Magazyn mgr.farm

Niechybna śmierć

21 grudnia 2017 11:38

Z przerażeniem patrzę i przysłuchuję się kolejnym pacjentom, którzy przychodzą do apteki i proszą o potwierdzenie swojej wyimaginowanej diagnozy, a zaraz potem cały zestaw preparatów na urojoną jednostkę chorobową…

Innym przejawem medykalizowania życia społecznego jest nadzorowanie, kontrolowanie społeczeństwa poprzez różnego rodzaju wskaźniki czy mierniki. (fot. Shutterstock)

Nic nie daje tłumaczenie i prośby o właściwą diagnostykę, o niepodpieranie się materiałami z internetu, o nieleczenie się na wyrost. Pacjent wie najlepiej, to na pewno nie jest coś tak błahego, jak farmaceucie się wydaje. I zaczyna się przepychanka. Bo jak wyprowadzić z błędu pacjenta, który uważa, że nowotwór tarczycy lub białaczkę, bo przeciąga mu się kaszel?

Nie można mieć pretensji do samego pacjenta, bowiem nie kończył on żadnych medycznych szkół, by umieć z rozeznaniem stwierdzić, że doniesienia internetowych portali są mocno przesadzone i pisane jedynie by wywołać sensacje. Zastanawia mnie jaka jest celowość pisania takich artykułów? Po co siać panikę i sugerować pacjentowi, że utrzymujący się kaszel może zwiastować nowotwór płuca, a ból gardła bez innych symptomów przeziębienia jest zaczątkiem raka przełyku?

Szeroko rozumiana prewencja jest jak najbardziej pozytywnym narzędziem w uświadamianiu społeczeństwa, jednak popularnonaukowe publikacje i setki forów, na których pacjenci jeden drugiemu stawiają diagnozy jedynie zaczerniają obraz i sprawiają, że pacjenci zwyczajnie boją się udać do swojego lekarza pierwszego kontaktu, bo czują, że jedynie usłyszą z jego ust potwierdzenie wyszukanego w internecie rozpoznania.

Farmaceuta jest przez takich pacjentów postrzegany jako przedstawiciel Big Pharmy, który z pewnością bierze udział w spisku na życie przeciętnego Kowalskiego. Niejednokrotnie usłyszałem już, że my wszyscy w białych fartuchach w zasadzie żywimy się krwią niewinnych obywateli, bowiem jesteśmy finansowani przez wielkie koncerny farmaceutyczne, które pod przykrywką działania na rzecz chorych robią wszystko, by nie dopuścić do tworzenia leków na istniejące choroby, a nawet stoją za epidemiami kolejnych nieznanych wcześniej jednostek chorobowych.

I oto owy pacjent, ofiara współczesnej medycyny próbuje dać sprzedajnym pracownikom służby zdrowia ostatnią szansę i zwraca się z prośbą o pomoc w ratowaniu życia, bo przecież ten katar, te bóle głowy, to wszystko początek końca, do którego rękę przyłożyły światowe koncerny. A my śmiemy go odwodzić od tego pomysłu!

Jak rozmawiać z takim pacjentem? Jak zdobyć jego zaufanie? Jak przekonać do myśli, że jeszcze nie umiera? Że to nie będą ostatnie Święta? I że bez prawdziwej konsultacji z prawdziwym medykiem, a nie szarlatanem z internetowego forum nie uda się raczej powstrzymać zalążka zarazy, który nosi w sobie? A który nomen omen musi być leczony lekami przepisywanymi na receptę. Preparatami OTC czarnej ospy nikt by nie powstrzymał i my także nie damy rady zahamować postępującej przypadłości, chyba że… pacjent uwierzy, że ma po prostu kaszel lub katar.

Każdy ma prawo przejmować się własnym zdrowiem, dbać o nie, uważać je za najwyższe dobro, naszą rolą jako pracowników zawodu medycznego, zawodu zaufania publicznego jest jednak stać na straży, by pacjent nie zrobić sobie więcej krzywdy i pożytku. Jesteśmy wyedukowani na tyle, by po niepokojących symptomach zasugerować wizytę u specjalisty, a nie serwować syrop dostępny bez recepty z uporem maniaka, ale pacjent musi nam pozwolić wykonywać naszą pracę, a nie tylko domagać się potwierdzenia tego, co wyczytał w internecie. Nierzadko jesteśmy pierwszym ogniwem w całym schemacie leczenia, dlatego wielokrotnie to od nas zależy, co pacjent zrobi po wyjściu z apteki – przeklnie nas i całą służbę zdrowia w myślach czy pozwoli się przekonać, że nie wszystko, co kryją otchłanie wirtualnego świata jest prawdą i skusi się na oferowaną przez nas pomoc lub sugestię niezwłocznej wizyty u lekarza.

Na te nadchodzące Święta życzę więc wszystkim farmaceutom cierpliwości w dialogu z pacjentem, którego być może uda odwieść się od myśli o jego ostatnim Bożym Narodzeniu na tym ziemskim padole.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

O cięciach budżetowych dla aptek w UK – przetrwają… no właśnie, kto? O cięciach budżetowych dla aptek w UK – przetrwają… no właśnie, kto?

Na początku tego roku rząd w UK ogłosił plany, że trzeba obciąć dofinansowania aptek (i nie tylko) w...

Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii

W 1970 roku z próbki norweskiej ziemi zawierającej grzyby [i]Tolypocladium inflatum [/i]zostaje wyiz...

Bunt młodego farmaceuty Bunt młodego farmaceuty

Dlaczego nie możemy wydawać antybiotyków i leków silnie działających bez recepty? Dlaczego nie możem...