię potem bo jestem w sklepie!

PS. Wszystkie wymienione w artykule sytuacje są autentyczne a tzw. lokowanie produktu jest celowe.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Farmaceuta na tropie tajemnic Farmaceuta na tropie tajemnic

Bartosz Rdułtowski z tropienia i opisywania wojennych sekretów uczynił swój zawód. Złoty pociąg, bun...

Ludzie leki biorą… źle biorą. Ludzie leki biorą… źle biorą.

Ile to razy już mi się zdarzył pacjent, który po kilku dniach lub tygodniach stosowania leku, wracał...

Fakty i mity o kaszlu Fakty i mity o kaszlu

Kaszel to objaw najczęściej kojarzony z odwiecznym dylematem: "suchy czy mokry?". Dla części pacjent...