Niepełnosprawny w aptece

6 marca 2017 11:00

Każdego dnia przez nasze apteki przewijają się pacjenci – młodsi, starsi, Polacy, obcokrajowcy, chorzy i ci bardziej zdrowi. Różnorodność w wersji kieszonkowej można by rzec. Pośród nich nieraz zdarza się zauważyć jeszcze jedną małą, specyficzną grupę pacjentów – mianowicie osoby niepełnosprawne….

Każdego dnia przez nasze apteki przewijają się pacjenci niepełnosprawni

Najłatwiej dostrzec tych, którzy wpisują się w model niepełnosprawności fizycznej, lecz nie możemy wykluczyć, że spotkamy się twarzą w twarz z problemem niepełnosprawności w postaci pacjenta niewidomego, głuchego czy o obniżonej sprawności psychicznej. Czy jesteśmy gotowi na kontakt z taką osobą przy pierwszym stole?

Na samym początku pragnę zwrócić uwagę na kilka modeli niepełnosprawności. Jako przedstawiciele branży medycznej najbliżej zaznajomieni jesteśmy właśnie z modelem medycznym, wedle którego niepełnosprawność to długotrwały stan występowania pewnych ograniczeń w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka – graniczenia te spowodowane są na skutek obniżenia sprawności funkcji fizycznych, psychicznych bądź umysłowych. Jest to także uszkodzenie, czyli utrata lub wada psychiczna, fizjologiczna, anatomiczna struktury organizmu, która może być całkowita, częściowa, trwała lub okresowa, wrodzona lub nabyta. Warto zwrócić jednak uwagę także na model społeczny, zakładający że niepełnosprawność to niemożność pełnego funkcjonowania w społeczeństwie na skutek barier występujących po stronie otoczenia (społecznego, kulturowego, prawnego, politycznego), w tym barier architektonicznych. A zatem, idąc za przekazem drugiej definicji, czasem to my, jako otoczenie pacjentów, jako apteka, możemy przyczyniać się do pogłębiania poczucia niepełnosprawności. Co należy zatem zrobić by tego uniknąć?

Nie od nas oczywiście zależy, czy apteka jest przyjazna osobom niepełnosprawnym sensu stricto. To nie my odpowiadamy za podjazdy dla osób poruszających się na wózkach, dodatkowe poręcze, obniżenie pierwszego stołu choćby w jednym miejscu by komunikacja z takim pacjentem była przyjaźniejsza. Do dziś pamiętam aptekę, która na witrynie przyczepiła napis „apteka przyjazna osobom niepełnosprawnym” a do jej wejścia prowadziło 6 stromych schodów. W mojej aptece blat ma przynajmniej metr wysokości i w przypadku osoby na wózku inwalidzkim muszę się niemal kłaść na nim by dostrzec osobę po drugiej stronie, próbują zminimalizować też poczucie wizualnej wyższości. Pewnych rzeczy sami nie przeskoczymy, ale warto, byśmy byli świadomi, że takiemu pacjentowi jest trudno być z góry na słabszej pozycji, więc bierzmy to pod uwagę i nie bójmy się zrobić czegoś niekonwencjonalnego jak wyjście do pacjenta zza pierwszego stołu i próba rozmowy jak równy z równym.

Gdy już jednak pacjent dotrze do nas i stanie z nami twarzą w twarz, czasem to dopiero początek a nie koniec trudności. Oczywiście, możemy odrzucać krytyczne przypadki i nie zakładać, że kiedyś spotkamy się z pacjentem głuchym czy niewidomym. Ale już osoby o silnie osłabionej sprawności słuchowej pojawiają się w aptekach. Można często zauważyć ich charakterystyczną mowę, sposób wymowy, implant ślimakowy, aparat słuchowy itp. Warto sobie uświadomić fakt, że i one identyfikują się z tzw. kulturą głuchych. I tutaj prosta analogia – gdy wyjeżdżamy do innego kraju by poznać tam ludzi, ich kulturę, język i obyczaje, nieraz uczymy się kilku prostych słów by zjednać sobie te osoby. Wystarczy się przywitać w ich języku i już znika mur niepewności, obawy i poczucia obcości. Dlaczego nie nauczyć się paru wyrażeń w języku migowym? Na polskich uczelniach medycznych kursy języka migowego wśród studentów są coraz popularniejsze, nawet jednak, jeśli takich nowinek nie było w czasach naszych studiów, wystarczy kilkanaście minut z internetowym tuto rialem by nauczyć się miganego „dzień dobry” czy „miłego dnia”. Pacjent zareaguje na to uśmiechem, zdając sobie sprawę, że z nami nie pomiga, ale zrobiliśmy ten pierwszy krok i teraz już powinno być łatwiej.

Model obecnej apteki nie jest tożsamy chociażby z modelem fińskim, gdzie pacjent przyjmowany jest w aptece na siedząco. Jest to ułatwienie nie tylko dla osób starszych, ale również poruszających się o kulach czy nawet tych, wspomnianych już na wózkach. Pierwszy stół jest polem do rozmowy na jednym poziomie a nie granicą, przez którą ktoś może poczuć się niższy w randze rozmówcy. Dla osoby poruszającej się z dodatkowymi pomocami to też nie lada pomoc, jeśli może skupić się na opisaniu problemu niż na wytężeniu sił, by utrzymać się na nogach pięć czy dziesięć minut, gdy farmaceuta poszukuje ich leku.

To są tylko nieliczne przykłady. Kropla w morzu potrzeb. Otwieramy się wciąż na nowe grupy pacjentów – promujemy jako apteki obsługujące w języku angielskim, jako apteki przyjazne osobom starszym, ale problem niepełnosprawności jest naprawdę tematem szerokim i bardzo często pomijanym. Świata w godzinach pracy nie uzdrowimy, ale przywitać kogoś w jego codziennym języku, podać rękę, przysunąć krzesło czy wyjść do niego by porozmawiać z nim jak równy z równym naprawdę nie jest trudno. Zachęcam.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Ile powinien zarabiać technik farmaceutyczny? Ile powinien zarabiać technik farmaceutyczny?

Takie właśnie pytanie coraz częściej słyszę ostatnio w środowisku aptekarzy. Propozycje podawane prz...

Res pharmaceuticae Res pharmaceuticae

W tym roku otwarto nową wystawę stałą Muzeum Farmacji im. mgr farm. Antoniny Leśniewskiej, Oddział M...

Kilka słów o grywalizacji Kilka słów o grywalizacji

Każde pokolenie ma swoje gry i zabawy. Stanowią one naszą rozrywkę i pozwalają na oderwanie się od s...