Magazyn mgr.farm

Opowieść wigilijna

28 grudnia 2017 10:52

Zbliża się koniec roku, tak więc po świątecznej sielance warto zastanowić się co ten rok dał farmacji – na świecie, w Polsce. Czy droga, która została obrana przez ostatnie miesiące jest dobra? Dokąd nas zaprowadzi? Czy zmierzamy we właściwym kierunku czy też powinniśmy przejrzeć na oczy?

Życzę polskiej farmacji, by przebudziła się jak Dickensonowski Scrooge i postanowiła coś zmienić. (fot. Shutterstock)

Istnieje opowiadanie Karola Dickensa „Opowieść Wigilijna”, której głównym bohaterem jest Ebenezer Scrooge, wiktoriańskiego sknery, który pod wpływem wizyt trzech duchów: Ducha Dawnych Świąt Bożego Narodzenia, Ducha Obecnych Świąt i Ducha Świąt przyszłych, pokazujących sceny z jego życia przeszłego, teraźniejszego i przyszłego zmienia pogląd na swoje poczynania. Gdyby teraz ów bohater za pomocą czarodziejskiej mocy stał się farmaceutą, co ciekawego by zobaczył?

Gdyby przyszło nam spojrzeć wstecz, to w zależności od czasu, do którego byśmy się przenieśli, moglibyśmy trafić na – jak wieść niesie – złote czasy dla aptekarzy, którzy wyuczeni na prężnie rozwijających się uczelniach namiętnie zakładali swoje punkty, by nieść pomoc rzeszom pacjentów. Aptekę mógł mieć farmaceuta, mógł mieć ją w końcu każdy, kto w farmacji widział przyszłość albo szansę na interes. Za szybami stały panie magister i panowie magistrzy, którzy w mgnieniu oka podawali najlepsze leki na opisywane dolegliwości. Każdy Kowalski znał swojego aptekarza, bo widywał go idąc każdego ranka po świeże pieczywo do osiedlowej apteki. Pan czy Pani Magister był swoim człowiekiem, więc czasem nie trzeba było nawet mówić po co się do apteki przychodzi, bo od razu było wiadomo, co podać. Ot, taka spersonalizowana opieka nad pacjentem z własnego podwórka. Jednym słowem: chwilo trwaj!

Duch obecnych Świąt nie byłby już taki wesoły. Przede wszystkim koniec z otwieraniem aptek – złote czasy minęły, wyciągnięto z nich daleko idące i nie wszystkich zadowalające konsekwencje, kończąc z rynkową samowolką. Chciano wrócić do korzeni, wręczyć z powrotem prymat władzy farmaceutom, ale efekty chyba nie do końca pokryły się z oczekiwanymi korzyściami. Małe apteki wcale nie mają się nadzwyczaj dobrze, poza tym nie każdy aptekarz ma za punkt honoru pracować w takowej. Alternatywą są zwalczane przez rzesze przeciwników sieciówki, które choć nie grzeszą altruizmem, to są zwyczajnie naturalnym porządkiem rzeczy w dobie konsumpcjonizmu. Lecz przeciętny farmaceuta już sam nie wie, czy bój ma toczyć między aptekami prywatnymi a sieciowymi czy między farmaceutami a technikami, słowem, do broni! Bo jest jak widać czego bronić. Spuścizny przodków, podstaw czy też szeroko rozumianej tradycji, do której prawo mają tylko magistrzy farmacji przez duże F.

Duch Świąt Przyszłych jest zmienny i przybierze postać tego, który go stworzy. A że ten rozdział piszę ja, to pozwól Drogi Czytelniku, że przedstawię Ci swoją wizję na przyszłość. Jest ona jeszcze smutniejsza niż ta poprzednia, do której jednak swojej ręki nie przyłożyłem. Sieciówki i tak zmiotą większość prywatnych aptek – bo znajdą się obejścia, luki w prawie. I przede wszystkim bo kijem Wisły nikt nie zawrócił i skoro społeczeństwo marzy o spacerach po galeriach handlowych zamiast galeriach sztuki i kocha zagraniczne dyskonty zapominając o lokalnych sklepikach, to nic dziwnego, że wybierze te apteczne molochy, które znajdują się na trasie codziennych przemarszów. Farmacja zostanie wciągnięta na listę kierunków deficytowych, bo jej przyszli adepci nie będą chcieli wspierać pracy aptek szpitalnych za pensję kasjera ani też nie będą mieli wolnego pół miliona na zakładanie własnych aptek i zasiedlanie armii Aptek dla Aptekarza. A biedny Kowalski będzie tak zdezorientowany kto co może w jednej lub drugiej aptece, że zamiast skupiać się czy Farmaceuta ma na plakietce „mgr” czy „tech.” Usiądzie przed laptopem i co będzie mógł, zamówi przez Internet. A w świecie online do kartonu nałoży mu to magazynier, który zgodnie z zasadą „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta” zgarnie większość klienteli.

Życzę polskiej farmacji, by przebudziła się jak Dickensonowski Scrooge i postanowiła coś zmienić. Nie przez podziały wiedzie droga do sukcesu. A na razie nie widzę nawet chęci na to, by cokolwiek z kimkolwiek razem budować.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

5 ziół, które powinny znaleźć się w apteczce kibica 5 ziół, które powinny znaleźć się w apteczce kibica

Niemieccy naukowcy dowodzą, iż nie tylko czynne uprawianie sportu jest związane z ryzykiem poważnych...

Lista refundacyjna – fakty i mity Lista refundacyjna – fakty i mity

Jednym z głównych założeń powstania listy refundacyjnej jest umożliwienie się leczenia pacjentom dro...

6 mitów o zakażeniu dróg moczowych 6 mitów o zakażeniu dróg moczowych

Zakażenie układu moczowego (ZUM) to jedna z najczęstszych przyczyn interwencji lekarskich. Stanowi o...